Nowy numer 47/2019 Archiwum

Pilecki w Berlinie

Statystyki nikogo nie obchodzą. Historię przedstawia się dziś przez konkretne historie. Dlatego niezwykle ważna jest misja, którą rozpoczął w stolicy Niemiec Instytut Pileckiego.

Trudno o lepszy adres w Berlinie. Tutejszy oddział Instytutu Pileckiego mieści się tuż obok Bramy Brandenburskiej. Wystawa, którą do wiosny przyszłego roku będą mogli obejrzeć berlińczycy i turyści, opowiada o misji rotmistrza Witolda Pileckiego w Auschwitz. Pokazuje też skrótowo sytuację Polaków w czasie niemieckiej okupacji i – znacznie szerzej – losy polskich więźniów obozu koncentracyjnego. To, co dla Polaków jest oczywistością, Niemców może szokować, a nasi zachodni sąsiedzi najwyraźniej nie są gotowi na szok. Świadczy o tym niewielkie zainteresowanie uroczystością otwarcia berlińskiego oddziału Instytutu – wprawdzie wystawa została przygotowana we współpracy z Niemcami, ale na otwarciu zabrakło ważnych polityków. Uruchomienie placówki jest zatem początkiem długiej drogi.

O faktach konkretnych

Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego nie zajmuje się jedynie prowadzeniem wystawy. Instytucja, którą kieruje dr Wojciech Kozłowski, powstała w sierpniu 2018 r. z połączenia Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego z Instytutem Solidarności i Męstwa. Ma ona na celu upamiętnianie osób zasłużonych dla narodu polskiego, ale przede wszystkim jest to placówka badawcza. Stąd współpraca z Bundesarchiv i prace nad udostępnieniem zagranicznym historykom polskich akt z czasów wojny. Jak podkreślała wiceminister kultury Magdalena Gawin, która brała udział w berlińskich uroczystościach, brak polskiej perspektywy w opracowaniach autorów z Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych spowodowany jest tym, że do naszych źródeł trudno jest się dostać.

Oczywistym problemem jest bariera językowa – historyków i dziennikarzy znających język polski jest dosłownie kilku. Stąd prace nad tłumaczeniem wspomnień naocznych świadków zbrodni. To dzięki temu Amerykanin Jack Fair­weather, który nie mówi w naszym języku, mógł napisać opowiadającą o Pileckim książkę „Volunteer”. Język jednak nie jest jedyną barierą. Wiceminister Gawin zauważyła, że w czasach komunizmu zakłamywana była historia okupacji – nie tylko sowieckiej, ale i niemieckiej. Peerelowskich włodarzy nie interesowały zbytnio losy osób ukrywających Żydów, więc jeśli w czasie wojny razem z ukrywanymi wymordowano całą polską rodzinę, często nie miał kto pielęgnować pamięci o niej. Śledczy zajmujący się hitlerowskimi zbrodniami inaczej traktowali też różne kategorie osób – Polaków przesłuchiwano z zasady w obecności prokuratora, a za dowód uznawano tylko zeznania naocznego świadka, a w przypadku Żydów prokuratora mogło nie być. Według Magdaleny Gawin do ok. 80 proc. zeznań naocznych świadków nie zajrzeli nawet polscy historycy. W efekcie tego informacje o zbrodniach podawane w książkach to zbiór statystyk, a te nie dają takiego obrazu sytuacji jak konkretne historie poszczególnych osób.

Klucz do wolności

Zapewne z tego powodu berlińska wystawa nie jest suchą opowieścią o życiu i misji rotmistrza Witolda Pileckiego. Nie zabrakło na niej elementów artystycznych, ale przede wszystkim można się tam dowiedzieć, jak wyglądała konspiracja w obozie koncentracyjnym.

Ciekawym eksponatem jest klucz do odkręcania 22-milimetrowych śrub, który potajemnie wykonali w obozowym zakładzie więźniowie z grupy Pileckiego. Plan był następujący: rotmistrz i jego dwóch współpracowników dostało się do komanda pracującego w piekarni położonej poza terenem obozu. Podczas nocnej pracy zostali zamknięci od zewnątrz żelazną sztabą. O 2.00 nad ranem odkręcili mocującą ją śrubę i pobiegli, unikając kul strażnika. Nie wiadomo do końca, dlaczego nie wyrzucili klucza. Może nie chcieli zostawiać za sobą śladu, który ułatwiłby poszukiwania. Jakiś czas później musieli przedostać się przez Wisłę. Potrzebowali do tego jednej z łódek, które stały w tym miejscu przymocowane łańcuchami do cum. Łańcuch jednej z nich był przykręcony śrubami – miały dokładnie 22 milimetry.

Mało znanym faktem jest też to, że konspiratorzy z Auschwitz potrafili niekiedy wyeliminować najbardziej sadystycznych esesmanów. Członkowie ruchu oporu zdobywali wszy, które pasożytowały na osobach mających tyfus. Podrzucali je następnie do mundurów opuszczających pralnię. Nie był to jedyny dowód sprawności obozowego podziemia. Innym była sytuacja, kiedy straż obozu zaczęła sprawdzać dane Witolda Pileckiego. Rotmistrz przebywał w obozie pod fałszywym nazwiskiem Tomasz Serafiński (który rzeczywiście istniał i, jak sądzono, zginął w kampanii wrześniowej). Niemcy, którzy starali się wykryć konspiratorów, zapytali go o imiona dziadków. Pilecki nie znał rodziny Serafińskiego, więc imiona zmyślił. Aby uniknąć wpadki, poinformował o sprawie członków podziemia pozostających poza obozem. Ci udali się do Bochni, skąd pochodzili Serafińscy, i w tamtejszych księgach parafialnych zmienili imiona dziadków Tomasza na takie, jakie wymyślił Pilecki.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji