Nowy Numer 38/2019 Archiwum

My, pielgrzymi

Gdy zaczyna się czas pielgrzymek, dawna znajoma z namiotu pisze: „To co, idziemy?”.

Trochę to pytanie przewrotne, bo z wielu powodów ani ona, ani ja iść nie możemy. Ale dobrze chociaż powspominać czasy i trasy, które w dużym stopniu ukształtowały dorosłe życie. Takie wspomnienia to czasem... bolą. Bo chciałoby się znów wyruszyć na trasę. Z drugiej strony przecież codzienne życie – w trudzie, w pracy, w nerwach, z dziećmi, z problemami – to taka właśnie pielgrzymka. Tylko nogi trochę mniej bolą…

Pielgrzymka piesza to dla wielu zaprawa do życia. Wcale nie tylko na rok. Trening przed tym, co trudne, co żmudne, co bolesne. I zawsze przecież, mimo bólu w drodze, na końcu czeka Matka. Bardzo to miłe, że współczesne pielgrzymki transmitują wydarzenia na trasie, wrzucają filmy i relacje na portale społecznościowe. To pozwala przyłączyć się, chociaż na chwilę, duchowo. Popatrzeć na ludzi, na znane miejsca. Współuczestniczyć, z jednej strony wirtualnie, z drugiej całkiem realnie – modlitewnie. Jeśli już nie można pieszo…

I na koniec informacja, która każdego, kto przeszedł chociaż dwa lub trzy dni trasy, wprawia w osłupienie. Oto ponad 90-letnia Włoszka idzie pieszo do Częstochowy. Z Włoch, oczywiście. Licząca 95 lat Emma Morosini idzie w indywidualnej pielgrzymce tysiąc kilometrów ze swego rodzinnego miasta Castiglione della Stiviere nad jeziorem Garda na Jasną Górę. To zresztą nie pierwsza jej piesza wyprawa. Wcześniej doszła już m.in. do Fatimy i do Lourdes – łącznie, na własnych nogach, pokonała… 30 tys. kilometrów.

Po co idzie? Włoskiej gazecie powiedziała, że w ten sposób realizuje swoje ślubowanie, które złożyła przed 28 laty w związku z poważną operacją. Poza tym wie, że „trzeba zawsze dziękować Matce Bożej”. „Idę przed siebie, dokąd się nie zmęczę, patrzę i podziwiam. A nocleg zawsze gdzieś znajdę” – mówiła pątniczka. W wózku na zakupy ciągnie kamizelkę, różaniec, najprostsze rzeczy. Nie spieszy się. Idzie. Daje radę. I tu posypały się wszelkie argumenty, że nie mogę, bo dom, bo praca, bo dzieci. Już nie mówiąc o… wieku. Jeśli starsza pani z Włoch idzie, to widać można. Oby szczęśliwie dotarła. Warto ją wesprzeć modlitewnie. Pani Emma, lat 95, zawstydziła dawnych pielgrzymów siedzących na kanapie. Więc może za rok? Albo chociaż na… emeryturze?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji