Nowy Numer 28/2019 Archiwum

Tort do podziału

Urządzanie nowego Parlamentu Europejskiego i wybór nowej Komisji Europejskiej mogą okazać się trudniejsze niż w minionych kadencjach. A zarazem… wszystko i tak pozostaje w rękach tych samych grup politycznych i państw.

To tylko pozorny paradoks. Wynika on z samej konstrukcji Parlamentu Europejskiego i wykształconych w nim ciągu dekad mechanizmów.

Wygrani przegrywają?

Przykład pierwszy z brzegu: największe poparcie w Europie we własnym kraju uzyskała partia Fidesz Viktora Orbána – ponad 50 proc. głosów – która jest na bakier z dominującą polityczną poprawnością w UE i równocześnie ciągle pozostaje częścią wielkiej rodziny chadeckiej, czyli Europejskiej Partii Ludowej, która również po tych wyborach, mimo utraty wielu mandatów, tworzy największą grupę polityczną (179 europosłów). A zatem pytanie: czy tak miażdżąca wygrana partii, która idzie własną drogą mimo ciągłych gróźb i postępowań ze strony unijnych instytucji, będzie miała przełożenie na sposób funkcjonowania PE i na wybór nowej Komisji? Jeśli Fidesz pozostanie w EPL, jego europosłowie zagłosują tak jak pozostali członkowie grupy. Czyli bez zmian. Jeśli wystąpi z EPL i przyłączy się np. do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w której jest m.in. PiS, osłabi chadecję tylko o 13 głosów (bo tyle mandatów uzyskał Fidesz na 21 przypadających Węgrom), które chadecja i tak nadrobi z nawiązką, wchodząc w koalicję z liczącą 105 europosłów grupą Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE). A sam Fidesz, nawet w sojuszu z innymi wielkimi wygranymi w swoich krajach, ale w PE należącymi do mniejszej grupy, pozostanie bez istotnego wpływu na kluczowe decyzje.

Jeszcze mocniej ten paradoks widać w przypadku Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen – jej partia wygrała wybory we Francji, czyli w kraju, który wprowadza do Parlamentu Europejskiego drugą co do wielkości (po Niemcach) reprezentację (74 europosłów), ale jest pewne, że w PE partia Le Pen ze swoimi 22 mandatami nie przyłączy się do żadnej dużej grupy politycznej, tylko pozostanie w marginalnej grupie Europy Narodów i Wolności. A zatem zwycięska partia w drugim co do siły głosów państwie UE nie będzie miała większego wpływu na prace PE i wybór nowej Komisji Europejskiej. Wpływ za to będzie miał prezydent Francji, którego partia wprawdzie przegrała wybory do PE, ale należy ona do trzeciej co do wielkości siły politycznej (ALDE) tej instytucji. I to tylko mała próbka tego, z jak zawiłą rzeczywistością mamy do czynienia na forum unijnym.

Policzmy się

Najprostsze wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest takie: Europejska Partia Ludowa z jednej i Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów z drugiej strony stworzyły na tyle szeroką platformę polityczną, że mieszczą się w nich ciągle liczne i mocno różniące się między sobą partie, które w sumie w skali europejskiej stanowią ciągle większość. I tak jak w EPL (chadecja) mieszczą się zarówno niemiecka CDU, jak i polskie PO czy PSL, tak u socjalistów swoje miejsce znajdują zarówno SLD, jak i holenderska partia wiceszefa KE, aspirującego na jej przewodniczącego, Fransa Timmermansa. Chadecja i socjaliści stali się w PE de facto monopolistami i grupami, które współtworzą wielką koalicję. Nawet gdyby wszystkie mniejsze grupy polityczne połączyły się w jedno, to i tak nie są w stanie na razie tego monopolu rozbić. Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (63 mandaty), do której należy m.in. PiS, łączą się z Europą Narodów i Wolności (58 mandatów), którą współtworzy m.in. Zjednoczenie Narodowe Le Pen, a nawet z Europą Wolności i Demokracji Pośredniej (54 mandaty), którą teraz zasili Partia Brexitu Nigela Farage’a. Mamy zatem 175 mandatów. Załóżmy, że możliwe jest jeszcze dołączenie węgierskiego Fideszu z 13 mandatami – to daje nam 188 głosów w mocno naciąganej, przyznajmy, i zbyt egzotycznej hipotetycznej koalicji. Teoretycznie o 11 głów więcej, niż liczy największa grupa, czyli chadecja. Ale to ciągle zbyt mało, by zablokować koalicję chadecji jeśli nie z socjalistami, to na pewno z liberałami z ALDE.

Skąd zatem mowa o przełomowych wyborach i o możliwych trudnościach z wyborem szefów unijnych instytucji?

Batalia o szefa

Dobre wyniki krajowe partii, które w PE nie wejdą do żadnej z trzech największych grup, sprawiły, że właśnie ci najwięksi trochę jednak stracili. Nie na tyle, by utracić wpływ na kształt PE, ale na tyle, by między sobą nawzajem toczyć zaciętą walkę o to, kto zajmie jakie stanowisko. I tak na przykład zwycięstwo partii Marine Le Pen we Francji czy Ligi Północnej we Włoszech odbiera część mandatów, które z tych krajów wnosiły dotąd partie należące do rodziny chadeków. A tym samym osłabia Europejską Partię Ludową, która choć zwycięska, nie poradzi sobie bez koalicjanta. A jeśli będzie nim również gruba liberałów (ALDE), to oznacza spięcie między Niemcami a Francją o wybór szefa Komisji Europejskiej. Niemiecka CDU, największa partia w grupie chadeckiej, i sama kanclerz Angela Merkel mocno forsują swojego lidera, Manfreda Webera, na którego z kolei nie chce zgodzić się prezydent Francji Emmanuel Macron, którego partia LREM wchodzi w skład grupy ALDE w Parlamencie Europejskim. Na tym sporze może wygrać konkurent Webera, wysuwany na to stanowisko Frans Timmermans.

O tym, jak ważne są to decyzje, świadczy fakt, że już dwa dni po zakończeniu wyborów do PE przywódcy unijni zebrali się w Brukseli na nieformalnym szczycie, na którym chcieli się porozumieć co do obsady poszczególnych stanowisk. Teraz będą trwały konsultacje przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska z unijnymi stolicami i europarlamentem, aby już na czerwcowym szczycie UE można było przedstawić konkretne nazwiska. I znowu – tak naprawdę liczą się obecnie tylko chadek Weber i socjalista Timmermans. Wprawdzie każda grupa polityczna wystawiła swoich kandydatów na szefa KE, ale właśnie ze względu na liczebność tych dwóch najważniejszych grup w PE należy poważnie myśleć tylko o tych dwóch politykach.

Języczek u wagi

Z pewnością europosłowie będą chcieli zaznaczyć też swoją autonomię wobec przywódców państw. Przyjęty niedawno dokument PE ostrzega nawet rządy państw członkowskich, że posłowie gotowi są odrzucić każdego kandydata, który nie byłby na liście tzw. głównych kandydatów wskazanych wcześniej przez partie ogólnoeuropejskie. To o tyle ważne, że na giełdzie nazwisk pojawiła się osoba głównego negocjatora porozumienia z Londynem ws. brexitu – Francuz Michel Barnier. Zdecydowanie dobry negocjator, człowiek o wybitnej zdolności kontaktu z różnymi obozami politycznymi i z pewnością daleki od pouczających tyrad Fransa Timmermansa. Problem w tym, że nie został zgłoszony przez żadną z grup jako „główny kandydat”. Czyli z punktu widzenia decyzji PE – nie ma szans na elekcję. Ale to właśnie osoba Barniera, za którym będzie optował Emmanuel Macron, może stać się elementem targu z chadekami w przypadku koalicji EPL z ALDE. Macron może postawić Merkel i resztę chadecji pod ścianą: chcecie Webera? To zapomnijcie o koalicji; nie chcecie w zamian Timmermansa – poprzyjcie alternatywę w osobie Barniera.

To wszystko tylko hipotezy, ale jednak oparte na analizie obecnego układu sił w Parlamencie Europejskim oraz na analizie stanu prawnego i zarazem kształtującego się ciągle obyczaju politycznego. Z jednej strony mamy prawo unijne: traktat lizboński wymaga, aby Rada Europejska (czyli głowy państw i szefowie rządów), stanowiąc większością kwalifikowaną, mianowała przewodniczącego Komisji w celu zatwierdzenia przez Parlament Europejski, z uwzględnieniem wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego. I zarówno kanclerz Merkel, jak i prezydent Macron z tego zapisu mogą wyprowadzić swoje racje za swoim kandydatem. Jeśliby jednak Macron upierał się przy swoim kandydacie, to Merkel, przy wsparciu PE, może przywołać wspomnianą procedurę „głównego kandydata” – a Barnier jako taki nie został zgłoszony. Tyle tylko, że zasada ta nie jest wymieniona w traktacie. Została zastosowana po raz pierwszy w 2014 r. w wyniku porozumienia między szefami państw i rządów tworzącymi Radę Europejską, Parlamentem Europejskim i europejskimi partiami politycznymi. Procedura tak się jednak europosłom spodobała, że nie zamierzają z niej rezygnować. A to może doprowadzić nawet do sytuacji patowej przy wyborze nowej Komisji Europejskiej. Czy wtedy dopiero mniejsze grupy polityczne w PE, w których znajdą się także zwycięskie w swoich krajach partie, zostaną zaproszone do stołu negocjacji?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji