Nowy numer 42/2019 Archiwum

Dajcie ludziom jeść

Jeśli ktoś naprawdę nie wie, czym nakarmić głodnych – choć spichlerze pełne najlepszej strawy – lepiej, by ustąpił innym. Ludzie są głodni prawdy, dobra i piękna. Wystarczy otworzyć spichlerze na oścież. I pozwolić ludziom najeść się do syta.

Jest wspólny mianownik, który powinien łączyć wierzących i niewierzących w ocenie i samych przypadków pedofilii wśród księży, i całego systemu, „klimatu”, który uniemożliwiał zdławienie draństwa w zarodku. Tym wspólnym mianownikiem jest dobro ofiar. A raczej ich krzywda – której ujawnienie było konieczne dla ich dobra i potencjalnych kolejnych, nie daj Boże, ofiar. I jeśli to niewierzący lub niekoniecznie związani bliżej z Kościołem wykazali się większą determinacją w dotarciu do ofiar, jeśli to oni oddali im głos i pokazali problem w całej jego „niedelikatności”, to wierzącym pozostaje przynajmniej – jeśli już nie chcą dziękować – przemodlić sprawę w milczeniu.

Ale poza tym wspólnym mianownikiem z niewierzącymi ludzie Kościoła mają swój własny powód, by odczuwać prawdziwy ból i gniew: to świadomość, że właśnie te procentowo nieliczne, ale nierzadko kryte przez chory układ władzy, przypadki przykrywają to, czym naprawdę Kościół jest i czym naprawdę żyje na co dzień. Przykrywają pracę i świadectwo zdecydowanej większości kapłanów, których codzienna posługa ściąga niebo na ziemię w każdej Eucharystii, jedna człowieka z Bogiem w sakramencie pokuty i których homilie, prowadzenie, kierownictwo duchowe i dyskretna pomoc materialna ratują ludzkie życie we wszystkich możliwych wymiarach. Przykrywają także niezliczone, niewidoczne w mediach, pulsujące życiem i zapałem ewangelizacyjnym inicjatywy i dzieła ludzi Kościoła – świeckich i duchownych. Do większości Polaków ten obraz i tak na co dzień nie dociera – bo czasem trudno przebić się nie tylko przez medialne sito, ale również, bywa, przez kościelne kanały, które w zbyt dynamicznym chrześcijaństwie potrafią dostrzegać głównie zagrożenia.

Efekt jest taki, że gdy przychodzi takie tąpnięcie, jak teraz, nie znające takiego Kościoła osoby utwierdzają się w przekonaniu, że dobrze robili, niczego w nim nie szukając. Dlatego nigdy nie zrozumiem kryteriów, według których na eksponowane, transmitowane na cały kraj uroczystości kościelne dobiera się kaznodziejów, których mowy – delikatnie mówiąc – ani wierzących w wierze nie umocnią, ani niewierzących do wiary nie zachęcą. Nagłaśniana w całej Polsce pielgrzymka czy inna procesja – taka okazja, takie zainteresowanie mediów, do tego kwas w wiadomym temacie w powietrzu, wokół tylu kapitalnych, żyjących Słowem kaznodziejów, a tu znowu ten sam przewidywalny, „narodowo-wyzwoleńczo słuszny”, ale ani trochę niczego nieożywiający „przekaz". Przykładów aż zanadto.

Gdy najlepsza w mieście restauracja zostanie przyłapana na nieświeżych produktach – właściciel nie może się obrażać, że traci klientów. Nawet jeśli wie, że swoją ofertą naprawdę bije na głowę konkurencję i że to tylko jeden kilogram zepsutego mięsa na tysiąc kilogramów towaru najwyższej próby. Żeby marka odzyskała renomę – nie ma wyjścia, musi zmienić się zarząd. I metody zarządzania. Gdy sprawa dotyczy najważniejszej strawy na tym świecie – nie ma zmiłuj. Ludzie są naprawdę głodni Ewangelii, a spichlerze pełne najlepszej strawy. Jeśli ktoś tego nie rozumie i spichlerzy nie otwiera, niech odejdzie – dla dobra Kościoła i dla własnego dobra.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • tomaszl
    16.05.2019 07:12
    Czytając trochę komentarzy dotyczących owego "tąpnięcia" widzę dramat klerykalizacji Kościoła i dramat prób obrony tego czego dziś obronić się już nie da.
    Kościół w obecnym wydaniu, w wydaniu infantylnej czy też ludowej pobożności umiera. Zamiast duchowej drogi do świętości, zamiast prowadzenia owieczek ku zbawieniu obecny Kościół zajmuje się sam sobą. Te jak to napisał Redaktor "dzieła ewangelizacyjne", czy też to łączenie Kościoła z patriotyzmem pokazują że dziś ludzie Kościoła często zatracili cel swego życia i że najważniejszym staje się teraźniejszość, działanie etc.
    Dziś jak na dłoni widać pustkę duchową bo jakoś w tym zabieganiu o ofiary nie widać głosów, ze każdy grzech, także ten pedofilski to obraza Boga. Co więcej, co dziś słychać z wielu katolickich środowisk - ze winni są inni, ze w innych grupach więcej pedofilii, że to SB, ze to inne partie....
    A gdzie w tym odniesienie do Boga?
    Ale najlepszym jest fakt, że tak publicznie staramy się okazywać wiarę, choćby oburzając się na tęcze na jednym z wizerunków Matki Bożej. Ale to jest puste, gdy jednocześnie robimy ekspiacje za cudze winy i nie widzimy grzechów (czy tez je umniejszamy) we własnym Kościele.
    doceń 4
  • Spoko
    16.05.2019 07:32
    "Jeśli ktoś tego nie rozumie i spichlerzy nie otwiera, niech odejdzie – dla dobra Kościoła i dla własnego dobra." - o to to, sedno sprawy.
    doceń 4
  • spe
    16.05.2019 08:43
    A są przecież przykłady Kościoła, który potrafi przyciągać, zmieniać, dawać ale i wymagać, jak choćby Różaniec do granic, czy Wielka pokuta... Tam organizatorzy nie przerazili się, że będzie "kontrowersyjnie". Spolegliwość względem świata nikogo nie jest w stanie pociągnąć, i nie taki był Jezus, nie taki był krzyż - znak, któremu sprzeciwiać się będą.
  • MAGDAS
    16.05.2019 16:30
    Niestety w tym artykule też nie widać potężnej mocy Dobra, płynącej z Ewangelii. Ale ja nie powiem, żeby ten kto nie potrafi jej ukazać odszedł. Uczynkiem miłosierdzia jest nieumiejętnych pouczać, a nie ich wyganiać, albo pomstować na nich. Jesteśmy obecnie w społeczeństwie i w Kościele na etapie gniewu z powodu czynów pedofilskich. Ale gniew nie jest jeszcze Ewangelią. Nie ma mocy ani uleczyć serc ofiar, ani nawrócić serc winnych. Gniew jest etapem. Przykrym etapem. Musimy pójść dalej, jak tylko będziemy w stanie. I ukazać, że rany mogą zostać uleczone miłością Boga, a życie które wydaje się "stracone", sam Chrystus odnowi mocą swojego Zmartwychwstania. Kto umie o tym mówić z mocą i delikatnością, jakie daje Duch Święty - niech mówi. Kto umie czynić dobro niosąc nadzieję, okazując prawdziwą miłość - niech czyni. Amen!

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji