Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Misja w kraju sioguna

„Z powodu nienawiści do wiary katolickiej niektórzy przybysze z Europy oczernili jezuitów przed władcą Japonii, a ten we wszystko uwierzył” – alarmował w 1615 r. o. Matteo Adami w liście do przełożonych zakonnych.

Przez fałszywe oskarżenia niektórych Anglików i Holendrów, bez dochodzenia prawdy, zakazał we wszystkich swoich włościach naszej świętej wiary, rozkazując ponadto, by wszyscy z naszego Towarzystwa wyjechali do Makao albo na Filipiny – pisał włoski zakonnik. W liście z 1624 r. wyliczał przypadki męczeństwa z ostatniego czasu: małżonkowie z Sendai wrzuceni zimą do rzeki, a później prowadzeni przez miasto, o. Diogo Carvalho, także wrzucony do lodowatej wody, dwa małżeństwa spalone żywcem, 32 wiernych z miast Akita i Semboku… To ostatni zachowany list o. Adamiego, choć żył on jeszcze kilka lat. Ostatecznie w 1633 r. razem z pięcioma innymi jezuitami został skazany na torturę zwaną curuszi.

O jednego boga za dużo

Początek jezuickiej misji w Japonii zapowiadał się zupełnie inaczej. Święty Franciszek Ksawery dotarł tam w 1549 r. Podczas gdy Chiny okazały się dla niego niedostępne, Japończycy chętnie przyjmowali wiarę chrześcijańską. „Są oni najlepszą rasą wśród dotychczas odkrytych i sądzę, że między narodami niechrześcijańskimi nie byłoby łatwo znaleźć im równych” – pisał misjonarz. „Godni podziwu w stosunkach towarzyskich, posiadają zdumiewające poczucie honoru, który cenią ponad wszystko (…). Rzadko słyszy się przekleństwa, a gdy przysięgają, to na słońce. Znaczna część ludzi umie czytać i pisać (…). Najsurowiej potępiają kradzież i w ich kraju mało jest rozbójników. Są to ludzie dobrej woli, bardzo towarzyscy i chętni do nauki. Lubią słuchać rozmowy o sprawach Bożych”.

Pod koniec XVI wieku w Kraju Kwitnącej Wiśni mieszkało już 300 tys. wyznawców Chrystusa i ich liczba ciągle rosła. W 1582 r. Japonia stała się jezuicką wiceprowincją. Pracę misyjną prowadzili tam zakonnicy z Włoch i Portugalii. Problemy zaczęły się w czasach rządów Toyotomiego Hideyo­shiego. Ten przywódca wojskowy zjednoczył kraj, pokonując lokalnych konkurentów. Pod koniec życia zaczął ponoć domagać się boskiej czci. Rzeczywiście, po śmierci w 1598 r. został uznany za kami, co jest szintoistycznym określeniem bóstwa lub ducha. W Kioto wzniesiono na jego cześć świątynię, obok której stoi kopiec, w którym umieszczono 38 tys. nosów odciętych zabitym na wojnie Koreańczykom.

Dostępne jest 29% treści. Chcesz więcej? Wykup dostępu do całego artykułu. Cena 1,23. Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji