Nowy numer 42/2019 Archiwum

Jedna diecezja – 170 narodowości

O pełnym niespodzianek Kościele w Norwegii mówi biskup Oslo Bernt Eidsvig.

Jarosław Dudała: Kościół katolicki w Norwegii jest niewielki...

Bp Bernt Eidsvig: To 3 procent mieszkańców kraju.

Ale za to jakie 3 procent! Janne Haaland Matlary (była wiceszefowa dyplomacji), prof. Hans Fredrik Dahl (autor anglojęzycznej biografii Vidkuna Quislinga, szefa kolaboracyjnego rządu norweskiego w czasie II wojny światowej), prof. Per Kværne (tybetolog, znawca sanskrytu, obecnie ksiądz katolicki), prof. Bernt Tor­vild Oftestad (historyk Kościoła luterańskiego), prof. Vegard ­Bruun Wyller (lekarz), a przed drugą wojną światową – Sigrid Undset, laureatka literackiej Nagrody Nobla. Jesteście wspólnotą małą, ale elitarną.

To przesada. Większość katolików to nie są intelektualiści.

Ale wszyscy wymienieni przeze mnie to konwertyci, którzy wstąpili do Kościoła katolickiego jako osoby dorosłe. Tak też było z Księdzem Biskupem.

To długa historia. Dzięki babci w mojej rodzinie były pewne wpływy anglikańskiego Kościoła Wysokiego (High Church, czyli nurtu anglikanizmu najbardziej zbliżonego do Kościoła rzymskokatolickiego – przyp. J.D.). Nigdy więc nie byłem przekonany do dogmatu protestanckiego. Ale kiedy kończyłem szkołę średnią, pastor powiedział mi, że mam powołanie i powinienem studiować luterańską teologię. Tak też się stało.

W 1976 r. natomiast, za czasów Breżniewa, spędziłem trochę czasu w rosyjskim areszcie...

Rosyjskim?!

Tak, w Moskwie. Trafiłem tam z powodów politycznych. Miałem trochę materiałów dla pewnej organizacji dysydenckiej. Zostałem aresztowany, trzy i pół miesiąca siedziałem na Lefortowie. Miałem wtedy 23 lata. Ten czas był jak rekolekcje. Kiedy wyszedłem z tego aresztu, byłem już katolikiem.

Jakie były powody tej konwersji?

Proces ten zaczął się już wcześniej i miał związek z powszechnością Kościoła. Nie wydawało mi się sensowne, żeby Pan Bóg pozwolił Kościołowi błądzić przez półtora tysiąca lat, zanim pojawił się Marcin Luter. Dlatego właściwie nigdy nie byłem w pełni przekonanym luteraninem. W więzieniu siedziałem z dwiema osobami. Ale wiedziałem, że donoszą do KGB, więc nie mogłem z nimi rozmawiać otwarcie. Jedyna linia komunikacji, jaka mi pozostała, to była rozmowa z Bogiem.

Czyli to nie było nawrócenie pod wpływem jakiegoś napotkanego w więzieniu katolika?

Nie. Widywałem się tylko ze współwięźniami i oficerami KGB. Ale nie wydaje mi się, żeby oni byli katolikami. (śmiech) Zbliżałem się wtedy do końca moich studiów. Zastanawiałem się, co mam dalej zrobić ze swoim życiem. Byłem związany z prasą. Przez cztery, pięć lat pracowałem w niepełnym wymiarze dla dziennika wydawanego w Oslo. Zastanawiałem się, czy pozostać w dziennikarstwie, czy zostać duchownym w Kościele luterańskim, czy w ogóle robić coś innego. Pan Bóg wyciągnął mnie z tego i powiedział: „Daję ci ten czas w więzieniu, żebyś wszystko przemyślał i posłuchał Mnie”. Na koniec wiedziałem już, że muszę być katolikiem.

To było wewnętrzne doświadczenie?

Tak. Nie lubię o tym myśleć, bo czas spędzony w więzieniu był dla mnie najtrudniejszy. Ale nie byłem tam sam. Trudno to wyjaśnić.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL