Nowy numer 24/2019 Archiwum

Wyciskacz łez

Duch Pocieszyciel przychodzi do Kościoła… z darem łez. Bez przepłakania swoich podziałów i grzechów nie będzie gotowy na powtórne przyjście Pana.

Siostra Mary Paul Friemel. Współpracowniczka zmarłego dokładnie 2 lata temu (10 czerwca) ks. Petera Hockena, proroka jedności i żywego Kościoła. Przez dwa dni – w wigilię i w Niedzielę Zesłania – w samym środku Beskidów słuchamy jej nauczania i świadectwa odkrywania tego, co jest (lub powinno być) sercem życia Kościoła: wołania „Marana tha!”. Na pewno cały Kościół tak woła? To na pewno serce tego, czym jako Kościół żyjemy?

Najbardziej poruszająca część świadectwa s. Mary dotyczyła sytuacji, w których przyszło jej płakać (tak dosłownie, bez żadnych metafor) razem z braćmi z innych wyznań nad podziałem chrześcijan i gdy jej samej przyszło płakać nad grzechami Kościoła katolickiego przed początkowo niechętnym audytorium w różnych częściach świata. W pierwszym przypadku – wspólne z protestantami świętowanie niedzieli na pustyni w Izraelu. Jest tylko jeden stół. Po dłuższej refleksji, jak wybrnąć z tej sytuacji, ks. Peter Hocken ustawia jeden kielich po jednej stronie, drugi po drugiej stronie stołu. Po jednej stronie dla katolików, po drugiej dla protestantów. – W tym momencie zaczęłam płakać, co nie zdarza mi się prawie nigdy. I ze mną zaczęli płakać wszyscy pozostali – mówi s. Mary. – Jezus podał uczniom jeden kielich, a my mamy dwa różne kielichy? Ponad 30 tys. kielichów wszystkich denominacji chrześcijańskich?

Drugi moment, gdy przyszło jej przepraszać za grzechy Kościoła katolickiego. – W jednym z krajów – ciągnie opowieść – słuchacze dziwili się, że jestem jeszcze w Kościele katolickim, który dotykają takie skandale. A ja nie miałam wcale zamiaru przepraszam za grzechy innych. Nagle jednak poczułam takie przynaglenie, że muszę od tego zacząć. I przeprosiłam ich za wszelkie zło, którego doświadczyli ze strony katolików. I zaczęłam płakać. I oni też płakali, podchodzili do mnie, przytulali mnie… Bariery puściły, mogliśmy się spotkać ze sobą – mówi s. Mary.

Wcześniej opowiedziała o śnie, jaki miała przed laty. Była w nim panną młodą, kompletnie niegotową na ślub. Mało tego, nie miała nawet pojęcia o przygotowaniach, nie uczestniczyła w wyborze sukni, zapraszaniu gości… Cały pokój panny młodej pogrążony jest w jednym wielkim chaosie. W pewnym momencie zagląda do pokoju obok – i widzi mężczyznę, który wydaje się być panem młodym, ubranym w strój weselny. Tu wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Wszyscy ludzie pana młodego, włącznie z nim samym, czekają w gotowości. Mary wraca do swojego pokoju. Nagle ktoś wprowadza suknię dla panny młodej – nie dość, że jest czarna, to dodatkowo znajdują się pod nią… pojemniki pełne wody. Mary przeprasza swoją siostrę, że nawet nie poprosiła jej o to, by była jej druhną. W odpowiedzi słyszy: „Nie martw się, i tak jestem, o wszystko zadbałam”.

Gdy opowiada ten sen swojej przyjaciółce, Żydówce mesjanistycznej z Galilei, ta odpowiada: „Panna młoda to Kościół, niegotowy jeszcze na przyjście Oblubieńca. A woda w pojemnikach to łzy, jakie Kościół musi jeszcze wypłakać, zanim Mesjasz powróci”.

Przypomniały mi się wszystkie publiczne akty przeprosin, jakich zwłaszcza od czasów Jana Pawła II dokonuje Kościół. Dlaczego kolejni papieże przepraszają – a to za zło popełnione przed wiekami, a to za grzechy ludzi Kościoła, które mają miejsce współcześnie? Dlaczego najczęściej przepraszają nie ci, którzy dopuścili się tych czynów?
Od Eyala Friedmana, Żyda mesjańskiego z Jerozolimy, usłyszałem taką historię. W czasie jednego z pobytów w Polsce wraz z grupą izraelskich turystów odwiedzał miejsce masowego pochówku Żydów w jednej z polskich miejscowości. Obok jednak znajdowały się również groby polskich ofiar tej samej masakry. Zginęli także z rąk żydowskich sąsiadów. – Przeprosiłem wtedy Polaków w imieniu mojego narodu za wszelkie zło, jakiego doświadczyli ze strony Żydów. Tak, jak Polacy przepraszają za zło, którego dopuścili się wobec Żydów – mówił.

Te łzy to nie tylko psychologia. To otwieranie drzwi. Kościół też potrzebuje przepłakać swoje podziały i swoje grzechy. I to też czyni w nas Duch Święty: dar łez jest dzisiaj bardzo potrzebny Kościołowi. Możliwe, że to jeden z warunków, by Oblubieniec powrócił.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • maciej
    10.06.2019 16:54
    Słów słyszymy wiele, są przeprosiny i ubolewania, z reguły nie tych co innych skrzywdzili, czasem łzy, a nawet symboliczne akty zadośćuczynienia, niezwykle symboliczne wobec krzywd nie do naprawienia. Ale najtrudniej o rzeczywistą zmianę sposobu (współ)życia i wzajemne otwarcie się na siebie. Tu postępy są bardziej niż symboliczne i kończą się zwykle na owych wyrazach ubolewania. I dalej mamy dwa kielichy, dwa ołtarze, i niby wybaczone winy wciąż przypominamy albo nawet fałszywie przypisujemy je ofiarom. Twarde są ludzkie serca i sztywne karki, a spojrzenia spode łba. Jedyny przykład pozytywny o jakim słyszałem, choć nie wiem jak do końca powszechny w tamtym narodzie to dość daleka od europejskiej kultury Rwanda. Podobno doszło tam do rzeczywistego pojednania i zadośćuczynienia, dawni kaci dziś opiekują się rodzinami ofiar masowych, choć dokonywanych indywidualnie mordów na sąsiadach których znali. Może właśnie to że każda zbrodnia ma tam twarz konkretnego, znanego wszystkim człowieka, ma tu znaczenie. Nie jest anonimowa i masowa, przepraszać za nią nie musi ktoś inny. No i serca tych ludzi, zapewne nie tak harde i pewne siebie, pełne pychy i egoizmu, jak nasze.
    doceń 1
  • sp
    11.06.2019 23:17
    Ani nie w mojej mocy jest przebaczać krzywdy w imieniu innych, ani przepraszać za krzywdy, których nie byłem przynajmniej współwinny, na które się nie zgadzałem. Co innego powiedzieć, że jest mi przykro, że odcinam się od złych czynów, nawet płakać razem z pokrzywdzonymi. To jak najbardziej. Tylko musi być w tym prawda. Bez prawdy otwarcie serc nie będzie możliwe w pełni. Duch Święty jest Duchem prawdy.
    doceń 1
  • gut
    12.06.2019 14:38
    /Duch Święty jest tym, który porusza Kościół, jest tym, 
    który działa w Kościele, w naszych sercach, jest tym, 
    który czyni każdego chrześcijanina wyjątkową osobą, 
    ale z tych różnych ludzi czyni jedność. 
    Jest tym, który pobudza, by iść naprzód, otwiera drzwi na oścież 
    i posyła, aby dawać świadectwo o Jezusie./ 
    /papież Franciszek/
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.