Reklama

    Nowy numer 42/2019 Archiwum

W drodze do celu

Jezus podejmuje decyzję o pielgrzymce do Jerozolimy.

1. Idzie do świętego miasta, aby tam oddać swoje życie za zbawienie świata. Zaraz na początku tej drogi napotyka trudności. Są nimi niegościnność Samarytan oraz twarde serca najbliższych uczniów. To zaskakujące, że św. Jan, piewca Bożej miłości, którego kojarzymy łagodnością i wrażliwością, proponuje wraz z bratem ukaranie nieprzyjaciół ogniem z nieba. Nie na darmo Jakub i Jan nosili przydomek Synowie Gromu. Musieli mieć gwałtowny temperament. Jezus udzielił obu braciom mocnej reprymendy. Jakie stąd płyną wnioski dla nas? Po pierwsze, zmierzając do celu, musimy liczyć się z trudnościami. Na drodze naszego powołania mogą pojawić się ludzie, którzy będą rzucać nam kłody pod nogi. Nie wolno wtedy wpadać w gniew. Trzeba odrzucić logikę zemsty, odwetu. Po drugie, skoro nawet tak temperamentny Jan stał się, dzięki łasce Bożej, łagodnym świętym Janem, to znaczy, że i ja mogę zapanować nad gniewem czy agresją. Boża miłość działa w każdym człowieku niezależnie od temperamentu. Po trzecie, czasem potrzebujemy twardego upomnienia, mocnego słowa, które nami wstrząśnie. Jezus o tym wie i nie zawaha się nami potrząsnąć, kiedy trzeba.

2. W dalszej części dzisiejszego fragmentu Jezus udziela trzech pouczeń kandydatom na uczniów. Zauważmy, że wszystkie one są wypowiedziane podczas drogi Jezusa do Jerozolimy. Pan zwraca uwagę, że kto chce iść za Nim, ten musi być gotowy na radykalny styl życia. Trzeba zgodzić się na jakiś rodzaj bezdomności, niepewności, ryzyka. Trzeba zostawić wiele z dotychczasowych przywiązań, zrezygnować ze spraw, które przesłaniają mi cel życia. Przyszłość złożyć całkowicie w ręce Boga.

3. Jak przełożyć te Jezusowe wskazówki na konkret naszego życia? Ten ewangeliczny radykalizm będzie miał inny wymiar w przypadku powołania do małżeństwa, inny będzie w kapłaństwie, życiu zakonnym czy w życiu osób samotnych. Droga do Jerozolimy, czyli droga niesienia krzyża, przybiera różne formy. Kluczowe jest to, aby zobaczyć, co mi przeszkadza na drodze mojego powołania. Co powoduje, że stoję w miejscu, że w moim duchowym życiu nie ma wzrostu, że gubię poczucie sensu? Czy mam odwagę zerwać z tym, co mnie duchowo obezwładnia? Dziś niestety za odwagę uchodzi częściej otwarta zdrada niż wierność powołaniu. Gratulacje od świata odbiera się za „odważny” rozwód lub za odejście z kapłaństwa.

4. „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. To zdanie Jezusa jest nie tylko wskazówką dla uczniów. Jest w nim nuta skargi, bólu, samotności. Słowo zamieszkało między nami, ale swoi Go nie przyjęli. Nie dziwmy się więc, że chrześcijanin idący za wcielonym Słowem doświadcza wyobcowania ze świata. Czuje się często niezrozumiany przez innych, nieprzystosowany do środowiska, czasem napiętnowany, samotny. Jezus zapłacił tę cenę, by móc powiedzieć na krzyżu: „Wykonało się”. A ja? Czy chcę iść za Nim, godząc się na krzyż?


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..