Nowy numer 42/2019 Archiwum

Wielkie przesunięcie?

Prezydenci Putin i Łukaszenka ustalili, że do grudnia powstanie plan integracji Rosji z Białorusią. Jeśli się powiedzie, wspólne związkowe państwo stanie się faktem, a Moskwa będzie bliżej naszych granic.

Wszystko wydarzyło się na dwustronnym Forum Regionów w Petersburgu, które odbyło się w połowie lipca z udziałem obu prezydentów. Przed rozmowami prezydent Białorusi deklarował, że jego kraj „nie wejdzie w skład Rosji”, ale jaki plan przedstawi w grudniu, nikt nie wie.

Odświeżanie starych planów

Data wyznaczona przez prezydentów nie jest przypadkowa. 8 grudnia 1999 r. Rosja i Białoruś podpisały umowę o utworzeniu wspólnego państwa. Na tej podstawie w styczniu 2000 r. powstał Związek Białorusi i Rosji, w skrócie ZBiR. Przewidywano, że będzie to państwo posiadające wspólną walutę i ujednolicone instytucje państwowe. Prezydent Aleksandr Łukaszenka był nie tylko promotorem tego przedsięwzięcia, ale wiązał z nim bardziej ambitne plany. W Moskwie kończyła się epoka Borysa Jelcyna, skrajnie niepopularnego i szukającego następcy. Dlatego w środowisku prezydenta Białorusi pojawiła się idea, aby to on stanął na czele nowego związkowego państwa. Nie był to pomysł nieracjonalny. Część rosyjskiego społeczeństwa życzliwie spoglądała na ekscentrycznego przywódcę z Mińska, rządzącego Białorusią w sowieckim stylu, który wielu kojarzył się nie najgorzej.

Następcą Jelcyna został jednak człowiek korporacji czekistów – Władimir Putin, co przekreśliło plany Łukaszenki. Putinowi formalna integracja z Białorusią do niczego nie była potrzebna. Strategiczne interesy na tym obszarze Rosja realizuje bez integracji. Ma tam bazy wojskowe i porozumienie o wojskowej współpracy. Ludzie Moskwy zajmują ważne miejsca w białoruskim aparacie władzy, zwłaszcza w kluczowych dla stabilności reżimu wojskach wewnętrznych oraz służbach specjalnych. Tworzenie ZBiR-u nie było więc rosyjskiej elicie do niczego potrzebne. Planów integracji przez 20 lat nie zrealizowano, a jedynym organem konfederacyjnego państwa stało się Zgromadzenie Parlamentarne Związku Białorusi i Rosji.

Urząd dla Putina?

Sytuacja jednak się zmieniła. Prezydent Putin zgodnie z konstytucją nie będzie mógł startować w następnych wyborach prezydenckich. Obecna jego kadencja jest ostatnia. Chyba że w tym czasie w wyniku połączenia Rosji z Białorusią powstanie nowe państwo, które także będzie potrzebowało silnej prezydentury. Wówczas Putin mógłby ubiegać się o ten urząd i kontynuować karierę polityczną. Nie przesądzając o realności tego scenariusza, warto zauważyć, że ostatnio zainteresowanie integracyjnymi planami zarówno w Moskwie, jak i w Mińsku wyraźnie wzrosło.

Oczywiście nie ma żadnej wątpliwości, że połączenie 10-milionowej Białorusi ze 130-milionową Rosją oznaczać będzie inkorporację mniejszego i słabszego partnera. Na jakich zasadach miałoby to nastąpić, nie wiemy. W maju białoruski wicepremier Siarhiej Rumas powiedział, że podejście obu stron w kwestii integracji jest zbieżne w około 70 procentach. Rozbieżności dotyczyć mają energetyki i sektora bankowego i mają być wyjaśnione do grudnia br. Oczywiście stworzenie przez Białoruś wspólnego rynku z Rosją na bazie jednej waluty i wspólnej przestrzeni celnej, nawet bez formalnej integracji politycznej, przekreślałoby jej szanse na bliskie relacje z Unią Europejską. Trzeba jednak przyznać, że Bruksela nigdy nie miała poważniejszego planu wobec Białorusi. Trudno więc mówić, że dała Mińskowi szansę wyboru, jak to było na przykład w relacjach Unii z Ukrainą.

Wspólne działanie dla różnych celów

Wyraźne są jednak różnice w podejściu do rozmów integracyjnych ze strony białoruskiej i rosyjskiej. Prezydent Łukaszenka kładzie nacisk na kwestie ekonomiczne, licząc przede wszystkim na dalsze dostawy tanich surowców energetycznych od Rosji, niechętnie natomiast mówi o wspólnych instytucjach politycznych. Moskwa stawia sprawę jasno: najpierw integracja polityczna, utworzenie wspólnego państwa i określenie wszystkich działających w nim mechanizmów, a dopiero później dostawy tanich surowców.

Warto dodać, że prezydent Białorusi, rozumiejąc konsekwencje jednostronnej zależności od rosyjskich surowców i kapitału, od dawna szukał partnerów w świecie dla stworzenia przeciwwagi dla rosyjskich wpływów. Z Unią rozmowy były trudne, gdyż Łukaszenka zawsze przy okazji musiał wysłuchiwać pytań o przestrzeganie praworządności i praw człowieka. W końcu postawiono na Chiny, partnera idealnego, gotowego do wielkich inwestycji bez zbędnych pytań. Sztandarowym projektem tej współpracy jest Chińsko-Białoruski Park Przemysłowy zbudowany pod Mińskiem.Chińskie przedsiębiorstwa zainwestowały w tym kraju już ponad 4 mld dolarów, oddając m.in. pod klucz dwie nowoczesne elektrownie gazowe. Ruch między obydwoma krajami jest także widoczny na mińskim lotnisku. Prawdopodobnie jest ono jedynym w Europie, gdzie komunikaty regularnie przekazywane są w języku chińskim. Nie wszyscy jednak na Białorusi są przekonani, że równoważenie Moskwy wpływami Pekinu jest zabiegiem rozsądnym i przyniesie krajowi korzyści. Dlatego zwolenników ekonomicznej integracji z Rosją nie brakuje.

Spotkanie na Wałaamie

Warto zwrócić uwagę, że podczas ostatniego spotkania obaj prezydenci najważniejsze rozmowy odbywali bez świadków na wyspie Wałaam na jeziorze Ładoga. Stoi tam znany w całym świecie prawosławnym monastyr. Prezydenci odwiedzili kaplicę smoleńską, symbolizującą wspólnotę losów obu narodów. Łukaszenka i Putin nie wybrali się na Wałaam z powodów dewocyjnych. Obaj znani są z pragmatycznego stosunku do religii. Wspierają ten Kościół, który ich wspiera. Ich obecność tam nie była jednak przypadkowa. W całym projekcie związkowym rola prawosławia wydaje się istotna. Białoruś jest egzarchatem Patriarchatu Moskiewskiego i nie ma nawet tej autonomii, jaką zdobyło sobie na początku lat 90. ubiegłego stulecia ukraińskie prawosławie, uznające kanoniczną zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego. Prawosławne parafie na Białorusi nie tylko modlą się w języku rosyjskim, ale są także istotną częścią tzw. rosyjskiego świata, zakładającego istnienie wspólnoty rosyjskojęzycznych prawosławnych narodów połączonych kulturą, wiarą, tradycją i zintegrowanych wokół Moskwy. Te wpływy mają wymiar personalny, ale przede wszystkim ideowy – treści przekazywanych wiernym w codziennym duszpasterstwie.

Będzie referendum?

Gdyby miało dojść do utworzenia nowego, wspólnego państwa Białorusi i Rosji, być może warunki jego powstania musiałyby być zatwierdzone w referendum zorganizowanym w obu tych krajach. Wprawdzie w maju 1995 r. pytanie o integrację ekonomiczną z Rosją było postawione w referendum na Białorusi i wówczas pozytywnie odpowiedziało na nie ponad 83 proc. biorących w nim udział. Było to jednak w zupełnie innej sytuacji i w kontekście rozważanej ciągle integracji Białorusi z Unią Europejską. Nie było wówczas mowy o daleko idącej politycznej unifikacji obu krajów. Ale także dzisiaj zwolenników tego projektu na Białorusi nie brakuje. Rozmawiałem o tym w środowiskach świadomych swej białoruskiej tożsamości i nieukrywających obaw przed inkorporacyjnym modelem likwidacji własnej państwowości. W ich opinii za integracją z Rosją byłaby wschodnia Białoruś, a więc obwody witebski, mohylewski i homelski. Przeciwko byłby obwód grodzieński i brzeski, nie tylko ze względu na sporą liczbę mieszkających tam Polaków, ale ciągle żywą tradycję Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Niewiadomą byłaby reakcja Mińska. Nie brakuje tam ludzi ceniących własną państwowość, ale nie mniej liczna jest grupa zwolenników ścisłej integracji z Rosją, zresztą nie tylko z powodu spodziewanych korzyści materialnych. W ich przekonaniu wspólne państwo związkowe byłoby jedynym skutecznym sposobem modernizacji kraju i wyrwania go z sowieckiego patriarchalnego systemu, jaki zakonserwował tutaj prezydent Łukaszenka. – Czy można powiedzieć, że rządzący Białorusią od 25 lat prezydent jest ostoją białoruskiej państwowości? – pytałem moich rozmówców. Odpowiedź działaczy opozycyjnych była zdecydowanie negatywna: – Proszę pamiętać, że przez 25 lat swojej władzy Łukaszenka niszczył narodowe tradycje, zastępując je postsowieckim barachłem. Jedyna rzecz, jakiej broni przed Moskwą, to swoja nieograniczona władza na Białorusi.

Pytanie, ilu Białorusinów myśli w ten sposób i jaka jest polityczna alternatywa dla projektów, które w grudniu ujrzą światło dzienne. W interesie Polski jest wspieranie białoruskiego społeczeństwa i państwa w utrzymaniu jego niezależności. Ale to Białorusini dokonają wyboru i zdecydują, na ile ważna jest dla nich własna suwerenność.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji