Nowy numer 33/2020 Archiwum

Ścieki w Wiśle

Władze Warszawy zbagatelizowały skutki zrzutu ścieków do Wisły i dopiero po czterech dniach od awarii przyjęły pomoc od rządu. Zagrożenia epidemią nie ma, ale w niebezpieczeństwie znalazło się środowisko naturalne.

Awaria dwóch kolektorów w warszawskiej oczyszczalni ścieków „Czajka” pokazuje, jak eskalacja sporów politycznych może zagrozić bezpieczeństwu obywateli. Działania zapobiegające skutkom katastrofy niewątpliwie należą do kategorii tzw. dobra wspólnego i wszyscy, którzy mają wpływ na naprawę uszkodzenia, powinni połączyć siły. Niestety, władze samorządowe przez długi czas odrzucały wsparcie rządu, który nieco wyolbrzymiał skalę zagrożenia. Jednak od pierwszych informacji o awarii proponował on władzom stolicy daleko idącą pomoc. W końcu doszło do porozumienia i rząd wybuduje zastępczy rurociąg, którym ścieki będą doprowadzane do oczyszczalni.

Okoliczności awarii

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski o uszkodzeniu kolektorów poinformował w środę 28 sierpnia po południu. Mówił wówczas o awarii jednego kolektora, który przesyła część ścieków z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ścieków „Czajka” znajdującej się po prawej stronie Wisły na Białołęce. W związku z usterką Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie zdecydował o spuście nieczystości do Wisły, a prezydent Trzaskowski powołał sztab kryzysowy.

– Niestety, wróciliśmy do sytuacji sprzed roku 2012, kiedy ta część ścieków była odprowadzana bezpośrednio do Wisły – poinformował. To wówczas zakończyła się rozbudowa „Czajki” i zaczęły do niej trafiać ścieki z siedmiu dzielnic lewobrzeżnej Warszawy poprzez instalację znajdującą się pod rzeką. Koszty rozbudowy wynosiły około 3,7 mld zł. Była to jedna z największych stołecznych inwestycji współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Po modernizacji „Czajka” stała się największą oczyszczalnią ścieków w Polsce. Zakład może przyjąć 435 tys. metrów sześciennych ścieków na dobę. Jednocześnie prezydent stolicy zapewnił, że woda w Warszawie jest zdatna do picia, gdyż upust nieczystości jest przeprowadzany poniżej ujęcia wody. Do rzeki trafią tzw. ścieki bytowe – 3 tys. litrów na sekundę.

Szybko okazało się, że prezydent Trzaskowski co najmniej nieprecyzyjnie informował o okolicznościach awarii. Otóż do uszkodzenia pierwszego kolektora doszło już we wtorek o 5 rano. Wówczas ścieki zostały przekierowane do drugiego kolektora, który uległ awarii w środę rano.

W związku z awarią pojawił się oczywiście wątek polityczny, gdyż prezydent Trzaskowski jest z Platformy Obywatelskiej, a rząd tworzy PiS. Minister środowiska Henryk Kowalczyk ujawnił, że władze wojewódzkie i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zostały poinformowane o awarii dopiero w środę. W opinii strony rządowej zwlekano z tym zdecydowanie za długo, gdyż opóźniło to podjęcie działań o ponad dobę, a ludzie mieszkający poniżej uszkodzenia nie mieli informacji o zanieczyszczeniu rzeki. Politycy obozu rządzącego zarzucali prezydentowi stolicy narażenie obywateli na niebezpieczeństwo przez zbyt późne poinformowanie o uszkodzeniu oraz odmawianie przyjęcia pomocy. Niestety, byli też politycy PiS, którzy wyolbrzymiali skalę zagrożenia, np. porównując awarię do tragedii w Czarnobylu. Z kolei lider PO Grzegorz Schetyna zarzucał stronie rządowej wykorzystywanie awarii do celów politycznych.

Zagraża czy nie zagraża?

Jedno z dwóch podstawowych pytań związanych z awarią, oprócz tego, kiedy zostanie usunięta, brzmi: czy woda zanieczyszczona ściekami jest groźna dla człowieka i dla środowiska? Zdaniem ekspertów nie ma bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, ale niebezpieczeństwo takie może się pojawić, jeśli kryzys będzie trwał. Natomiast zagrożone jest środowisko.

Biolog z Katedry Biotechnologii Środowiskowej z Politechniki Śląskiej dr hab. Aleksandra Ziembińska-Buczyńska uważa, że zrzut ścieków może stanowić potencjalne zagrożenie epidemiologiczne dla osób, które będą miały kontakt z zanieczyszczoną wodą. – Sytuacji nie poprawia fakt, że Wisła ma bardzo niski poziom, a temperatura powietrza jest bardzo wysoka. Z tego powodu ścieki mieszają się z Wisłą wolniej – tłumaczyła PAP. Dlatego trzeba unikać kontaktu z wodą, pływania czy nawet brodzenia przy brzegu i wędkowania.

Jak tłumaczy, taki zrzut powoduje zwiększenie zagrożenia mikrobiologicznego, ponieważ w ściekach znajdują się różnego rodzaju mikroorganizmy, przede wszystkim bakterie, które naturalnie występują w jelitach, m.in. bakterie z grupy coli, które stają się patogeniczne, jeśli trafią w niewłaściwe miejsce naszego ciała. Mogą się one przenosić także przez powietrze w formie tzw. bioaerozolu, dlatego lepiej ograniczyć spacery bezpośrednio przy brzegu.

Awaria oznacza też zaburzenie równowagi ekologicznej ekosystemu, stanowi zagrożenie dla zwierząt i roślin. W ściekach oprócz zanieczyszczeń fizycznych i mikrobiologicznych płyną przede wszystkim zanieczyszczenia chemiczne, głównie związki azotu i fosforu, pochodzące z fekaliów czy detergentów. Wzrost stężenia takich związków powoduje poważne szkody w środowisku. Inspekcja Ochrony Środowiska podała, że zawartość azotanów w zanieczyszczonej wodzie wzrosła 30-krotnie.

Skutki zatrucia środowiska mogą zmniejszyć takie czynniki jak opady i obniżenie temperatury. Według dr hab. Ziembińskiej-Buczyńskiej dobrą informacją jest to, że na północ od Warszawy Wisła ma kilka dopływów i nurt staje się bardziej żwawy, a rzeki meandrują, co dodatkowo spowoduje, że rozcieńczanie będzie szybsze. Jak fizyczny filtr będą działać rośliny przybrzeżne.

Doktor Tomasz Jurczak z Katedry Ekologii Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że ścieki wpadające do Wisły nie są poważnym zagrożeniem dla środowiska, ale ryzyko degradacji będzie rosło wraz z czasem trwania awarii. Uspokaja, że do Wisły trafiają obecnie ścieki bytowe, których skład jest mniej więcej znany. – Do prawdziwej katastrofy ekologicznej mogłoby dojść, gdyby były to ścieki przemysłowe, które mogą być skażone substancjami chemicznymi, trującymi i groźnymi dla człowieka – ostrzega w rozmowie z PAP.

W kolejnych dniach zanieczyszczona woda będzie trafiać do miast położonych nad Wisłą, m.in. do Płocka, Włocławka, Torunia, Bydgoszczy i dalej do Zatoki Gdańskiej. Władze niektórych, np. Płocka, gdzie woda ze ściekami dotarła w piątek około południa, zapewniają, że nie ma zagrożenia epidemiologicznego, przed 2012 r. bowiem dopływała do nich woda ze ściekami z Warszawy i była skutecznie oczyszczana przez miejscowe zakłady. Problem w tym, że Płock jest pierwszym miejscem, gdzie taka oczyszczalnia istnieje. Dlatego Główny Inspektor Sanitarny zaapelował, aby na odcinku od Warszawy do Gdańska nie pić i nie używać do mycia wody z Wisły, a także unikać kąpieli i sportów wodnych.

Usuwanie awarii

Informacje o tym, kiedy ścieki przestaną trafiać do rzeki, nie są optymistyczne. Okazało się, że usuwanie awarii może potrwać kilka tygodni, gdyż nie jest znane miejsce uszkodzenia kolektorów, a jego znalezienie wymaga ściągnięcia znajdującej się nad nimi betonowej posadzki.

Od ujawnienia uszkodzenia rząd deklarował chęć pomocy w usunięciu awarii i ograniczeniu jej skutków, jednak służby rządowe nie były wpuszczane na miejsce uszkodzenia. W czwartek wieczorem premier Mateusz Morawiecki zwołał sztab kryzysowy i podjął decyzję o budowie alternatywnego rurociągu, którym ścieki z lewobrzeżnej Warszawy zostaną przerzucone na prawy brzeg do oczyszczalni „Czajka”.

Następnego dnia wczesnym rankiem odbyło się kolejne posiedzenie rządowego sztabu kryzysowego, w którym uczestniczył także prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Cztery dni po uszkodzeniu zdecydował się przyjąć pomoc polegającą na zbudowaniu alternatywnego rurociągu.

Szef kancelarii premiera min. Michał Dworczyk poinformował o szczegółach przedsięwzięcia. Wojsko zbuduje most pontonowy, następnie zostanie nim pociągnięty najpierw elastyczny rurociąg, którym pompy powodziowe zaczną tłoczyć ścieki do „Czajki”. Następnie zostanie położony właściwy rurociąg, którym ścieki będą transportowane do oczyszczalni przy wykorzystaniu grawitacji.

Pierwszy rurociąg będzie traktowany jako awaryjny, co pozwoli na bezpieczny transport nieczystości przez wiele tygodni, bo tyle potrwa naprawa rurociągu biegnącego pod dnem rzeki. Most pontonowy spowoduje, że ruch żeglugowy na Wiśle zostanie wstrzymany. Wszystkie prace przy tym projekcie zostaną sfinansowane z rezerwy ogólnej premiera.

Prace koordynuje Państwowe Gospodarstwo Wody Polskie. Według informacji władz most i zastępczy rurociąg miały być gotowe we wtorek i wówczas ścieki przestaną wpadać do Wisły. Ten numer „Gościa” zamykamy przed wtorkiem, więc nie wiemy, czy akcja się udała. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama