Nowy numer 32/2020 Archiwum

Luka w państwie

Kilkudziesięciu przesłuchanych świadków, kilka wniosków do prokuratury i raport zalecający postawienie Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu. Czy rzeczywiście ktoś zostanie skazany za rozszczelnienie systemu podatkowego?

Sejmowa komisja badająca sprawę wyłudzeń podatku VAT zakończyła pracę. Jej raport pokazuje, w jaki sposób władza przez kilka lat lekceważyła nadużycia, o których wiedziała. Jak podkreślał przewodniczący komisji Marcin Horała z PiS, chodziło nie o unikanie płacenia podatków, ale przede wszystkim o kradzież żywej gotówki ze skarbu państwa. W dokumencie nie ma jednak twardych dowodów na korupcję podczas tworzenia przepisów podatkowych. Wyszło natomiast na jaw, że w Ministerstwie Finansów dochodziło do dziwacznych sytuacji.

Na dwa fronty

O zaskakujących praktykach resortu opowiedziała podczas przesłuchania była wiceminister Elżbieta Chojna-Duch. Z jej słów wynikało, że w ministerstwie przebywała jako konsultant społeczny Renata Hayder, związana jednocześnie z firmą Ernst & Young zajmującą się m.in. doradztwem podatkowym. W latach 2007–2015 Hayder pełniła wiele funkcji w spółkach E&Y oraz wykonywała dla nich usługi. Od 2006 r. jest prezesem charytatywnej Fundacji Ernst & Young. Według Chojny-Duch Hayder była „superpracownikiem” ministerstwa i wpływała na treść ustaw, nie biorąc za to odpowiedzialności. Miała często bywać w siedzibie resortu w czasie nowelizacji prawa podatkowego w 2008 r. i uczestniczyć w spotkaniach ze Sławomirem Nowakiem, ówczesnym sekretarzem stanu w kancelarii premiera. – Proponowała pewne rozwiązania sprzyjające przedsiębiorcom. Jedne były bardziej kosztowne, inne mniej kosztowne dla budżetu państwa – twierdziła Elżbieta Chojna-Duch. Była wiceminister zeznała, że doradczyni kontaktowała się z jej podwładnymi, nie informując jej o tym. Inni świadkowie potwierdzili, że Hayder posługiwała się adresem mailowym firmy Ernst & Young i była uważana za osobę związaną z tym przedsiębiorstwem. Miało przy tym brakować formalnego dokumentu, na podstawie którego byłaby zatrudniona w ministerstwie. Ówczesny minister finansów Jan Vincent Rostowski zeznał, że sięgnął po pomoc Hayder, bo uważał ją za „ikonę doradztwa podatkowego”. Najwyraźniej nie widział konfliktu interesów w tym, że w pracach nad prawem podatkowym bierze udział osoba związana z firmą doradzającą prywatnym przedsiębiorstwom w sprawie podatków. Musiał też mieć do niej zaufanie, bo w 2008 r. Renata Hayder z ramienia ministerstwa weszła do Rady Narodowego Funduszu Zdrowia i w 2010 r. została jej przewodniczącą.

Próbowaliśmy się skontaktować z Renatą Hayder przez Fundację Ernst & Young, ale była doradczyni ministerstwa nam nie odpowiedziała.

Dziura podatkowa

Według szacunków Komisji Europejskiej w latach 2007–2015 luka vatowska w Polsce wyniosła ok. 250 mld zł. Brała się ona nie tylko stąd, że niektóre firmy nie płaciły VAT. Największe straty powodowały tzw. karuzele. W uproszczeniu polegają one na tym, że firma występuje o zwrot podatku VAT doliczonego do ceny produktu, który kupiła. Wolno to zrobić, bo podatek miał zapłacić sprzedawca. Ten jednak nie zrobił tego i rozpłynął się w powietrzu.

Polska luka była wyższa od średniej europejskiej, co potwierdzają obliczenia Najwyższej Izby Kontroli. W całej UE od 2010 r. do 2015 r. było to ok. 14 proc., a w Polsce średnio 24 proc. Wartość ta skoczyła z 8,9 proc. w 2007 r. do 20,3 proc. dwa lata później. Od 2012 r. wynosiła przynajmniej 24 proc. Dopiero w 2016 r. zaczęła spadać i w 2018 r. wyniosła 12,5 proc. W przeciwieństwie do komisji śledczej, zajmującej się wyłącznie okresem rządów PO, NIK analizował dane do ubiegłego roku. Kontrolerzy Izby przyznają, że uszczelnienie ściągalności VAT miało miejsce po 2015 r. Ocenili jednak, że również wcześniej minister sprawował nadzór nad systemem płacenia tego podatku, tyle że działał za wolno. Komisja podała natomiast przykłady działań, które nie tylko nie usprawniały kontroli, ale wręcz ułatwiały działanie oszustom. Jednym z nich było zniesienie w 2008 r. 30-procentowej sankcji za niezapłacenie podatku. Tłumaczono to przepisami unijnymi, choć w rzeczywistości nie zabraniały one utrzymywania takiej kary. Wprowadzenie kwartalnych (zamiast comiesięcznych) rozliczeń podatkowych dla przedsiębiorców miało ułatwić im życie. W praktyce pomogło też oszustom, którzy mieli dzięki temu więcej czasu na ukrycie przestępstwa i zniknięcie z pieniędzmi. W 2013 r. zniesiono możliwość rozliczania się co trzy miesiące, ale tylko w przypadku handlu niektórymi towarami. Nadal mogli to robić sprzedawcy elektroniki, która była jednym z ulubionych towarów oszustów vatowskich. Nie wprowadzono też ograniczeń dla nowo rejestrowanych firm, choć wyłudzeń dokonywały właśnie takie przedsiębiorstwa – zakładano je, przeprowadzano fikcyjną sprzedaż, odbierano nienależny zwrot podatku, po czym firma przestawała istnieć. Podczas przesłuchań przed komisją wyszło też na jaw, że władza lekceważyła wiele doniesień o nadużyciach – raporty Komisji Europejskiej, analizy prywatnych firm i organizacji przedsiębiorców, a nawet notatkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ze stycznia 2013 r. adresowaną bezpośrednio do m.in. premiera Donalda Tuska, Jana Vincenta Rostowskiego i ministra skarbu Janusza Piechocińskiego. W dokumencie miał być opisany mechanizm wyłudzeń karuzelowych. Donald Tusk zeznał przed komisją, że notatki nie czytał.

Stan trybunału

Jedną z rekomendacji, które znalazły się w raporcie końcowym, jest postawienie przed Trybunałem Stanu byłych premierów – Donalda Tuska i Ewy Kopacz oraz byłych ministrów finansów – Jana Vincenta Rostowskiego i Mateusza Szczurka. Mieliby oni odpowiedzieć za przestępstwa związane z pełnieniem swoich funkcji. Zgodnie z przepisami decyzję w tej sprawie musiałby podjąć Sejm. – Mogę to sobie wyobrazić, ale to by oznaczało nowy, atomowy etap wojny między PO i PiS – mówi dr Bartłomiej Biskup, politolog.

Po 1989 r. tylko raz zdarzyło się, by Trybunał Stanu kogokolwiek skazał. Chodziło o tzw. aferę alkoholową, czyli przyzwolenie na nadużycia przy sprowadzaniu alkoholu z zagranicy. Oskarżono sześciu ministrów z rządów Mieczysława Rakowskiego i Tadeusza Mazowieckiego, w tym gen. Czesława Kiszczaka. Dwaj zostali skazani na symboliczną karę – utratę możliwości kandydowania w wyborach przez 5 lat. Pozostałych, w tym Kiszczaka, uniewinniono. Później przed Trybunałem stanął Emil Wąsacz, minister skarbu państwa w rządzie Jerzego Buzka, którego oskarżono o nadużycia podczas prywatyzacji. Sprawa ciągnie się od 2005 r. do dziś. Pomysły oskarżenia innych osób grzęzły w parlamencie. Najbliżej było w przypadku Zbigniewa Ziobry, którego w 2015 r. usiłowali postawić przed Trybunałem politycy PO i SLD. Niektórzy nie przyszli jednak na głosowanie i zabrakło pięciu głosów.

Także teraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że ktoś stanie przed zwykłym sądem. Komisja zawiadomiła prokuraturę w sprawie kilku osób, m.in. ministrów Rostowskiego, Szczurka i Nowaka, a także trzech innych urzędników oraz doradcy komisji „Przyjazne państwo”, który w ocenie śledczych złożył fałszywe zeznania.

Komisja musiała skończyć pracę przed zakończeniem kadencji Sejmu, więc jej raport pojawia się na krótko przed wyborami. Czy wpłynie na preferencje głosujących? Zdaniem Bartłomieja Biskupa – nie. – Jest na to trochę za późno, bo od tamtych rządów minęło już kilka lat, poza tym elektoraty są tak utwardzone, że nie wiem, kogo miałoby to przekonać – ocenia politolog.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama