Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czy lekarze, którzy wyjeżdżają za granicę, powinni zapłacić za studia, które odbyli w Polsce?

Jak wyliczył na szybko premier, Polska dofinansowała w ostatnich latach Francję, Niemcy i inne bogate kraje kwotą 25 miliardów złotych. To koszt wykształcenia lekarzy, którzy wyjechali z kraju.

Niedobór lekarzy w Polsce to olbrzymi problem. W niektórych specjalizacjach bardzo szybko rośnie średni wiek lekarzy. Taka sytuacja może wpływać negatywnie na stan zdrowia Polaków. Niebagatelną rolę w niedoborze lekarzy w Polsce odgrywa emigracją młodych medyków na Zachód. Nic więc dziwnego, że ten temat pojawił się w kampanii wyborczej.

Jak mówił premier Morawiecki podczas jednego ze spotkań wyborczych, Polska dofinansowała bogate kraje Zachodu kwotą prawie 25 miliardów zł. Tyle kosztowało wykształcenie w Polsce młodych lekarzy, którzy wyjechali do pracy za granicę. Zatrzymanie osób kończących studia w Polsce jest więc ważnym zadaniem dla rządzących.

Parę lat temu wprowadzono na Węgrzech kontrakty studenckie, które mają zatrzymać młodych lekarzy w kraju. Medyk po zakończeniu studiów musi pracować przez 12 lat w kraju. Jeśli przed upływem tego czasu chce wyjechać za granicę, musi zwrócić koszt studiów na węgierskiej uczelni, czyli około 50 tys. euro.

O podobnych kontraktach mówi się w Polsce od jakiegoś czasu. Pomysły te spotykają się jednak z oporem młodych lekarzy. Twierdzą oni, że czynnikiem, który zmniejszyłby emigrację lekarzy na Zachód, byłby wzrost zarobków. Negatywnie pomysł odpłatności za studia oceniają też szefowie szpitali, którzy obawiają się mniejszego zainteresowania studiami medycznymi.

Czy konieczność odpracowania swoich studiów w Polsce zniechęci młodych Polaków do studiowania medycyny? Niekoniecznie. Już dziś zdecydowanie więcej jest chętnych na studia medyczne niż miejsc na uniwersytetach medycznych. Na pewno czynnikiem, który przyciąga młodych ludzi do studiowania medycyny, jest możliwość dużych zarobków za granicą. Ale wiele osób decyduje się na karierę lekarską także ze względu na perspektywy zawodowe w Polsce.

Jedno jest natomiast pewne. Polski nie stać na kształcenie lekarzy dla Niemców czy Francuzów. Wykształcenie jednego lekarza w Polsce jest naprawdę drogie. Dlatego też liczba miejsc na studiach medycznych znacząco nie wzrasta. Nie możemy sobie więc pozwolić, aby znaczną część absolwentów medycyny tracić na rzecz bogatszych od nas państw.

Potrzebne są oczywiście lepsze zarobki młodych lekarzy. Ale Polska jest krajem wciąż biedniejszym od Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Nie jesteśmy w stanie zaoferować młodym lekarzom takich zarobków jak Niemcy czy Anglicy. Jednak problemy naszej służby zdrowia biorą się także z ubytku lekarzy, wywołanego właśnie emigracją.

Jeśli wprowadzi się system odpracowania swoich studiów, to młody lekarz wciąż będzie miał możliwość wyboru. Albo będzie pracował w kraju, albo zwróci koszt swojej edukacji. To jest rozwiązanie na pewno uczciwe. A jeśli przy tym wprowadzono by więcej miejsc na uczelniach medycznych i atrakcyjniejsze warunki płacowe dla młodych lekarzy, to takie rozwiązanie powinno być poparte przez środowiska lekarskie.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Zobacz także

  • Batrahe
    01.10.2019 09:35
    No nie, ta konkluzja jest tragiczna i nie spodziewałam się tego po redaktorze GN. I rozumiem, że można mieć różne poglądy, ale to przechodzi moje pojęcie. Sama znam rodzinę, w której mężczyzna z wykształceniem medycznym przez lata borykał się z polskim systemem (człowiek ten był głównym żywicielem rodziny, żona nie ma stabilnego zatrudnienia, mają dwójkę dzieci i schorowanych teściów, którzy wymagają pomocy). W Polsce ten mężczyzna pracował ponad siły, w domu spędzał niewiele czasu i i tak były problemy z finansami. Od niedawna pracuje w szpitalu w jednym z krajów zachodu i zarabia dużo więcej, warunki pracy są również lepsze, i to bez porównania. Mógł zostać w Polsce, dalej mieć problemy finansowe i narażać zdrowie z powodu przemęczenia (żył tak przez całe lata). Mam wrażenie, że syty głodnego nie zrozumie.
    doceń 12
  • CSOG
    01.10.2019 10:27
    Tak mocno pragnęliśmy wejść do Unii Europejskiej. Tak wielu było zwolenników otwartych granic i możliwości swobodnego podróżowania i legalnego podejmowania pracy w innych krajach Unii. Dziś płacz i lament nad rozlanym mlekiem, bo część obywateli normalnie korzysta z tych praw. Sąsiednie państwa zasysają z Polski, wykształconych rzetelnych, uczciwych pracowników oferując nam w zamian kwotową relokację uchodźców. Taka bezgotówkowa wymiana ludzkiego towaru lepszego na inny. Ale, ale- zakrzyknął ktoś poszukujący gotówkowego zastrzyku, dla pokrycia kosztów, za pomysł ożywienia gospodarki przez wpompowanie na rynek pewnych kwot w postaci bonów prezentowych - są ukryte koszty edukacji! Niech płacą! Szkoda, że Pan Premier na szybko nie policzył jak wysokie kwoty wypływają z budżetu na średnie wykształcenie obywatela, który wyjeżdża za chlebem. I czy stać nas na to aby robić innym krajom TAKIE prezenty. Ktoś powiedział: Nie no tak nie można. Podstawowe wykształcenie jest obowiązkiem obywatela, a trudno kazać obywatelowi płacić za jego obowiązek, a ponadto.Hydraulików, murarzy, spawaczy i opiekunek osób starszych mamy superatę, zbędną nadwyżką można, a nawet trzeba się podzielić, a lekarzy nam brakuje. Każmy im płacić za wykształcenie w ojczyźnie …Wówczas z pewnością nam ich przybędzie. Myślę. Sześć lat studiów, później staż i rezydentura za mniej niż ‘średniakrajowa’. Czasokres w którym ktoś po zawodówce, kto zamiast siedzieć nad tomami i wkuwać do bólu, wyjechał zamiatać , murować, albo kierować autobusem za granicą, dawno już spłacił kredyt za swój dom. No chyba jeszcze dziś podejmę płatne studia na medycynie. Chęć zrobienia kariery medycznej i wrodzone poczucie ratowania zdrowia i życia ludzkiego będzie mi wystarczającą motywacją i zapłatą. Poświęcę dziesięć lat życia na zdobycie wykształcenia za własne pieniądze, a wszystko po to, żeby później móc pracować dla mojego kraju za średnią krajową. Warto, bo to przecież Mój Kraj.
  • jurek
    01.10.2019 12:20
    Ciekawe czemu maja słuzyc tego typu zajawki? Czy chodzi o "napietnowanie" kolejnej grupy zawodowej (po kastach sędziów, nauczycieli itp)? Warto także wprost przypomnieć kto był pierwszym propagatorem tego typu pomysłów...................... Tak Urban - najwiekszy manipulator i propagandzista z końca PRL.
    doceń 6
  • CSOG
    01.10.2019 12:21
    Pan redaktor, ochoczo popiera zamysł i szybkie wyliczenia Premiera. Skłania mnie to ku myśli, że może nie ma dzieci a już z pewnością nie ma dzieci, które wybierałyby się studiować medycynę. Gdyby tak bowiem było, że jednak ma i że wybierają się na medycynę, to zapewne wykazałby większą ekonomiczną dociekliwość w ustaleniu jaki to konkretny przedział czasowy mieści w tajemniczo brzmiącym terminie „w ostatnich latach”. ( A propos, czy owe „w ostatnich latach” czegoś nam dziwnie nie przypomina?) Czy owe 25 miliardów dofinansowujące Francję i Niemcy sprzeniewierzyliśmy przez dwa czy dziesięć „ostatnich lat”? To zdaje się nieco zmienia skalę. Kolejny problematyczny wątek, dlaczego mowa jest o Francji i Niemczech; czy owe 25 miliardów stracono z powodu wyjazdu lekarzy do wyłącznie tych krajów a skala wydatków jest jeszcze większa o wydatki na lekarzy pracujących w innych krajach. Czy do tych krajów wyjechało najwięcej polskich lekarzy?, A może tylko dlatego że akurat wobec wymienionych, „w ostatnim okresie” odnotowano pobudzone społecznie, negatywne nastawienie? Dlaczego Pan Premier, a za nim Pan redaktor nie podali przy okazji szybkiego wyliczenia, iluż to lekarzy wyjechało na tajemniczej przestrzeni „ostatnich lat”? Czy kwotowe dane wydają się w tym przypadku bardziej przekonujące? Czu nadużyciem jest wniosek, że „liczenie na szybko” jest wyłącznie asekuracją, zasłoną dymną przed podaniem konkretów zjawiska? Może nie chodzi o konkret, a przedstawienie pomysłu wprowadzenia odpłatności?
    Szkoda, że zamiast rzeczowej oceny zjawiska serwuje się domniemany (bo nie poparty żadnymi analizami czy danymi) i bliżej nie dookreślony związek przyczynowo skutkowy: wzrost średniego wieku lekarzy w niektórych specjalizacjach ⇒ emigracja młodych medyków na Zachód ⇒ negatywny stan zdrowia Polaków …
    Czy przeciętnemu czytelnikowi za jakiego się uważam, nie ma prawa przyjść do głowy wniosek, że redaktor katolickiego czasopisma, z wykształceniem ekonomicznym, zajmuje się upowszechnianiem poparcia określonego rządowego pomysłu bez większej refleksji widzianej okiem szeroko pojętego interesu społecznego?
    A może jest to dziennikarska prowokacja dla czytelnika do własnej analizy problemu?
    Pod tekstami Pana Redaktora zazwyczaj mnożą się pełne emocji komentarze. Może to dobry znak i pożądany skutek, dobrego dziennikarstwa.
    doceń 9
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji