Nowy numer 42/2019 Archiwum

Miarka się przebrała

Pozostają jedną z najbardziej niedocenionych grup zawodowych. Mają nadzieję, że rozpoczęty na początku maja protest polepszy ich sytuację.

Domagają się podwyżki w wysokości 1600 zł brutto, płatnego urlopu szkoleniowego, adekwatnych wycen świadczeń terapeutycznych i szybkiego dostępu pacjenta do fizjoterapeuty. W ramach protestu oddawali już krew, później przystąpili do strajku włoskiego, polegającego na drobiazgowym wykonywaniu obowiązków. – Nasz protest nie ma podtekstu politycznego. To pokłosie wypowiedzi ministra zdrowia, który obiecał nam oraz przedstawicielom innych zawodów medycznych podwyżki od 1 marca br. Do tej pory ich nie otrzymaliśmy – mówi „Gościowi” dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii.

Dobro pacjenta

Postulaty przedstawione przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii dotyczą grupy ok. 30 tys. osób zatrudnionych w placówkach, których funkcjonowanie jest uzależnione od Narodowego Funduszu Zdrowia. Fizjoterapeuci pracują w różnych dziedzinach medycyny: kardiologii, ortopedii, reumatologii, neurologii, onkologii, geriatrii i pediatrii. Ich rola nie ogranicza się jedynie do wykonywania masażów i rozpisywania programu ćwiczeń na kręgosłup. – Zajmujemy się usprawnianiem funkcjonalnym osób cierpiących na różne choroby. Odgrywamy ważną rolę w procesie leczenia, dzięki nam pacjenci nawet dziesięć razy szybciej wracają do zdrowia – mówi Marek Mucha, koordynator Zespołu Fizjoterapeutów Kliniki Rehabilitacji Kardiologicznej w Warszawie. Nasz rozmówca należy do wąskiej grupy specjalistów zajmujących się kompleksową rehabilitacją osób z niewydolnością serca i po zabiegach kardiochirurgicznych.

Żeby zostać fizjoterapeutą, należy skończyć studia, których stopień trudności można porównać do medycyny i farmacji. O prestiżu tego kierunku świadczy niedawno wprowadzona zmiana: zrezygnowano z systemu bolońskiego (3 + 2) na rzecz jednolitych studiów magisterskich. W toku nauczania student poznaje anatomię i fizjologię człowieka. Ponadto zdobywa wiedzę na temat patologii związanych z wadami postawy, dowiaduje się także, jak funkcjonują poszczególne układy narządów. Dzięki temu uczy się holistycznego podejścia do pacjenta. – Do podjęcia studiów z fizjoterapii skłoniła nas w większości chęć niesienia pomocy osobom potrzebującym. Ponosimy dużą odpowiedzialność za pacjenta, ale to w żaden sposób nie przekłada się na nasze zarobki – mówi M. Mucha.

Emigranci

Przeciętna pensja fizjoterapeuty w Polsce wynosi ok. 1600–1800 zł netto miesięcznie. Po pięciu oraz po dziesięciu latach pracy można liczyć na niewielkie dodatki stażowe. Niskie wynagrodzenie nie pozwala wielu specjalistom nie tylko na godne życie, ale także na podnoszenie swoich kwalifikacji zawodowych. Koszt szkolenia zaczyna się od kilkuset złotych, a kończy na kilku tysiącach. – Ostatnio zainteresowałem się czteromodułowym kursem z osteopatii. Okazało się, że kosztuje on 8 tys. zł. Oczywiście mógłbym z niego zrezygnować, ale wiem, że w naszej branży zdobywanie nowych umiejętności jest bardzo ważne – mówi „Gościowi” fizjoterapeuta z Łodzi.

Trudna sytuacja materialna całej grupy zawodowej sprawia, że wielu specjalistów pracuje na dwóch, a nawet trzech etatach. Nie brakuje także osób, które szukają szczęścia za granicą. Z raportu na temat migracji zarobkowej w UE wynika, że polscy fizjoterapeuci są jedną z najliczniejszych grup zawodowych opuszczających kraj w celu znalezienia zatrudnienia. Stanowią oni aż 46 proc. wszystkich migrujących fizjoterapeutów w Europie. Do niedawna wyjeżdżali głównie na Wyspy Brytyjskie, gdzie mogli liczyć na wynagrodzenie w wysokości 3700 funtów brutto miesięcznie. Część z nich znajdowała pracę także w Niemczech, we Francji i w Czechach. – Nie chcemy, by zmuszano nas do wyjazdu w celu zarobienia godziwych pieniędzy. Polska kształci jednych z najlepszych specjalistów w dziedzinie fizjoterapii w Europie i na świecie. To jest nasz kraj, to tutaj chcemy pracować, wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie – mówi M. Mucha.

Rząd obiecuje

W 2018 r. podwyżki otrzymali lekarze, pielęgniarki i położne. Nie wzięto wówczas pod uwagę oczekiwań fizjoterapeutów. „Środowisko domaga się wyjaśnień, dlaczego fizjoterapeuci mają najniższe wynagrodzenie spośród zawodów medycznych oraz są pomijani przy wzroście wynagrodzenia innych grup zawodowych” – napisali przedstawiciele OZZPF w liście do rządzących. Niedługo potem zorganizowali manifestację pod hasłem: „Walczymy o lepsze jutro dla fizjoterapeutów”. Wspólnie z nimi wyższych pensji zaczęli domagać się też diagności laboratoryjni i technicy elektroradiologii. Podczas spotkań w ramach Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia oraz podzespołu ds. Ochrony Zdrowia związkowcy przypomnieli rządzącym o swoich postulatach. W styczniu br. Ministerstwo Zdrowia obiecało fizjoterapeutom, diagnostom i technikom wzrost wynagrodzeń. Poinformowano ich jednak, że nie mogą otrzymać podwyżek z tzw. znaczonych pieniędzy. – Te grupy zawodowe nie są w pełni opisane ustawami. W związku z tym nie możemy zastosować wobec nich takich regulacji jak np. wobec lekarzy, pielęgniarek czy ratowników – tłumaczył minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Rządzący zaproponowali inne rozwiązanie. Ustalono, że od marca br. wyższe wynagrodzenia zapewni protestującym korzystniejsza wycena świadczeń zdrowotnych, za które NFZ płaci szpitalom i przychodniom. Za pośrednictwem Funduszu do systemu trafiło dodatkowe 680 mln zł. Ich rozdysponowaniem zajmują się dyrektorzy poszczególnych placówek, którzy muszą wziąć pod uwagę nie tylko oczekiwania trzech wspomnianych grup zawodowych, ale także bieżące potrzeby klinik i oddziałów. W efekcie fizjoterapeuci, diagności i technicy nie otrzymali obiecanych pieniędzy.

Głodówka?

– Zwiększenie nakładów na NFZ nic nie zmieni, pieniądze zawsze będą wydawane na inne cele. Potrzebujemy podwyżki zagwarantowanej przez ministerstwo – ocenia fizjoterapeuta z Łodzi. Związkowcy, mimo że sceptyczni wobec pomysłu korzystniejszej wyceny świadczeń zdrowotnych, postanowili trzymać rządzących za słowo. OZZPF oraz KZZ Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych zwróciły się do oddziałów NFZ i dyrektorów placówek z prośbą o informacje na temat dokładnych wzrostów wyceny świadczeń i kwot, które zostały przekazane poszczególnym ośrodkom. Ponadto każdy pracownik napisał do swojego pracodawcy pismo z prośbą o podwyżkę. Zwracając się do dyrektorów placówek, fizjoterapeuci domagali się podwyższenia pensji o 1600 zł brutto z wyrównaniem od 1 marca 2019 r. Na końcu wniosku podkreślali: „Moim najważniejszym celem zawodowym jest dobro pacjenta i chciałbym się skupić na tej kwestii, a nie na dylemacie, jak za swoją pensję wyżywić rodzinę”.

W związku z brakiem podwyżek w połowie maja fizjoterapeuci zdecydowali się zaostrzyć protest. W dwudziestu szpitalach w Polsce żaden z nich nie przyszedł do pracy. Specjaliści z Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji „Repty” w Tarnowskich Górach i w Uzdrowisku Goczałkowice-Zdrój masowo skorzystali ze zwolnień lekarskich. Jeśli nic się nie zmieni, protestujący nie wykluczają głodówki. – Za naszą pracę dostajemy ogromną nagrodę, jaką jest uśmiech i wdzięczność pacjentów. Byłoby jednak dobrze, gdyby wysiłek ten odzwierciedlało także wynagrodzenie. Mam nadzieję, że dojdziemy z rządzącymi do porozumienia – podsumowuje M. Mucha. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL