Nowy Numer 28/2019 Archiwum

Dzień dziecka

Na Lednicy ujrzeli morze świateł. I ich oświeciło. Przed rokiem młodzi usłyszeli od Najwyższego wyznanie miłości. Teraz czas na ich odpowiedź.

Wiem, wiem, zwrócenie się do nastolatka: „dziecko” grozi śmiercią lub w najlepszym razie trwałym kalectwem. A jednak na tegorocznej Lednicy młodzi, którzy na każdym kroku udowadniają, że nie są już dziećmi, przekonają się, że to nieprawda. 1 czerwca doświadczą na własnej skórze, że są synami i córkami Tego, którego imienia Izrael nie odważa się wypowiadać. W najlepszych dłoniach świata.

Tu dokonują się cuda

To spotkanie może zmienić życie. Przekonał się o tym na własnej skórze sam o. Mateusz Kosior, dominikanin odpowiedzialny za to gigantyczne przedsięwzięcie: „Przyjechałem jako zmieszany i zbuntowany nastolatek. Nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem i czego wszyscy ode mnie chcą – opowiada. – Byłem przekonany, że jedziemy na spotkanie z papieżem. Wywieźli mnie w pole. Dosłownie! Gdzieś w dali łaził ubrany na biało człowiek. Byłem święcie przekonany, że to Jan Paweł II, bo jego twarz wyświetlana była na telebimach. Okazało się jednak, że to „tylko” Jan Góra. (śmiech) Ktoś mi powiedział: idź do spowiedzi. Posłuchałem. Do dziś uważam, że „pole spowiedzi” to najważniejsze miejsce na Lednicy. To tu dokonują się cuda. Nie wiem, kim był ksiądz, który mnie spowiadał, nie pamiętam nawet jego twarzy. Wiem, że był to święty człowiek. Nikt dotąd tak do mnie i o mnie nie mówił. Wiedziałem, że mówi sam Jezus. Pamiętam jeszcze jedynie adorację, nic więcej. Tak „siekło” mnie to słowo. Słowa o bezwarunkowej miłości rezonują we mnie do dziś. Po tylu latach!

Inne świadectwo? Proszę bardzo… – Był rok 1999. Kumpel wyciągnął mnie na Lednicę – opowiada Dorota Paciorek, twórczyni „Dayenu – design for God” (jej memy podbiły rodzimy internet). – Nie omijałam świątyń szerokim łukiem. Chodziłam do kościoła, bo mieszkałam w górach, a tam wszyscy chodzą do kościoła. (śmiech) Przeżywałam jednak wielki bunt. Nosiłam głęboko w sercu pragnienie wiary, ale przy klasie za Chiny bym się do tego nie przyznała. Pewnego dnia kumpel z żywieckiego liceum – Mateusz Matyszkowicz (zresztą późniejszy dyrektor TVP Kultura i TVP1), wiedząc, że pasjonuje mnie historia sztuki i że jestem generalnie na „nie”, rzucił: „Wiesz, znam miejsce, gdzie mogłoby ci się spodobać. Coś jak Woodstock, tylko bardziej słowiański. (śmiech) Powrót do źródeł. Świetna muzyka etno, bębny”. Opowiadał mi jedynie o walorach kulturowych, ale robił to tak przekonująco, że… namówił mnie. Ruszyłam na spotkanie młodych. Na miejscu zobaczyłam zakonników w białych sukienkach. Wyglądali spoko. Wszystko wokół postrzegałam jako fajny wypad do Wielkopolski. Coś w rodzaju zjazdu hipisowskiego. Otaczała mnie barwna młodzież w długich sukienkach, z kwiatami we włosach. Stałam ze swoim chłopakiem. Bardzo mocno się przytulaliśmy. Byłam w środku, ale sercem obok tego wszystkiego.

Zapadł zmrok. Dołączyliśmy do grupy, bo zrobiło się zimno. W pewnym momencie ojciec Góra poprosił: „Zapalcie świece”. Weszłam na ramiona kumpla, by pooglądać sobie to wszystko z góry. Jan Góra rzucił: „Kto kocha Jezusa, niech podniesie świeczkę do góry”. „No, teraz się okaże, jaka jest wiara polskich katolików” – parsknęłam śmiechem. „Pewnie w górę powędruje kilka świeczek kurczowo ściskanych przez zakonnice”. Nagle wokół mnie wyrosło gigantyczne morze ognia. Zatkało mnie. Zamarłam w zachwycie. Poczułam, że jestem częścią tej społeczności, tej ekipy przyznającej się do wiary, do swych korzeni. Ciarki na plecach.

Jasne, było to jedynie doznanie emocjonalne, ale na tyle silne, że świadomie przeszłam przez bramę Rybę. „Kurczę – myślałam wówczas – Kościół to jednak potężna, dynamiczna wspólnota”. Otaczali mnie świetni młodzi ludzie. Potężnie grały bębny. Na deser zagrał drapieżnie „Tymoteusz”. Na zakończenie ojciec Góra powiedział: „Lednica nie jest jednorazowym wydarzeniem. Zapraszam was na Jamną czy do Hermanic”. W czasie wakacji pojechałam do Hermanic. Na całe trzy tygodnie. Ruszył wakacyjny punkt przygotowań Lednicy. Solidna formacja, każdego dnia Msza, dominikanie wyjaśniający, „czym to się je”, mnóstwo kreatywnych działań. Początek mojej świadomej drogi w Kościele. A wszystko zaczęło się od lednickiego morza ognia…

Nie jesteś sam

„To najbardziej samotne pokolenie w historii” – słyszę na każdym kroku od socjologów. Z ostatnich „Raportów o stanie wiary nad Wisłą” (taka „statystyka katolika” regularnie przygotowywana jest przez KAI) wynika, że w Polsce – kraju o najbardziej intensywnej religijności w Europie – tradycyjna wiara „wyssana z mlekiem matki” zastępowana jest wiarą z wyboru. I choć powoduje to spadek w tabelkach i wykresach, nie jest to zła informacja. „Ludzie chcą spotkać dziś w Kościele Jezusa, a nie tylko o Nim usłyszeć” – przekonuje abp Grzegorz Ryś. Nastolatkom nie wystarczy widok klęczących rodziców (zresztą, po prawdzie, ilu z nich widzi w domach takie obrazki?). Oni muszą zobaczyć modlących się rówieśników! Muszą poczuć, że nie są dziwakami.

Pamiętam, jak sam o. Góra powiedział mi kiedyś pod wiatą w Hermanicach: − Wiesz, dlaczego naprawdę robię co roku Lednicę? Ludzie marzą, by ktoś w końcu zwrócił na nich uwagę. Potwornie boją się samotności. Boją się samotnie żyć, kochać, umierać. Chcemy przełamać tę koszmarną, paraliżującą samotność i lęk przed odrzuceniem. Mówimy im: „Nie musisz mnie naśladować, nie musisz podzielać moich poglądów: idź po prostu obok mnie. To wystarczy. Nie bój się, nie musisz przy tym rezygnować z siebie”. Zależy mi na tym, by młodzi dostrzegli innych, którzy idą obok nich, a przede wszystkim, by zobaczyli Jezusa, który towarzyszy im na każdym kroku i w każdej sytuacji. Nazywa ich przecież swoimi przyjaciółmi!

Najbardziej rozpoznawalny lednicki utwór? „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Nic dziwnego, że to wyznanie Piotra stało się dewizą tegorocznego spotkania. 1 czerwca na XXIII Spotkaniu Młodych zagra ekipa, która pięciokrotnie okrążyła kulę ziemską, grała przed dwustutysięczną publiką i której piosenki trafiły pod strzechy, czyli do blokowisk. Nie, nie U2 czy Coldplay. Siewcy Lednicy!

– Dewiza „Wiesz, że Cię kocham” nawiązuje do przemówienia Jana Pawła II skierowanego do młodych w 1987 r. Wypowiedział wówczas zdanie: „Musicie być mocniejsi niż warunki, w jakich przyszło wam żyć”, wyjaśniając zarazem, że „człowiek jest mocny wtedy, kiedy wie, że jest kochany”. Konfesjonał jest takim miejscem, gdzie młodzi mogą poczuć się bezpieczni, mogą doświadczyć tego, że ksiądz, który ma reprezentować Chrystusa na ziemi, będzie wsłuchiwał się w to, co jest dla nich najbardziej intymne, może wstydliwe – wyjaśnia o. Wojciech Prus, duszpasterz Lednicy 2000. – Spowiedź i Eucharystia to dwa sakramenty, w których Chrystus do każdego z nas mówi „kocham Cię”.

Opieczętowani

Co wydarzy się 1 czerwca na Polach Lednickich? Błogosławieństwo księży. Nie, nie błogosławieństwo przez ręce księży (tego młodzi doświadczą również, jak co roku). Tym razem to tłum wyciągnie ręce nad kapłanami i będzie modlił się o dobrych spowiedników.

Do skorzystania z sakramentu pokuty będą zapraszać młodych siostry zakonne. Uczestnicy otrzymają rachunek sumienia „Poznaj moje serce” – praktyczny i niekonwencjonalny przewodnik w drodze do sakramentu pokuty i pojednania. Będą przeżywać Eucharystię jako „ucztę grzeszników, którym przebaczono”. Podczas Mszy św. zaplanowano wyjątkową procesję. Do ołtarza podejdą piekarze z chlebem, winiarze z winem, koronczarki, kwiaciarki i wiele innych osób, a wreszcie – wszyscy uczestnicy, którzy w liturgię Eucharystii wnoszą samych siebie, również jako dar. W procesji pójdą także przedstawiciele Kościoła greckokatolickiego, w pięknych szatach, niosąc ikonę Chrystusa Pantokratora. Ich obecność ma nie tylko pokazać różnorodność liturgiczną w Kościele i piękno liturgii wschodniej, ale i zwrócić uwagę na licznych Ukraińców przyjeżdżających do Polski za pracą. Ortodoksyjny Żyd, prof. Joseph Weiler, człowiek, który przeczytał wszystkie dzieła Jana Pawła II, opowie młodym o fascynacji papieżem z Polski.

Młodzi zawiozą do domów pieczęć, na której wypisane jest siglum z Pieśni nad Pieśniami.

„Konkret! Konkret! Nie lubię tego całego duszpasterskiego rozmemłania!” – opowiadał mi Jan Góra. Myślę, że patrząc „z góry” na dwudzieste trzecie przygotowania do Lednicy, mógłby być dumny ze swych braci z Wielkopolski.

„Dostałem błogosławieństwo Ojca Świętego, ale nie miałem pieniędzy. Długo nie czekałem: trzy dni” – opowiadał mi przed laty. „Siedzę sobie w duszpasterstwie, wchodzi taka drobnoziarnista kobiecina i mówi: »Przepraszam, jak się stąd wychodzi?«. A ja na to: »Proszę pani, z Kościoła to się nigdy nie wychodzi, tu się zawsze przychodzi«”.

Jak pokazało życie, to ona wyłożyła pieniądze za lednickie pole. Nieopodal miejsca, gdzie najprawdopodobniej przyjął chrzest Mieszko (na Ostrowie Lednickim odkryto datowane na koniec X wieku palatium i resztki kościoła z baptysterium). „Z Kościoła nigdy się nie wychodzi” – to dla mnie najważniejsze zdanie Jana Góry. Rodzaj testamentu. W czasie wielkiego oczyszczenia Kościoła nad Wisłą są one jak balsam.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji