Nowy numer 29/2019 Archiwum

Pochować świętego

Ci, którzy towarzyszą własnemu dziecku w ostatniej drodze, są bohaterami. Rodzice, którzy patrzą na ból umierającego dziecka, są przy nim podczas agonii, zamykają mu po raz ostatni oczy.

Wczoraj wspominaliśmy w Kościele bł. Piotra Jerzego Frassatiego. Dziś - Marię Goretti. Dwoje młodych, którzy na tyle wcześniej odkryli, czym jest prawdziwa relacja z żywym Bogiem i tak przylgnęli do Niego całym sercem, że w biegu do Królestwa Bożego wyprzedzili nawet starszych od siebie. Chiara Luce Badano. Carlo Acutis. Dominik Savio. Antonietta Meo. I wielu, wielu innych. Dzieci, które zmarły w opinii świętości. Duchowi giganci, tak spieszący się na spotkanie ze swoim Ojcem, że dorośli nie byli w stanie ani ich zatrzymać, ani dotrzymać im kroku.

Ciągle były to jednak dzieci. I nie potrafię po ludzku nie myśleć o ich osieroconych rodzicach. Może dlatego, że w ostatnim czasie w jakiś sposób towarzyszę wielu ludziom, którzy zmagają się z ciężkimi chorobami swoich dzieci. Albo już je pożegnali. Chyba nie ma równie trudnej straty. Pustki, którą można porównać do tęsknoty rodzica po stracie dziecka. Spotkałam wielu takich ojców, wiele matek. Odczuwam wobec nich największy szacunek. Ci, którzy towarzyszą własnemu dziecku w ostatniej drodze, są bohaterami - rodzice, którzy patrzą na ból umierającego dziecka, są przy nim podczas agonii, zamykają mu po raz ostatni oczy. Jak można w ogóle wyobrazić sobie ten moment, kiedy w dziecięcych pokojach, w których mamy tulą synków do snu, a ojcowie czytają córeczkom bajki na dobranoc, te dzieci umierają?

Mądra pani doktor, dyrektor hospicjum dziecięcego, w jednym z wywiadów powiedziała mi, że najpiękniejszym darem rodziców umierającego dziecka jest zgoda na jego odejście. Na ból po jego śmierci. I na niewyobrażalną tęsknotę za nim. To najważniejszy egzamin, jaki rodzice zdają ze swojej miłości. - Dla matki dziecko zrobi wszystko, nawet poświęci siebie. Wbrew logice medycyny, wymęczone agonią będzie żyło, by tylko ona nie cierpiała. W hospicjum nosimy wiele takich wspomnień, gdy dopiero po słowach rodziców: "Możesz odejść, skarbie" dziecko w spokoju umierało.

Kiedy umierała 19-letnia Chiara Luce Badano, przy jej łóżku czuwali rodzice. Była ich jedynym dzieckiem; wyproszonym, wymodlonym, urodzonym 11 lat po ślubie. Mama Maria Teresa ściskała mocno dłoń umierającej córki. - Mamo, proszę Cię, nie puszczaj mojej ręki! - wołała umęczona chorobą Chiara. - Nie martw się, puszczę ją wtedy, gdy poczuję, że wzięła ją Maryja - odpowiedziała matka. Bohaterka.

Myślę o wszystkich rodzicach świętych i błogosławionych dzieci, które wyprzedziły ich w drodze do wieczności. Dla mnie są to święci rodzice.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • albert
    06.07.2019 11:08
    " Chiara Luce Badano. Carlo Acutis. Dominik Savio. Antonietta Meo. I wielu, wielu innych. Dzieci, które zmarły w opinii świętości." Ich środowisko poczęcia i wychowania powinno być zbadane, aby poznać jak Bóg daje takie łaski, bo nie daje ich czarodziejskim sposobem, tylko jako dar za oddanie się Jemu rodziców i otoczenia w którym dziecko wyrasta. Mamy podobno w Łomiankach Instytut Studiów nad Rodziną, ale tam chyba śpią, bo nie mamy stamtąd żadnych informacji na takie tematy.
    doceń 1
  • kochana
    06.07.2019 14:06
    Mój rodzice mieli nasz trójkę każde chore w mniejszym lub większym stopniu,chorobę o dziedziczyliśmy po tacie który o niej nie wiedział.On jak na tą chorobę żył długo.Mama została że świadomością że ma chore dzieci,pięknie przyjęła śmierć brata ,,Bóg mi go dał i zabrał on nie był mój tylko Jego,,.Patrzyła również na postęp mojej choroby jestem niepełnosprawna w znacznym stopniu.Już odeszła do Pana któremu udała pomimo ze każde jej dziecko było chore.
    doceń 4
  • BEZ SŁÓw
    06.07.2019 14:23
    Święci są nie tylko rodzice umierających dzieci. Także tacy, którzy do swojej śmierci towarzyszą, wspierają, czuwają nad swoimi dorosłymi już dziećmi - które zawsze pozostają dziećmi, potrzebują rady czy opinii jedynych na świecie, bezgranicznie i bezwarunkowo kochających ich ludzi. Moja Mama odeszła, heroicznie przez prawie dobę walcząc w szpitalu o każdy oddech byśmy się jeszcze mogli zobaczyć i pożegnać. Nie byłem cały czas przy niej, nie zdając sobie w pełni z powagi sytuacji. Kiedy wróciłem, dwa razy wyciągnęła do mnie rękę, myślałem że po to bym pomógł ułożyć się jej do snu. Słów nie było, Ona już nie mogła, ja nie potrafiłem. Myślę teraz że było to jednak Pożegnanie i może podziękowanie za wiele niezwykle dla obojga trudnych lat choroby i opieki. Nie tylko z mojej, ale i z Jej strony nade mną. Nigdy się nie poddawała, była silna za nas dwoje, kiedy moje fizyczne i psychiczne siły były na skraju wyczerpania. Nie mówiliśmy sobie o miłości, nie potrafiliśmy, a może nie było potrzeby. I pożegnanie było jakieś niezwykle godne i męskie z Jej strony, mnie daleko do Jej dzielności, optymizmu i opanowania w każdej sytuacji. Dziś nie mogę Jej o nic zapytać, nie widuję Jej we śnie, ale wiem że czuwa nade mną. Widzę to w ciągu następujących zdarzeń, a też pytając samego siebie jak postąpić, wiem co zrobiłaby Ona. I idę tą drogą, bo wiem że nikt mi lepszej rady nie udzieli. Wiem już że istnieje Miłość silniejsza od śmierci, świętość która nigdy nie trafi na ołtarze, siła i bezcenne dary które można dawać innym, samemu będąc słabym. Święty Boże, Święty Mocny, Zmiłuj się nad nami i przyjmij Ją do swego Królestwa.
    doceń 7

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.