Nowy numer 41/2019 Archiwum

Dobry Pasterz i fajni pasterze

Każdy człowiek ma pasterza. Jeśli nie chce dobrego, będzie miał złego. Innej opcji nie ma.

Joanna miała problemy w pracy. Oskarżona o rzeczy, których nie zrobiła, została zawieszona w pełnionych obowiązkach. Nieprzespane noce, gonitwa myśli po wstaniu z łóżka. Pewnego dnia, przeżywając kulminację udręki, była na porannej Mszy. Gdy po jej zakończeniu wychodziła z kościoła, w drzwiach dogonił ją proboszcz. – Pani Asiu, wiem o wszystkim. Tu ma pani obrazek ze św. Janem Pawłem, niech się pani modli. Ja też będę – powiedział i poszedł. Joanna została z otwartymi ustami i z obrazkiem w wyciągniętej ręce.

– Nie mam pojęcia, skąd on to wiedział – zachodziła w głowę. Do tej pory nie wie. Ale problem w niedługim czasie został pomyślnie rozwiązany, a dziś nie ma po nim śladu.

Proboszcz, o którym mowa, to taki zwykły ksiądz. Bywa porywczy, czasem się przez to z kimś skłóci, nie każdy podziela jego metody. Ale on troszczy się o swoją parafię. Zależy mu. Wielu jest takich. Tysiące. Dobrzy pasterze.

Chodzi o cel

O właśnie: pasterz… Co to w ogóle za porównanie? Czyżby w Kościele duchownych od wiernych różniło tyle, ile pasterzy dzieli od owiec? Czy owi pasterze są jak jakaś kasta istot wyższych, zarządzająca bezmyślną trzodą? Tak by to wyglądało, gdyby nie zdumiewająca logika Ewangelii: najwyższy Pasterz jest… Barankiem. „Pasł ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu” – mówi Jan we fragmencie Apokalipsy czytanym w niedzielę Dobrego Pasterza. W jakiś niepojęty sposób Pasterz należy do tych, których pasie. Jest jednym z nich, a jednocześnie ponad nimi. Ci, którym On przewodzi, „nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał” – jak zapewnia apostoł, próbując ubrać w ludzkie słowa niebiańską wizję. Baranek jako pasterz wełnistego tłumu? Tego sposobu sprawowania władzy świat nie zna i nie rozumie. „I poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu” – pisze Jan o Baranku. Oto cały program pasterski i cel wszelkich programów duszpasterskich: doprowadzić ludzi do zbawienia.

Będą żądać

Co więc dziś znaczy „dobry pasterz”? To samo, co zawsze: oznacza człowieka, który prowadzi innych do zbawienia. W tym sensie ktoś taki nie musi być kapłanem. Może być kimkolwiek, byle szczerze miał na uwadze to jedno: zbawienie swoje i innych.

Takie pasterstwo wynika z powszechnego kapłaństwa wszystkich ochrzczonych.

Jeśli ktoś jednak na mocy sakramentu święceń jest w Kościele kapłanem urzędowym, to i pasterzem jest „z urzędu”. Co to zmienia? Między innymi to, że ktoś taki ma większą odpowiedzialność, zgodnie ze sformułowaną przez Jezusa zasadą: „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”.

Czego będą żądać od pasterzy? Proste: ludzi zbawionych. To jest banalnie oczywiste, ale z jakichś powodów często zapominane, lekceważone albo wręcz rugowane z umysłów. O ile teksty liturgiczne mówią o zbawieniu co parę zdań, o tyle rzadziej ten motyw pojawia się w kaznodziejstwie, a w prywatnych rozmowach praktycznie nie istnieje. Od pasterzy wymaga się zazwyczaj różnych rzeczy, ale raczej na poziomie ziemskim: niech dobrze zarządzają finansami, niech budują, remontują, organizują. Miło będzie, jeśli ładnie zaśpiewają i pogrzeby sprawnie poprowadzą. Niech będą tolerancyjni, lubiani i niech unikają kontrowersji. O ile uznaje się ich przewodnictwo w drodze, to niekoniecznie toleruje się konsekwentne wskazywanie celu tej drogi. Ważne, żeby „doczesna pielgrzymka” przebiegała bez wstrząsów. A jaki jest jej cel? To już mniej istotne. Pasterz ma być fajny.

Niektórzy na to idą. Zamiast tłumaczyć naukę Kościoła, tłumaczą się z nauki Kościoła. Wybierają „dialog” z wilkami, a owcom każą się przysłuchiwać i podziwiać ich tolerancję i otwartość. Tak się ustawiają między wilkami a owcami, żeby i wilk był syty, i owca… no, może nie cała, ale jeśli wilk pozwoli, to żywa. Podatni na polityczną poprawność, za dobre uznają tylko takie prowadzenie, które nie jest pewne i mocne. Cenią tylko takie słowa, które nie prowadzą, lecz roztaczają miraże. Które nie są „skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny”, które nie „przenikają aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku”. W gruncie rzeczy za dopuszczalne uznają więc tylko takie słowa, które nie są słowem Bożym. Mentalność fajnego pasterza w niektórych środowiskach teoretycznie chrześcijańskich doprowadza do sytuacji, gdy od przewodnika w wierze nie wymaga się… wiary.

Ktoś musi znać

Fajny nie znaczy dobry i na odwrót, choć jedno nie musi wykluczać drugiego. Jednak zakręcenie na „reakcji stada” może być niebezpieczne dla wszystkich, także dla samego pasterza.

Przed laty do cenionego w Polsce kaznodziei przyszła dziewczyna ze wspólnoty, którą prowadził. – Miałam taki sen: stał ojciec na ambonie i mówił kazanie. W trakcie mówienia zaczął się ojciec zmieniać w piękną kobietę. W pewnej chwili wyciągnął ojciec lusterko i patrząc w nie, zaczął poprawiać włosy – powiedziała. Zakonnik zbladł. – Dobrze, że mi to powiedziałaś – szepnął zbielałymi wargami.

O tak, dobrze. Jezus, Pasterz-Baranek, jest Prawdą i w prawdzie prowadzi swoje stado. Wszelkie udawanie, czarowanie i zgrywanie się jest schodzeniem z drogi prowadzącej do właściwego celu. Po bokach drogi do źródeł wód życia rośnie wiele soczystej trawy, ale to właśnie boki – kto wybierze doraźną konsumpcję, zamiast iść dalej, ten zboczy. I wielu się na to łapie, korzystając z oferty „szybko, łatwo i przyjemnie”. Zawsze tak jest, bo Zły podtyka kuszonym ofertę natychmiastowej realizacji ich pragnień, wzmacniając wyobrażenie jej atrakcyjności. Naiwni, którzy się na to łapią, rozpraszają się, rozmieniają na drobne i odrywają od wspólnoty.

„Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą!” – ostrzega Bóg ustami Ezechiela. To zawsze grozi przewodnikom, którzy tracą z oczu cel i skupiają się na sobie. Tacy nie będą w stanie ostrzec owiec przed niebezpieczeństwem, bo nie tylko go nie widzą, ale sami je tworzą. Dobry pasterz zna mechanizm pokusy i odróżnia przydrożne atrakcje od niebiańskich pastwisk.

Miraż niezależności

„Rozproszyły się owce moje, bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza” – mówi Bóg przez Ezechiela. „Wszelki dziki zwierz” zawsze chce pożreć człowieka – to jest niezmienne. Niezmienne są też metody odrywania go od wspólnoty Kościoła, zmieniają się tylko przebrania „wilków”.

To wyjątkowa naiwność wierzyć, że człowiek może żyć bez pasterza. Pasterzem jest każdy, kto wywiera na człowieka wpływ. Gdy fascynuję się czyjąś myślą, idę za nią, testuję, próbuję wdrażać w życie. Ten ktoś jest moim autorytetem, prowadzi mnie, nawet gdy o tym nie wiem. Nasz Przeciwnik woli, żebym nie wiedział. Ukrywa swoją tożsamość, przedstawia fałszywe cele. I straszy, że poddanie się prowadzeniu Boga spowoduje katastrofę.

„Nie mogę powierzyć swojego życia Jezusowi, bo nie chcę od nikogo zależeć” – zarzekała się kobieta, której życie było pasmem zależności. Kiedy jednak zaryzykowała i zwróciła się do Jezusa w modlitwie, Bóg przysłał jej kapłana. Po spowiedzi nie mówiła już o niezależności – doświadczyła wolności, jaką może dać tylko Bóg. Wyspowiadał ją pasterz – sługa Baranka. Dopóki się to nie stało, nie rozumiała właściwej roli pasterzy. Wielu katolików nie rozumie, zwłaszcza wtedy, gdy trwają w grzechu. Wówczas pod adresem pasterzy wybrzmiewa chóralne: „Jesteście niepotrzebni, ludzie wami gardzą!”. To wizja Kościoła totalnie znieprawionego i utożsamianie każdego pasterza z przestępcą.

Ciemna dolina

Ale to kłamstwo. Nie wszyscy tak myślą, a i spośród tych, którzy w to wierzą, większość to ludzie nieświadomi manipulacji, jakiej są poddawani. Wyjątkowo wiele jest dziś wspólnot, które proszą o pasterza, a tam, gdzie jest, szanuje się go i kocha. Gdy prowadzi ludzi w wierze, są mu posłuszni. Podobnie jest na poziomie indywidualnym. Do dobrych spowiedników i kierowników duchowych ustawiają się kolejki. Gdy ludzie wyczują w kapłanie bliskość Baranka – Pasterza pasterzy, niewiele będzie miał czasu na życie prywatne.

„Pan jest moim pasterzem” – to jest bezustannie aktualne. I to też: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”. Być może teraz w Kościele idziemy doliną ciemniejszą niż wiele innych, ale ręka Pańska wciąż jest ta sama. Wystarczy jej nie wypuszczać z własnej dłoni. W praktyce oznacza to wytrwałą modlitwę i udział w sakramentach Kościoła. Tam, gdzie wierni pozostaną wierni, nie zabraknie pasterzy, którzy pozostaną dobrzy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL