GN 31/2020 Archiwum

150 dzieci ojca Łucjana

Władze komunistyczne ogłosiły go największym kidnaperem w historii Polski. Powodem było to, że… ratował sieroty z polskiego osiedla w Tengeru, wywożąc je do Kanady. O. Łucjan Królikowski OFM Conv 7 września skończył 100 lat.

Ojciec Łucjan otrzymał różne wysokie odznaczenia, ale myślę że Order Uśmiechu, który dostał 4 lata temu, jest dla niego szczególny. Był dla dzieci przyjacielem i autorytetem moralnym – mówi prof. Hubert Chudzio, twórca i dyrektor Centrum Dokumentacji Zsyłek i Wypędzeń Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Instytucja ta zajmuje się dokumentowaniem losów sybiraków. Około 20 tys. spośród nich w latach 1942–1952 znalazło tymczasowy dom w osiedlach rozlokowanych w brytyjskich koloniach i protektoratach na terenie Afryki. W największym z nich, Tengeru (obecna Tanzania, ówczesna Tanganika), liczącym ok. 5 tys. mieszkańców, duszpasterzem był franciszkanin, o. Łucjan Królikowski.

Po opuszczeniu Tengeru o. Królikowski osiedlił się najpierw w Kanadzie, skąd w 1966 r. przeniósł się do USA. Był m.in. redaktorem franciszkańskiego radia w Nowym Jorku. Często powtarzał, wspominając czas zesłania: „Modliliśmy się każdego dnia. Ci, co wierzyli w Boga, przetrwali. Inni stracili sens. Niektórzy popełnili samobójstwo”. Obecnie o. Królikowski mieszka w Enfeld w stanie Connecticut.

Szachy z ojcem maksymilianem

„Pochodzę spod Zielonej Góry. Kiedy miałem trzy lata, rodzice wyjechali do wolnej Polski. (…) Dorastałem w katolickim domu, bardzo prostym, ale świętym” – zapisał we wspomnieniach opublikowanych w 1983 r. w książce „Skradzione dzieciństwo. Polskie dzieci na tułaczym szlaku”. Drugą publikacją o. Łucjana jest „Pamiętnik sybiraka i tułacza”, opowiadający o zesłaniu do Związku Sowieckiego. „Ojciec był piekarzem, matka pracowała w sklepie spożywczym. Byłem czytelnikiem »Małego Dziennika«, wydawanego w Niepokalanowie przez o. Maksymiliana Kolbego. Czytałem od deski do deski. Od młodości chciałem być kapłanem jak o. Maksymilian” – czytamy.

W 1934 r., mając 15 lat, Łucjan wstąpił do Niższego Seminarium Misyjnego w Niepokalanowie. W tamtym czasie w klasztorze było ponad 800 braci. Ojciec Kolbe przebywał wtedy w Nagasaki, gdzie zakładał filię franciszkanów. Łucjan poznał go dobrze po jego powrocie w 1937 r. „Trzy lata byłem pod jego opieką. Wiele mu zawdzięczam, zawsze go podziwiałem. (…) Chciał, abyśmy wszyscy byli franciszkańskimi misjonarzami”.

– Rozmawiałem z o. Łucjanem po raz pierwszy, gdy przyjechał do Krakowa. Potem spotykaliśmy się kilka razy w USA. Opowiadał historię swego życia. Była bardzo skomplikowana. W 1940 r. wylądował w łagrze. Na Syberii pracował przy ścince drzew po 14 godzin dziennie – mówi prof. Chudzio.

– Dostarczaliśmy drzewo. Potem pracowałem na tzw. wałkach, na składnicy drzew. Potężne kloce po 6, 8 metrów... To też była męka, bo człowiek głodny. Ciągle nam mówili: „Tutaj nie będziecie mieli okazji o niczym myśleć, ani o Kościele, ani o Bogu, ani o rodzinie ani o nauce... Nic, tylko jak swój żołądek zaspokoić”. I tak było, że człowiek chodził jak otumaniony – mówi franciszkanin w nagraniu zrealizowanym przez prof. Chudzio i zespół Centrum Dokumentacji UP.

Mogę pana za to wsadzić do ciupy!

Katorga trwała do czasu porozumienia Sikorski–Majski (Londyn, 30 lipca 1942 r.), na mocy którego Polacy zaczęli opuszczać Związek Sowiecki razem z armią dowodzoną przez gen. Andersa. – Ostatni dzień w łagrze zapamiętam do końca życia. Pracowałem z księdzem Gruzą, wtedy klerykiem. Byliśmy wyrębie. W pewnym momencie widzimy, że jakiś Rosjanin biegnie do nas. Był to jeden z komunistów, który miał rodzinę poza obozem. Nigdy z nami nie rozmawiał. I nagle woła do nas z daleka: „Jesteście wolni!”. Nie wierzyliśmy w to. Podszedł bliżej i wytłumaczył nam, że ogłoszono amnestię. Zabraliśmy piły, siekiery i wróciliśmy do obozu. Tam Polacy już świętowali. Wieczorem przedefilowaliśmy przed biurem komendanta NKWD i śpiewaliśmy: „Jeszcze Polska nie zginęła” – wspominał franciszkanin.

23-letni Łucjan trafił do szkoły podchorążych, potem przez Persję dostał się do Iraku, gdzie służył w 12. Pułku Artylerii Ciężkiej. W tym okresie wysłał list do bp. Józefa Gawliny z prośbą o przyjęcie do seminarium. Pominął przy tym całą drogę służbową. – Mój pułkownik, jak się dowiedział, że idę do seminarium, był wściekły. Tak naprawdę należało napisać list do pułkownika, on przekazałby to generałowi, dowódcy artylerii. Ten z kolei przesłałby to Andersowi. Anders oddałby Gawlinie. Na służbowe procedury nie było jednak czasu. Kolega przyjechał ze stolicy i powiedział, że Gawlina odlatuje do Anglii. „Napisz list dzisiaj, to mu zawiozę”. Tak zrobiłem. Dostałem za to ostrą reprymendę. Pułkownik wezwał mnie do namiotu: „Mogę pana za to wsadzić do ciupy!” – opowiadał.

W efekcie Łucjan Królikowski trafił do Libanu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. W 1946 r. w Bejrucie przyjął święcenia. Został skierowany do Tanganiki jako kapelan polskich sierot w osiedlu w Tengeru.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Krzysztof Błażyca

Fotoreporter, dziennikarz

Z redakcją „Gościa" związany od roku 2006 r. Religioznawca, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor książek „Tego drzewa nie zetniesz. Historie z czarami w tle" (zbiór reportaży z Tanzanii, Kenii, Zambii, Nigerii i Ugandy) oraz reportażu „Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy", za który otrzymał Grand Prix Mediatravel 2017, Nagrodę im. Stanisława Szwarc Bronikowskiego w kategorii książka podróżnicza roku oraz Nagrodę Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego za najlepszą książkę roku 2017 o tematyce afrykanistycznej w kategorii publikacji popularno-naukowej. Autor wystaw fotograficznych ukazujących życie codzienne w krajach Afryki. Laureat nagrody „Ekologia w obiektywie" za zdjęcie przedstawiające dzieci z nigeryjskiej wioski przy jednej ze studni wybudowanej dzięki akcji „Małego Gościa Niedzielnego". Publikował w „Misyjnych drogach", „Poznaj Świat", „Catholic Mirror" (Kenia), „Magazynie Familia", „Warto", „W drodze", „Almanachu Prowincjonalnym", „Tygodniku Powszechnym". Prowadzi fundację pomagającą w Ugandzie i Kenii (budowa studni głębinowych, wsparcie edukacji). Jego mottem są słowa kard. Charles'a Lavigerie, założyciela Ojców Białych „Pokochajcie Afrykę!".

Kontakt:
krzysztof.blazyca@gosc.pl
Więcej artykułów Krzysztofa Błażycy

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także