Nowy numer 43/2020 Archiwum

Festiwalowy thriller

Na zakończonym właśnie 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oglądaliśmy filmy lepsze niż nagrodzony Złotymi Lwami „Obywatel Jones”.

Po wystąpieniach niektórych zdobywców nagród na gali gdyńskiego festiwalu można odnieść wrażenie, że sztuka filmowa w Polsce się kończy, a nad każdym reżyserem stoi cenzor.

Być może wkrótce opresyjna władza będzie też wsadzać niepokornych artystów za kraty. Jednak nie potrwa to długo, bo – jak powiedział ze sceny Dawid Ogrodnik (słusznie nagrodzony za rolę Mieczysława Kosza w filmie Macieja Pieprzycy) – „przyjdzie taki moment, że władza się skończy. I wtedy nie będzie tak śmiesznie”. Prawdopodobnie chodziło mu o to, że role się odwrócą, a wtedy… Ciarki przechodzą na myśl o odwecie. Nawiasem mówiąc, spośród 19 filmów, które znalazły się w konkursie, 18 zostało dofinansowanych z publicznych pieniędzy. Nagrodzeni artyści gorąco poparli też ze sceny strajk klimatyczny. Krzysztof Zanussi, nagrodzony Platynowymi Lwami za całokształt twórczości, zauważył, że w sztuce populizm morduje wartości. Wsparł walkę o prawa kobiet, oznajmiając, że nagrodami powinny być Lew i Lwica.

Zakazany owoc

W programie festiwalu znalazło się kilka filmów z gatunku kina sensacyjnego, ale bohaterem prawdziwego thrillera stał się „Solid Gold” Jacka Bromskiego – najpierw wycofany z konkursu głównego ze względu na protest TVP, jednego z koproducentów, a później do niego przywrócony. Film zyskał status „zakazanego owocu”, a Jacek Bromski automatycznie stał się twórcą pokrzywdzonym przez reżim, nieomal męczennikiem, chociaż nie wiem, czy o to walczył. Cała ta historia jest rzeczywiście skandaliczna. Trudno też zrozumieć, jakimi racjami kierowała się TVP, wycofując film z konkursu w czasie trwania festiwalu. Czy autorzy tej decyzji nie przewidzieli, jakie będą jej konsekwencje? TVP wydała enigmatyczne oświadczenie, które niczego nie wyjaśnia.

Faktem jest, że program tegorocznego festiwalu został rozdęty do granic możliwości. Z pewnością imprezie wyszłoby na korzyść, gdyby gremia decydujące o wyborze filmów do konkursu głównego działały sprawniej i nie poddawały się zarówno naciskom środowiskowym, jak i władzy. Na przykład „Mowa ptaków” Xawerego Żuławskiego została dodana do konkursu po wrzawie wywołanej przez część środowiska filmowego, które dopatrzyło się w filmie walorów artystycznych nie bardzo zrozumiałych dla większości widzów. Bez problemu można byłoby wyeliminować z konkursu kilka innych filmów i pokazać je w jakiejś innej sekcji programowej.

Legenda Mieczysława Kosza

Myślę, że w Gdyni oglądaliśmy filmy lepsze niż „Obywatel Jones” Agnieszki Holland nagrodzony „Złotymi Lwami”. Film był oczekiwany z wielkim zainteresowaniem, nie jest to, niestety, drugi „Obywatel Kane”. Zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na temat. Garret Jones, tytułowy bohater, jest postacią autentyczną. Walijski dziennikarz jako jeden z pierwszych usiłował informować światową opinię publiczną o klęsce głodu na Ukrainie w latach 30. ub. wieku. Był jednym z nielicznych obcokrajowców, którzy bezpośrednio obserwowali tamte wydarzenia. W 1933 roku przybył do Moskwy i bez zezwolenia wyjechał na Ukrainę. Opisał skutki tragedii, która pochłonęła miliony ofiar i której istnienie negowali wpływowi zachodni publicyści sympatyzujący z Rosją Sowiecką. Film został jednak zrealizowany bez polotu, miejscami w konwencji teatru telewizji. Niektóre filmowe wątki nie znajdują motywacji ani rozwinięcia. Pozbawiona dramatyzmu opowieść nie budzi u widza emocji. Z jednym wyjątkiem, kiedy akcja przenosi się na Ukrainę, gdzie bohater na własne oczy widzi, do czego doprowadziła kolektywizacja. Odbierając nagrodę, reżyserka podzieliła się z publicznością informacją, że Kultura Niepodległa powoła pogotowie prawne, czyli sieć prawników broniących ludzi kultury, którzy padają ofiarą cenzorskich ataków.

Drugą co do ważności nagrodę festiwalu odebrał Maciej Pieprzyca oraz producenci filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”. Film otrzymał łącznie 6 nagród, w tym dla Dawida Ogrodnika za najlepszą rolę męską. To znakomicie opowiedziana historia zainspirowana życiem Mieczysława Kosza, pianisty jazzowego, który stał się legendą. Kosz jako dziecko stracił wzrok, ale dzięki talentowi, ogromnej pracowitości i pasji zyskał sławę, zdobywał nagrody w kraju i za granicą. Wygrał m.in. prestiżowy Montreux Jazz Festival. Moim zdaniem to najlepszy film pokazany na gdyńskim festiwalu.

Jeszcze przed rozpoczęciem przeglądu rozgłos zyskało „Boże Ciało” Jana Komasy. Twórca otrzymał nagrodę za reżyserię, a wcześniej film został polskim kandydatem do Oscara. Chociaż mało kto go widział, rozlegały się głosy, że będzie to atak na Kościół i religię. Film Komasy opowiada historię młodego chłopaka, który trafił do poprawczaka, przechodzi jednak duchową przemianę i marzy, by zostać księdzem. Dzięki pomocy kapelana ośrodka zostaje warunkowo zwolniony i skierowany do pracy w zakładzie stolarskim w prowincjonalnym miasteczku. Tam wskutek zbiegu okoliczności wchodzi w rolę księdza i zastępuje miejscowego proboszcza, który wyjechał na leczenie. Film wkrótce pojawi się na w polskich kinach i wtedy przyjdzie czas na jego omówienie, ale należy podkreślić, że chociaż został zbudowany na stereotypach na temat księży i Kościoła, nie jest antyreligijny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także