Nowy numer 41/2019 Archiwum

Równaj krok!

Dla widzów pokaz wojskowego sprzętu to atrakcja. Dla żołnierzy – trening.

Zgrupowania wojsk biorących udział w defiladzie odbywają się od 23 kwietnia – opowiada ppłk Marek Pawlak. – Co jest najtrudniejsze? Myślę, że zgranie całości. Część defilady odbywa się pieszo, część na kołach, część w powietrzu. Zgranie tego w czasie nie jest łatwym zadaniem.

Na ulicach Warszawy można było zobaczyć łącznie 2 tys. żołnierzy, w tym 200 z państw sojuszniczych, a także policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa, Straży Ochrony Kolei, Krajowej Administracji Skarbowej i Służby Więziennej, a do tego przedstawicieli służb leśnych i uczniów szkół mundurowych. Wisłostradą przejechało 200 pojazdów, na niebie pojawiło się 80 samolotów i śmigłowców. Organizatorzy musieli zgrać przemarsz piechurów z przelotem maszyn, z których część może zwolnić do 90 km/h, a inne, aby nie spaść, muszą utrzymywać prędkość 230 km/h.

W podwarszawskim Sochaczewie trenowali piechurzy. 1,3 tys. żołnierzy ćwiczyło krok defiladowy, tworząc kolumnę długości 650 m. Chodzi przede wszystkim o umiejętność równego marszu, tak by szeregi utrzymywały odpowiedni dystans. Wśród ćwiczących byli żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Jak relacjonował dowódca kompanii honorowej ppor. Maciej Stań, normalny trening trwa 5 godzin dziennie. Jeśli jednak coś nie szło i pododdział musiał dopracować któryś z elementów, ćwiczenia wydłużały się nawet o półtorej godziny.

Do kawalerii wstąpić chciałem

Warszawiacy oglądali przygotowania do defilady tydzień przed jej rozpoczęciem. Łącząca południe z północą miasta Wisłostrada była ogrodzona policyjnymi płotkami. W nocy z soboty na niedzielę odbyła się próba generalna sił lądowych. Ulicą przetoczyły się czołgi Leopard, 8-kołowe Rosomaki i opancerzone samochody terenowe MRAP używane przez komandosów.

– 20 lat temu Polska przystąpiła do NATO, 15 lat temu do UE. Chcieliśmy uczcić te dwa wydarzenia, dlatego podjąłem decyzję, żeby 3 maja na Wisłostradzie w Warszawie odbyła się defilada – tłumaczył minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Z okazji 20-lecia obecności w NATO podczas trzeciomajowych obchodów wciągnięto na maszt flagę i odegrano hymn Paktu. To mało znany utwór, skomponowany 30 lat temu przez dyrygenta orkiestry wojskowej z Luksemburga, kpt. André Reichlinga. Melodia od 2018 r. jest oficjalnym hymnem NATO.

3 maja ciągnące się wzdłuż Wisłostrady bulwary oraz znajdująca się naprzeciwko wiślana skarpa wypełniły się ludźmi. Kolejki ciągnęły się przed stoiskami z wojskową grochówką. Oblężone były też namioty promocyjne armii. Mogłyby służyć jako punkty werbunkowe, ale w praktyce znajdującym się tam żołnierzom wystarczało czasu jedynie na rozdawanie flag i balonów. – Nie znam nikogo, kto wstąpiłby do wojska dlatego, że zobaczył defiladę. Jednak na pewno tego typu wydarzenia mają wpływ na takie decyzje, ponieważ ludzie mogą się spotkać z żołnierzami, zobaczyć z bliska sprzęt, naszą pracę i szkolenie – mówi ppłk Marek Pawlak.

Helikopter z Wysp Kanaryjskich

Największym zainteresowaniem widzów jak zwykle cieszyły się samoloty. Nad głowami oglądających przeleciało kilka eskadr myśliwców. Samoloty F-16, chluba polskiego lotnictwa, pojawiły się na niebie dwa razy – w kluczu oraz jako osłona samolotu Gulfstream, służącego do przewożenia najważniejszych osób w państwie. Podobno może on bez międzylądowania dotrzeć z Warszawy na Zachodnie Wybrzeże USA. Zasięg eskortującego go myśliwca jest nieco mniejszy – wynosi ok. 5 tys. kilometrów. F-16 sprawdziły się na wielu frontach. Korzysta z nich ponad 20 krajów.

F-16 są wykorzystywane jako myśliwce lub lekkie bombowce. Prototyp testowano jeszcze w 1974 r. Jednak tak jak w przypadku większości współczesnych samolotów bojowych konstrukcja może się nie zmieniać przez kilka dekad. Unowocześniane są natomiast silnik i wyposażenie. W polskich siłach zbrojnych F-16 latają od ponad 10 lat.

Obecnie w defiladach nie biorą udziału samoloty ­MiG-29. Wbrew legendzie o niezawodności, w ciągu dwóch lat doszło do trzech wypadków z ich udziałem. Poza tym są to maszyny rosyjskiej produkcji. Polska stara się o zakup amerykańskich F-35 – różnie ocenianych, ale zyskujących coraz większą popularność na świecie.

Sprzętu wyprodukowanego na Wschodzie na niebie jednak nie zabrakło. Prezentowano służące jako myśliwce lub bombowce Su-22, pamiętające czasy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Z Rosji pochodzą także śmigłowce: szturmowy Mi-24 czy wielozadaniowy Mi-8. Pojawiły się też polskie Sokoły, które – choć wymagają modernizacji – wykorzystywane są nie tylko przez polskie służby, ale też np. przez straż pożarną z Wysp Kanaryjskich.

Pancerni

Defilada nie mogła się odbyć bez udziału Rosomaków. Ośmiokołowe transportery opancerzone, opracowane na podstawie fińskich pojazdów Patria, są wizytówką polskich sił lądowych. Nasza armia ma ich blisko 700, w różnych wersjach. To m.in. wóz dowodzenia, ewakuacji medycznej i różne wersje bojowe. Większość z nich jest w stanie pływać. Zdolności tej nie posiada model wykorzystywany podczas misji w Afganistanie. Pojazdy były dobrze oceniane za siłę ognia i przyzwoite opancerzenie.

Miłośnicy ciężkiego sprzętu mogli podziwiać nowoczesne czołgi Leo­pard 2A5, będące podstawą polskich sił pancernych. Amerykanie wysłali z kolei swojego Abramsa. Stale modernizowana maszyna jest dziś powszechnie używana przez amerykańskie wojska.

Trening czyni mistrza

Defilady z okazji Dnia Wojska Polskiego stały się już tradycją, jednak pochód wojskowy z okazji 3 Maja to nowość.

W latach 90. większych defilad właściwie nie przeprowadzano. Parady wojskowe kojarzyły się z poprzednią epoką, a pojęcie mody na patriotyzm nie istniało. 15 sierpnia 2007 r. z inicjatywy ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego odbyła się widowiskowa parada z udziałem ciężkiego sprzętu, śmigłowców i samolotów. Nad głowami widzów zebranych wzdłuż warszawskich Alei Ujazdowskich przeleciały m.in. myśliwce F-16, które weszły do służby zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Defilady szybko stały się nieodłącznym elementem sierpniowego święta. Oprócz współczesnego sprzętu wojskowego pokazywano niekiedy formacje historyczne. Było tak w 2018 r., kiedy grupy rekonstrukcji historycznej zaprezentowały uzbrojenie od czasów wojów Mieszka I, przez husarię, po czasy żołnierzy niezłomnych. Widzów nigdy nie brakuje, choć pojawiają się też głosy, że ściąganie do Warszawy sprzętu z całej Polski to niepotrzebny wydatek.

– To jest nieuzasadniony zarzut – odpowiada ppłk Pawlak. – Taka defilada to ogromna operacja logistyczna. Trzeba przerzucić sprzęt i ludzi, trzeba ich gdzieś zakwaterować, żywić, przeprowadzić ćwiczenia w miejscu, w którym się znaleźli. To doskonały sposób szkolenia armii. To nie jest wojsko paradne. To jest wojsko, które cały czas ćwiczy – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL