Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pomieszanie z poplątaniem

Wybierz sobie płeć, partnera, dziecko, wyznanie, datę śmierci. Zmień to, jak zmieniasz smartfona czy konto bankowe. Jesteś totalnie wolny, pamiętaj!

Hitem internetu jest filmik, w którym 35-letni Benjamin Aaron Shapiro, znany za oceanem komentator polityczny, pisarz, prawnik i dziennikarz żydowskiego pochodzenia, rozmawia z feministką o tym, czy tożsamość płciowa jest niezależna od płci biologicznej. – Nie jesteś mężczyzną jedynie dlatego, że tak myślisz. To nie zależy od twojej opinii. Twierdzenie, że płeć lub tożsamość jest płynna, nie jest prawdziwe – opowiada redaktor naczelny portalu The Daily Wire. I dodaje:– Nie odmawiam ci człowieczeństwa, ale mówię, że nie jesteś tej płci, którą sobie wybrałaś. Jesteś stuprocentowym człowiekiem, ale jeśli zamierzasz mi narzucać, że muszę udawać, że mężczyźni są kobietami, a kobiety mężczyznami, to nie mogę się na to zgodzić. Nie będę modyfikował podstaw biologii, ponieważ zagrażają one twojemu subiektywnemu odczuciu. Przez całą historię ludzkości chłopiec oznaczał chłopca, a dziewczyna dziewczynę. Jeśli nazwę cię łosiem, czy to znaczy, że staniesz się łosiem?

Ponieważ studentka nie dawała za wygraną, Shapiro zapytał: – Ile masz lat? – 22 – odpowiedziała. – A dlaczego nie 60? Z jakiego powodu nie możesz się identyfikować jako 60-latka? (dziewczynę zamurowało). – A przecież wiek jest znacznie mniej istotny niż tożsamość płciowa. Nie możesz w magiczny sposób zmienić swojej płci. Nie możesz magicznie zmienić swojego wieku.

Żyjemy w czasach, gdy wszystko staje się umowne.

Nazywaj rzeczy po imieniu

Mocny reflektor oświetlał Marcina Konika, który grał Boga. A siedzący na wózku inwalidzkim Bóg stwarzał w Siemiatyczach, Krynkach i Orli świat. Oddzielał światło od ciemności, dzień od nocy, wody ponad sklepieniem od wód pod sklepieniem.

Przez kilka dni mocny reflektor oświetlał słowo „oddzielenie”. Sporo o tym rozmawialiśmy w czasie wojaży po Podlasiu, na które krakowska ekipa teatru Exit przyjechała z poruszającym spektaklem „Genesis”.

Na scenie falował ocean. W głębinach nurkowały morskie potwory. „I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą”. A zaraz potem: „Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem”.

I tak dalej. Dzień po dniu. Oddzielanie i nazywanie. Słuchałem słów pierwszej biblijnej księgi i bardzo mnie dotykały. Dzień był dniem, noc nocą. Wszystko precyzyjnie oddzielone, nazwane. Taki był pierwotny, czysty zamysł Stwórcy.

Nie wszystko jedno!

– Zadałem sobie kiedyś pytanie, który cytat z Pisma Świętego jest dla mnie najważniejszy. I znalazłem: to opis pierwszego dnia stworzenia – opowiada Maciej Sikorski, reżyser „Genesis”. – „Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą”. Bóg rozdziela światłość od ciemności. Dzień od nocy. Dlaczego ten cytat jest dla mnie tak istotny? Przez kilkanaście lat tkwiłem po uszy w pomieszanej rzeczywistości New Age. W przestrzeni wymieszania, postmodernistycznego relatywizmu, w cieniu popularnego znaku yin-yang. W tym symbolu zło i dobro (biel i czerń) przedstawione są jako równoważne siły. To kłamstwo, bo jako chrześcijanie wierzymy w triumf dobra. Na białym polu znajduje się czarna kropka, na czarnym kropla bieli. To sugestia, że nie ma w tym świecie nic czystego, dobrego, niepokalanego, prawdziwego, ale w każdym dobru jest kropla zła (i odwrotnie). To nie jest prawda – nie ma wątpliwości Maciej Sikorski, który we wschodnich praktykach zanurzony był przez lata. Doprowadziły go one do skrajnych wyborów. – Pomieszanie równoważących się rzeczywistości to świat, w którym nie ma grzechu. Po moim nawróceniu odkryłem nie tylko Bożą miłość, ale i to, że jest na świecie grzech. I jest on straszny, prowadzący do śmierci. Kiedyś wydawało mi się, że to postmodernistyczne pomieszanie jest fundamentem. Po nawróceniu zobaczyłem, jak ważne jest rozdzielanie rzeczywistości zła i dobra i nazywanie ich po imieniu. Żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nam nazywać zła po imieniu. Wstydzimy się nazywać grzech grzechem, bo a nuż ktoś poczuje się dotknięty. Zło pozostaje jednak złem niezależnie od barwnej, miłej naklejki. Genesis – pierwsza księga Biblii – to fundament cywilizacyjny, wskazówka, drogowskaz. I jednocześnie odpowiedź na pytania i bolączki współczesnego człowieka. To czysty zamysł Stwórcy, który rozdzielał światy. Z tym nazywaniem rzeczy po imieniu jest jak z wychowaniem dziecka (wiem coś o tym, bo mam w domu kilkoro). Dziecko potrzebuje nazwania rzeczywistości po imieniu: to jest dobre, a to złe – opowiada Maciek Sikorski. – Zobacz, jak często dzieci przy filmach chcą się upewnić: „Tato, a on jest dobry czy zły?”. Dla nich to oczywiste kryterium. Co robimy z ich czystym, niewinnym światem? Burzymy go na starcie, dając im do rączek obrzydliwe zabawki Monster High rodem z horroru, ubierając te maluchy w koszulki z trupimi czaszkami i już na starcie burząc granice między pięknem a brzydotą, dobrem a złem.

A jakie to ma znaczenie?

Żyjemy w świecie przemieszania, zlewania się wartości, pojęć. Wszechobecnego relatywizmu.

Ewangelizacja na rynku jednego z obleganych przez turystów letnisk. Młodzi ludzie rozdają ulotki zapraszające na spotkanie swojej wspólnoty. – Z jakiego Kościoła jesteście? – pytam (nie osądzam, nie atakuję, jestem po prostu ciekawy). – A jakie to ma znaczenie? – słyszę. Dla mnie ma. Spore.

To „a jakie to ma znaczenie?” stało się współczesną mantrą. Symbolem politycznej poprawności, rozmycia. Ostrego obrazu, który traci wyraźne kontury.

Tożsamość nie ma znaczenia? Od kiedy? Podcinający swe korzenie, chorujący na zanik pamięci Stary Kontynent popełnia zbiorowe samobójstwo. Pierre Manent, filozof związany z paryską Wyższą Szkołą Nauk Społecznych, nie owija w bawełnę: „Błąd Europy polega na tym, że odcięła się od swej przeszłości związanej z chrześcijaństwem i uznała, że każdy może dowolnie określać własną tożsamość. Ale podejmując taką decyzję, de facto podjęła inną – że tak naprawdę nie będzie istnieć”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także