Nowy numer 42/2019 Archiwum

Marzenie o liceum

O miejsca w liceach walczą jednocześnie gimnazjaliści i ósmoklasiści. Jednak miejsc w szkołach jest tyle samo co zwykle.

Na zebraniach rodziców panował stresujący klimat: konkursy, łapanie punktów. Na pewno było bardziej nerwowo niż 4 lata temu, kiedy do liceum zdawała starsza córka – mówi Agnieszka Dudzińska z Warszawy, mama Hani. Hania właśnie ukończyła klasę językową w gimnazjum na Bielanach. Teraz chciałaby uczyć się w liceum im. Lelewela znajdującym się w tym samym zespole szkół. Dlaczego tam? Wygodny dojazd z domu i dobre połączenie ze szkołą muzyczną, do której Hania chodzi 3–4 razy w tygodniu (dlatego równolegle z egzaminem gimnazjalnym zdawała egzaminy z altówki na koniec roku). Oprócz tego na wszelki wypadek złożyła podania do ok. 10 innych szkół, bo w Warszawie nie ma pod tym względem ograniczeń. Jak mówi jej mama, Hania bardzo spokojnie podeszła do egzaminu kończącego szkołę. Wielu jej rówieśników wciąż bardzo się stresuje. Wyniki rekrutacji będą znane w tym miesiącu.

Podwójny rocznik

Doniesienia o rekrutacji mogły przerażać. Ponad 1,6 tys. osób walczyło o miejsca w warszawskim liceum im. Klementyny Hoffmanowej, słynącym z klas z rozszerzoną biologią i chemią (mowa tylko o tych, którzy Hoffmanową wskazali jako tzw. szkołę pierwszego wyboru). W XIII LO w Krakowie łącznie ponad 800 uczniów starało się o przyjęcie do klasy humanistycznej z rozszerzonym językiem angielskim i biologią. W lubelskim LO im. Hetmana Zamoyskiego złożono ponad 2 tys. podań. Jednak w rzeczywistości chętnych na jedno wolne miejsce było mniej więcej tylu, ilu w zeszłym roku.

Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w 2018 r. o przyjęcie do liceów i techników ubiegało się 474 tys. absolwentów gimnazjum. Tym razem o miejsca w szkołach średnich walczą jednocześnie ci, którzy ukończyli 8-letnią podstawówkę oraz ich starsi o rok koledzy, którzy ukończyli gimnazjum. Tych pierwszych było 376 tys., a drugich – 350 tys. Jedni i drudzy pójdą do tych samych szkół, ale do osobnych klas.

– Zwykle przyjmujemy 120 osób, teraz musimy przyjąć 240. W tym sensie można mówić o oblężeniu – przyznaje ks. Jacek Świątek, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Świętej Rodziny w Siedlcach, które ma status szkoły publicznej i prowadzi rekrutację tak samo jak inne placówki. – Jednak na jedno miejsce mamy nieco ponad trzech chętnych. Podobnie było rok temu.

Technika też mają wzięcie

We wszystkich szkołach ponadpodstawowych w Polsce przygotowano w tym roku 828 977 miejsc w pierwszych klasach, czyli o ok. 100 tys. więcej, niż potrzeba. MEN podkreśla, że zwykle o przyjęcie do liceów ogólnokształcących starało się 45 proc. uczniów gimnazjów, a tym razem miejsc jest 365 tys., więc wystarczy ich dla 50 proc. tegorocznych absolwentów. Licea przyjmą 181 tys. byłych gimnazjalistów i 183,9 tys. byłych ósmoklasistów. Pozostali trafią do techników lub szkół branżowych. Niektóre ze szkół technicznych mają duże wzięcie. W warszawskim Technikum Mechatronicznym, zajmującym pierwsze miejsce w Polsce w rankingu magazynu „Perspektywy”, było pięciu chętnych na miejsce. W krakowskim Technikum Łączności, drugim na liście „Perspektyw”, o miejsce ubiega się nieco mniej niż dwóch chętnych.

Ogółem w dużych miastach problemem jest dostanie się do wymarzonej szkoły, ale samo znalezienie miejsca w którejś z placówek edukacyjnych nie powinno stanowić problemu. W Lublinie na 5,5 tys. absolwentów czeka 13,5 tys. miejsc w szkołach różnych typów. W Krakowie uczniów jest 11 tys., a miejsc o 10 tys. więcej. W Łodzi 9 tys. nastolatków ma do dyspozycji 12,9 tys. miejsc. We Wrocławiu szkoły ponadpodstawowe i ponadgimnazjalne mogą przyjąć 13 tys. osób, podczas gdy chętnych jest 8,7 tys. Stołeczne licea, technika i branżówki mogą zapewnić naukę w pierwszych klasach 43 tys. absolwentów. Tych jest 28 tys.

Informatykiem być

Absolwenci w maju składali wnioski o przyjęcie do konkretnych oddziałów (czyli po prostu klas) w różnych szkołach. W dokumentach szeregowali je, zaczynając od tej, która najbardziej ich interesowała. Dlatego informacje o tłumach kandydatów do znanych szkół są nieco mylące. W rzeczywistości każdy z uczniów wysyłał podania do przynajmniej kilku liceów. W Katowicach, Szczecinie i Wrocławiu można było wskazać w dokumentach dowolną liczbę klas, ale w najwyżej trzech szkołach. W Lublinie – w sześciu szkołach. W Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Warszawie nie było ograniczeń. Uczeń, który chciałby drogą elektroniczną wysłać podania wszędzie, mógł to zrobić.

– W mojej szkole są oddziały, do których zgłosiły się trzy osoby na miejsce. Są też takie, gdzie kandydatów jest tylu, ile wolnych miejsc. Mówię o klasach pierwszego wyboru – zaznacza Agnieszka Wierzchowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 3 w Płocku. Od przyszłego roku będzie tam działać 7 klas absolwentów dłuższej podstawówki i 7 klas byłych gimnazjalistów. Zgodnie z zarządzeniem prezydenta miasta w każdej z nich będzie nie więcej niż 30 uczniów. Jak mówi dyrektor Wierzchowska, największe oblężenie przeżywały klasy biologiczno-chemiczne.

Inaczej było w siedleckim LO im. Świętej Rodziny. – Chętnych do oddziałów z rozszerzoną biologią i chemią jest ostatnio nieco mniej. Największym powodzeniem cieszyły się klasy matematyczno-fizyczno-informatyczne, ale też ekonomiczno-lingwistyczne – zdradza ks. Jacek Świątek. Wzrost zainteresowania klasami o profilu ścisłym jest widoczny od lat w całym kraju. Można po nich dostać się na studia inżynierskie, co z kolei otwiera drogę do zawodów poszukiwanych na rynku pracy. Z kolei klasy humanistyczne są mniej oblężone niż w czasach, kiedy za kierunek z przyszłością uchodziła politologia. Jednak i na nie są chętni, zwłaszcza w liceach z dobrą renomą oraz wtedy, gdy rozszerzony jest program języków obcych. W ostatnich latach powstało też wiele klas o nietypowym profilu, np. polonistyczno-biologicznym (II LO w Dębicy, Zespół Szkół nr 4 we Włocławku) czy biologiczno-sportowym (ZS nr 4 w Wejherowie).

Dwa światy

Klasy byłych gimnazjalistów i byłych ósmoklasistów będą miały różne podstawy programowe. Chodzi o to, żeby uczniowie, niezależnie od tego, czy spędzą w liceum 3, czy 4 lata, byli tak samo przygotowani do matury. – Za rok będę mogła powiedzieć, czy udaje się to realizować – mówi Agnieszka Wierzchowska. – Wydaje się, że poziom będzie równy, ale nie oszukujmy się, będziemy mieli dwa różne kursy. Nowa podstawa programowa ma inną liczbę godzin przedmiotów takich jak biologia, chemia albo geografia. Wracamy do systemu, który funkcjonował przed wprowadzeniem gimnazjów. Niektórych przedmiotów będziemy uczyć do końca trzeciej klasy, a nawet w czwartej. Według mnie to będą jednak dwa różne byty.

Ksiądz Jacek Świątek przyznaje, że w niektórych szkołach umieszczenie razem uczniów mających za sobą różną drogę życiową może powodować kłopoty wychowawcze. – Może gdzieś wystąpić zjawisko tzw. fali. Może być też widoczny gimnazjalny styl, ale z nim mamy do czynienia od dawna, więc już wiemy, jak sobie radzić. Praca z dwoma rocznikami będzie jakimś wyzwaniem, ale sądzę, że wytworzy to w praktyce układ czteroletniego liceum. Uczniowie po gimnazjum będą w swoim mniemaniu jakby drugą klasą – uważa dyrektor siedleckiego liceum.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL