Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pożyteczni katolicy

Myśl wyrachowana: Profanacja to brutalny atak na świętość – chyba że sprawca jest homodziałaczem.

Nie ma takiej antykatolickiej rzeczy, na której poparcie nie znalazłby się jakiś katolicki „autorytet”. Albo i całe stadko „autorytetów”. Potwierdza to przedłużająca się afera wokół profanacji wizerunku Maryi Jasnogórskiej z przerobionymi na tęczowo aureolami.

Na zdrowy rozum sprawa jest dla katolika oczywista: prowokacja homolobby, profanacja i bluźnierstwo. A jednak zaraz wyskoczyli „niżej podpisani członkowie Kościoła”, którzy zaprotestowali „przeciwko użyciu policji do ścigania rzekomej profanacji”. Co tam, że policja nawet nie zamknęła autorki plakatów – ale ją, ach, ach, przesłuchała i znalezione u niej plakaty (których najwyraźniej jeszcze nie zdążyła rozkleić) skonfiskowała.

Dla nich profanacja jest „rzekoma”. Opublikowali więc na stronie „Więzi” list, w którym stwierdzili, że „państwo nie jest od rozstrzygania, czy coś jest profanacją, świętokradztwem czy bluźnierstwem”. Następnie wzięli się za udowadnianie, że homotęcza nie obraża uczuć religijnych, bo w niektórych świętych wizerunkach też tęcza występuje. A poza tym prawdziwą profanacją są „zjazdy organizacji nacjonalistycznych na Jasnej Górze”. No i Kaczyński fałszywie broni Kościoła, a władze Kościoła nie reagują na to, że on się „wtrąca w sacrum”. I takie tam podobne rzeczy.

Jasne, że to wszystko wygaduje się po to, żeby potem można było w „otwartych” mediach stwierdzić: „Katolicy są podzieleni w ocenie…”, tratatata. Ale przecież podpisują się pod tym konkretni ludzie, którzy wydają się w to wierzyć.

A zatem, szanowni sygnatariusze, „członkowie Kościoła”, weźcie pod uwagę parę rzeczy, które chyba umknęły waszej uwadze. Pomińmy już kwestię kanonizowania grzechów, jakiej służy cała heca. Ale w tolerancyjnym zapędzie nie zauważyliście nawet tego, że plakaty z przerobionym na tęczowo obrazem Czarnej Madonny były rozklejane byle gdzie, nawet na drzwiach toalet. Czy to wam nic nie mówi? Ktoś szarga wizerunek przeczystej Matki po śmietnikach, a wy analizujecie znaczenie symbolu tęczy i zasadność jego zastosowania w aureoli. Bo „Matka Boska Kodeńska ma także aureolę tęczową”. To jest ten sam poziom argumentacji, jaki niektórzy stosują przy porównywaniu pornosów i „Sądu ostatecznego” Michała Anioła, „bo tu i tam są nadzy ludzie”.

Albo to, że państwo nie powinno rozstrzygać, czy coś jest profanacją, świętokradztwem czy bluźnierstwem”. Niech będzie, ale czy to znaczy, że w Polsce każdy może nam, katolikom, naruszyć dowolne świętości, a my we własnym domu mamy zadowalać się możliwością wyrażenia ubolewania?

Ale może i dobrze, że się pewne środowiska aż tak określają. Przynajmniej wiadomo, kto jest kim. I kto dla kogo jest „pożyteczny”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji