Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Zgliszcza

Nauczyciel ma prawo dobrze zarabiać. Tak samo jak pielęgniarka czy ratownik medyczny. Pytanie, czy nauczyciel, ratownik, pielęgniarka i wielu innych mają prawo do każdej formy protestu? A jeżeli tak, to jaka jest cena podejmowania najdrastyczniejszych jego form?

Odpowiedzi na te pytania nie są proste. Czy ratownik medyczny ma prawo nie pojechać do wypadku? Czy pielęgniarka ma prawo zostawić chorego, który wymaga pomocy? Czy nauczyciel może zostawić swoich uczniów w najbardziej krytycznym momencie, czyli w trakcie egzaminów, od których zależy ich dalsza edukacja? W idealnym świecie takie sytuacje nie powinny się zdarzać. U nas tak się zdarzyło. Czyja to wina?

W tak silnie spolaryzowanym społeczeństwie jak nasze niektórzy bez zastanowienia wskażą na rząd. W końcu to władza jest odpowiedzialna za finansowanie edukacji, to rząd decyduje o tym, ile zarabiają nauczyciele. Każda dysfunkcja systemu jest więc winą rządu. Wynikającą albo z błędów kolejnych reform, albo z bezczynności.

Z drugiej jednak strony (ze strony rodzica) to nie do Ministerstwa Edukacji rodzice wysyłają swoje dzieci, tylko do szkoły, ufając, że w tejże szkole nie stanie się im nic złego. Jeżeli w szkole dzieje się coś niepokojącego, rodzice w pierwszej kolejności idą do wychowawcy, potem do dyrektora. Idą do nauczycieli, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za proces nauczania. Elementem tego procesu są egzaminy, do których dzieci przygotowują się długimi miesiącami. Jeżeli egzaminy zostają zakłócone, winę za to ponoszą nauczyciele, którzy nie chcą ich przeprowadzić.

Gdzie jest granica?

Dostępne jest 15% treści. Chcesz więcej? Wykup dostępu do całego artykułu. Cena 1,23. Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji