Nowy numer 29/2019 Archiwum

Moda na powroty

O nowym trendzie wśród londyńskiej emigracji mówi Sławomir Wróbel, prezes polonijnego stowarzyszenia Great Poland.

Piotr Legutko: Great Poland w prostym tłumaczeniu to Wielka Polska. Ale w przypadku organizacji skupiającej młodą emigrację chyba nie jest to skojarzenie trafne?

Sławomir Wróbel: Nazwa nie oznacza bynajmniej wielkiej Polski, raczej chodzi o połączenie nazw dwóch państw, między którymi chcemy być pomostem. Oczywiście akcentujemy mocno nasz patriotyzm i – może nawet działając wbrew własnemu interesowi – stawiamy na namawianie Polaków do powrotu, ale miejscem naszej aktywności jest Wielka Brytania.

I w ramach tego namawiania wspólnie z polskim rządem zorganizowaliście w Londynie targi zachęcające do znalezienia dobrej pracy, ale już w Polsce.

Chcieliśmy w ten sposób zbliżyć polskich pracodawców do młodej emigracji, pokazać oferty płacowe, ale nie tylko. Cel był też inny – pokazanie, jak wiele się w Polsce w tej dziedzinie zmieniło. I że Polska wcale nie ustępuje już tak bardzo Wielkiej Brytanii, jak wielu tu się obawia. Przyszło blisko tysiąc osób, z czego zdecydowana większość wyszła z targów bardzo zadowolona i pozytywnie zaskoczona tym, że polski rząd potraktował je poważnie.

Co takiego zaskoczyło polskich londyńczyków? Przecież żyjemy w czasach mediów społecznościowych, internetu.

Faktycznie, ludzie tu doskonale orientują się w sytuacji w kraju, mają stały kontakt ze znajomymi, którzy nie wyjechali. Mniej natomiast wiedzą o funkcjonowaniu rynku pracy, o przepisach, działalności urzędów. Ich osobiste doświadczenia na ten temat pochodzą sprzed lat i nie są pozytywne. Świetnie ma się tu mit wszechobecnej biurokracji. Sam długo nie wyrabiałem sobie dowodu osobistego, nie chcąc skazywać się na uciążliwe wyjazdy i stracony czas. Dopiero gdy sytuacja mnie zmusiła, przekonałem się, że w Polsce wszystko już można załatwić przez internet, umówić się i odebrać dokument. Kiedy i gdzie się chce. Polacy mieszkający za granicą często nie mają tej świadomości i jednym z celów targów było obalenie tych wyobrażeń. Co ciekawe, najbardziej oblegane było stanowisko… ZUS-u! I też były to kontakty bardzo pozytywne.

Chodziło zatem bardziej o przełamanie lodów niż obfity połów?

Zazwyczaj temu służą targi. Prestiżowe miejsce, koło Big Bena i parlamentu brytyjskiego, dużo zainteresowanych pracą w Polsce ze świetnym CV, nawet z londyńskiego City. Jedyną rzeczą, na którą zwracano nam uwagę, była stosunkowo słaba obecność małych i średnich firm. Nie wszyscy chcą lub mogą pracować w wielkich korporacjach. Za mało było tym razem ofert od pracodawców działających w mniejszych miejscowościach. Następnym razem musimy to poprawić, korzystając na przykład z pomocy lokalnych urzędów pracy.

Cechą obecnej emigracji jest to, że wyjechała za pracą właśnie z małych ośrodków. Ludzie chcą tam wracać?

Tu nie ma za dużo ludzi z Warszawy, Katowic czy Krakowa. Zdecydowanie dominuje Polska lokalna. I ci ludzie wcale nie marzą, by w Polsce zarabiać tak jak w Londynie. Szacuję, że przy obecnych ulgach i programach socjalnych wielu satysfakcjonowałaby już praca za trzy tysiące netto, byle w kraju, blisko rodziny. Oczywiście pod warunkiem dobrej oferty mieszkaniowej, bo jej brak był też jednym z głównych powodów wyjazdu.

Prawdziwą sensację wywołała w Polsce informacja o zmianie trendu: po raz pierwszy od otwarcia rynku pracy więcej ludzi wraca, niż wyjeżdża do Anglii. Czy te liczby mogą kłamać? Ponoć statystyka nigdy nie mówi całej prawdy.

Statystyki kłamały rok temu, gdy podawały, że więcej Polaków przyjechało, niż powróciło do kraju. Tamten wzrost wynikał po prostu z faktu, że bardzo dużo osób zalegalizowało swój pobyt ze względu na spodziewany brexit. Nam, mieszkającym tu od lat, trudno sobie wyobrazić, by ktoś nie miał wyrobionego National Insurance Number (ubezpieczenia zdrowotnego), a okazało się, że jest takich osób całkiem sporo, i stąd owa górka w statystykach. Tymczasem już poprzedni rok był przełomowy, bo studenci nie przyjechali masowo, jak to zazwyczaj bywało, by pracować w czasie wakacji.

Jak najbardziej można już mówić o trendzie. Skala powrotu może nie jest jeszcze tak spektakularna, ale odczuwalna. Wśród znajomych wciąż słyszy się, że ten wraca, tamten się właśnie zastanawia. Ponieważ organizuję różne imprezy publiczne, ostatnio aktualizowałem bazy kontaktowe i okazało się, że mniej więcej jedna czwarta adresów już jest nieaktualna – głównie z powodu powrotu do Polski.

Co jest powodem tej fali: brexit czy poprawa sytuacji w Polsce?

Brexit jest tylko jednym z elementów, może katalizatorem przyspieszającym decyzję, która i tak zostałaby podjęta. Trzeba pamiętać, że większość Polaków przyjechała tu na jakiś czas i być może dla wielu ten czas właśnie minął. Poza tym ludzie bardzo dobrze reagują na sygnały przychodzące z Polski dotyczące wsparcia dla rodzin. Jest też inny argument, może zaskakujący, bo niewymieniany w mediach, ale słyszałem go już od wielu znajomych: w Polsce można zostawić dzieci pod opieką babć i dziadków. Większość Polaków w Wielkiej Brytanii takiej możliwości nie ma.

Wróćmy do statystyk. Jeszcze dekadę temu przekonywały, że młodzi ludzie, którzy nie myśleli o zakładaniu rodziny w Polsce, chętnie robią to w Wielkiej Brytanii. I że właśnie tu szybciej podejmują decyzję o powiększeniu rodziny.

To też pewien mit. Po 2004 roku na Wyspy przyjechało ponad milion Polaków w wieku najbardziej sprzyjającym rodzeniu dzieci. Te osoby poznały swoją drugą połowę i wiele z nich zdecydowało się na dziecko. To dość naturalne. I właśnie teraz te dzieci wchodzą w wiek szkolny, co też dla wielu rodzin jest argumentem przyspieszającym decyzję o powrocie. Chcą dzieci wychowywać nie tu, ale w Polsce. Oczywiście nie będzie tak, że wrócą wszyscy. Myślę, że gdyby w ciągu najbliższych lat taką decyzję podjęło około 50 procent tych, którzy wyjechali po 2004 roku, byłby to wyśmienity wynik.

Czy może się do tego przyczynić niechęć do Polaków, obudzona przy okazji referendum?

W pierwszym tygodniu po ogłoszeniu wyników głosowania w sprawie brexitu rzeczywiście było sporo napisów na murach, zwłaszcza w miejscach kojarzonych z Polską, adresowanych do Polaków, by wracali do kraju. Wielka Brytania jest państwem spętanym przesadną poprawnością polityczną. Osobom mieszkającym na co dzień w Polsce trudno pojąć, jak wiele emocji kryje się pod ugrzecznioną brytyjską maską. Kampania w sprawie brexitu sprawiła, że ta maska opadła. Statystyczny John Brown po referendum, w ramach triumfu, mógł wreszcie szczerze i otwarcie powiedzieć, co myśli. Dlatego nastąpiła eskalacja zachowań antypolskich, ale to nie trwało długo, raptem parę miesięcy, a teraz wszystko wróciło do normy. I nie przywiązywałbym aż takiej wagi do kilkudziesięciu ekscesów niemających charakteru masowego i niewywierających bezpośredniego wpływu na życie polskich rodzin.

A czy po brexicie nastąpi przyspieszenie fali powrotów?

Mocno powątpiewam w brexit. Nie zmieniłem opinii w tej sprawie także po brawurowej kampanii Nigela Farage’a i jego partii w ostatnich wyborach do PE.

Czy wobec zachodzących w świecie przemian, nawet w perspektywie brexitu, słowo „emigracja” ma jeszcze sens?

Jestem zwolennikiem postrzegania Londynu jako naszego siedemnastego województwa, odległego tylko o dwie i pół godziny lotu – to mniej więcej tyle, ile wynosi czas przejazdu pociągiem pomiędzy Krakowem a Warszawą. Dlatego staramy się promować coraz mocniej aspekt ekonomicznej współpracy pomiędzy Polonią a Polską. Aby było coraz więcej takich inicjatyw jak Targi Pracy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji