Nowy numer 33/2020 Archiwum

Dwa marsze

Ktoś na paradzie brzydko powiedział, że czeka, aż wymrzemy. Oj, poczekasz sobie, człowieku, poczekasz.

Wziąłem udział w Marszu dla Życia i Rodziny w Rybniku. Tłum, kilkakrotnie liczniejszy niż przed rokiem, był nie mniej kolorowy od tego, który dzień wcześniej w ramach Parady Równości przeszedł przez stolicę, za to średnia wieku chyba niższa, z uwagi na dużą liczbę dzieci wiezionych w wózeczkach lub prowadzonych za rękę. Takie obrazki były minionej niedzieli widziane w ponad 130 miastach całej Polski.

Gdy patrzyłem na tych uśmiechniętych ludzi o jasnych spojrzeniach, na szczęśliwe małżeństwa i ich radosne dzieci, wciąż brzmiały mi w uszach słowa uczestnika firmowanej przez władze Warszawy Parady Równości, który dzień wcześniej powiedział, że czeka, aż „wszystkie stare k...y głosujące na PiS wymrą i w końcu władza w kraju trafi w normalne ręce”.

Jakkolwiek nieelegancko wyraził się ten młody człowiek, warto zauważyć, że często takie słowa rzucone nieoficjalnie więcej mówią o rzeczywistości niż wystudiowane publiczne deklaracje.

A jaka to rzeczywistość? Ano złożona z dwóch światów, które prawdopodobnie w przyszłości podzielą Polaków według linii różnic światopoglądowych bardziej, niż to ma miejsce teraz. Dziś rysujące się różnice symbolizują oba marsze: te dla życia i rodziny oraz te dla „królewskiej waginy”. Bo o to w tym naprawdę chodzi, a nie o żaden PiS. Chodzi o wybór daleko bardziej zasadniczy aniżeli polityczny, bo wynikający z wizji świata tak odmiennych jak niebo i piekło.

Wygląda więc na to, że będą dwa światy, które wyłonią się wraz z wejściem w dorosłe życie dzisiejszych małolatów. One już dziś mają swoje poglądy, ukształtowane w domach i w szkołach w sposób – uwaga – różny. Wielu z nich to osoby szczerze przekonane, że ludzkość wtedy osiągnie szczęśliwość, gdy „wreszcie skończy się ta dyskryminacja”, gdy przestanie działać „katolicka opresja” i każda „nieheteronormatywna osoba” uzyska wszystkie prawa, jakie sobie wymyśli. Pamiętajmy, że gender i seksualizacja od dawna już próbowały zakorzenić się w szkołach i przedszkolach, bo to najprostszy i najtrwalszy sposób ugruntowania ideologii – i to ma swoje skutki.

Jest jednak w Polsce bardzo wiele środowisk edukacyjnych, w których młodzi ludzie otrzymują zdrowe wzorce i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości będzie to ich własny, świadomie przyjęty styl życia. Dzięki temu jest nadzieja, że osobnik z Parady Równości prędzej sam „wymrze”, niż doczeka się wymarcia w Polsce pokoleń, które mu ideologicznie nie pasują. To jednak będzie zależało od tego, jak okażemy się odporni na naciski z zewnątrz i od wewnątrz, które są olbrzymie. Wewnętrzne symbolizuje obecnie prezydent Trzaskowski, próbujący edukować w Warszawie dzieci według wzorców „społeczeństw oświeconych”. Zewnętrzne płyną właśnie od „oświeconych”, z krajów, w których trudno rodzicom ustrzec dzieci przed niszczącą moralność seksualizacją. Tam program szkolny jest obowiązkowy i ustawiony przez ideologów lewicy laickiej. W Niemczech rodzice w ogóle nie mają możliwości uchronienia dzieci przed deprawującą indoktrynacją, bo wszystkie dzieci w wieku szkolnym są tam edukowane seksualnie wedle deprawujących „tęczowych” wytycznych – także te, które chodzą do szkół katolickich. To zresztą jeden z bardzo nielicznych krajów na świecie, w którym nie ma możliwości prowadzenia nauczania domowego.

Tam prawdopodobnie nie będzie dwóch światów – tam będzie jeden świat, wywrócony na lewą stronę. Nie będzie tam manifestacji o przeciwstawnych hasłach, bo wszyscy pójdą tam w jednym, zgubnym kierunku. Nikt nie będzie tam czekał na wymarcie ludzi o odmiennych przekonaniach, bo wszyscy będą mieli jednakowe – wdrukowane w systemie edukacji i utrwalone przez propagandę.

Tak więc bądźmy wdzięczni Bogu za to, że żyjemy w kraju „podzielonym”. W obecnym świecie, dążącym do laickiego ujednolicenia ideologicznego, to ogromna wartość.

Rybnicki marsz szedł pod hasłem „Kochamy nasze dzieci i chronimy je”. I o to chodzi – o ochronę wynikającą z miłości. Miłości prawdziwej, a nie tej realizowanej „inaczej”. A najlepsze, że chroniąc nasze dzieci, chronimy świat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także