Nowy numer 41/2019 Archiwum

I cyk, prosto w nos

Po czym poznać grupy polskich turystów bądź pielgrzymów? Coraz częściej po lekko bezmyślnym cykaniu fotek. Wszędzie. Bez opamiętania.

Pamiętają Państwo japońskich turystów jakieś 20 lat temu? To z nami teraz jest gorzej. Dużo gorzej.

Śmialiśmy się z nich. Oj, śmialiśmy. Jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat temu, gdy u nas ze sprzętem nagrywającym krucho jeszcze było, oni mieli wypasione aparaty i kamery. I wszędzie, gdzie się pojawili, zamiast oglądać, kontemplować i podziwiać, filmowali, fotografowali, biegali z lekkim obłędem w oczach, by jak najwięcej… zdygitalizować. Bo przecież nie przeżyć, nie dotknąć, nie ogarnąć sercem i emocjami. No, to teraz zmiana. Japońscy turyści (tu można wstawić i inne nacje, nieco bardziej technologicznie zaawansowane od nas) raczej zrozumieli, że ważniejsze jest doświadczenie niż relacja. Ważniejsze odczucie i pamięć zmysłów niż pamięć w telefonie, komputerze. Gdy zwiedzają, zatrzymują się, doświadczają, łapią atmosferę. Za aparat łapią dużo, dużo rzadziej niż kiedyś. A my… zajęliśmy ich miejsce.

Po czym poznać grupy polskich turystów bądź pielgrzymów? Coraz częściej chyba po (lekko bezmyślnym) cykaniu fotek. Wszędzie. Bez opamiętania. Cyk, prosto w nos! Czy trzeba, czy nie trzeba. Czy wypada, czy nie wypada. Cyk, cyk, cyk. Telefon z pamięcią wszystko zniesie. Nie ma znaczenia, czy to góry, czy doliny, czy miejsce z zakazem fotografowania, czy kaplica z Najświętszym Sakramentem. Biegamy. Miotamy się. Aparat rzadziej, częściej telefon w łapie. I biegniemy dalej. Cykamy bez głębszej refleksji, z myślą światłą, że po pierwsze – trzeba to wszystko wrzucić na społecznościówki. A po drugie – kiedyś to się będzie oglądać i wspominać. I wtedy to dopiero będzie pamiątka. Otóż wcale nie będzie. Dlaczego?

Bo wspomina się przeżycia, doświadczenia, wzruszenia. Wspomina się ludzi, którzy odbijają się w naszych oczach. Pamiętamy głęboko i prawdziwie spotkania, rozmowy, widoki, które wyryły się w sercu, a nie na karcie z pamięcią. Karta z pamięcią to jedynie dodatek, dopełnienie tychże. Dodatek, który sam w sobie nie przenosi głębszych wartości, który można skasować. Cyk – i jest na kilka chwil. Pstryk – i nie ma.

Tylko doświadczenie, spojrzenie, dotyk, zachwycenie się ma sens. Głębszy sens. Co oczywiście nie oznacza, że nie warto robić zdjęć czy filmów. Warto i trzeba! Ale właśnie jako dopełnienie, nie czynność najważniejszą i jedyną. Tak, by po latach pamiętać zapach, fakturę, nastrój i atmosferę zapisaną w sercu, a dzięki zdjęciom przypomnieć sobie jedynie szczegóły. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji