Nowy numer 47/2019 Archiwum

Wzór na cud

Jeśli mannę z nieba, plagi egipskie i zburzenie Sodomy można wytłumaczyć naukowo, to znaczy, że Bóg Izraela nie miał z nimi nic wspólnego?

Gdy płonęła katedra Notre Dame w Paryżu, w mediach społecznościowych można było zauważyć dwie skrajne reakcje: podczas gdy jedni od razu zawyrokowali, że to z pewnością kara Boża dla Francji, drudzy natychmiast zaczęli wykazywać, jak zabobonne jest takie podejście, bo „dachy, także kościołów, mają to do siebie, że czasem się palą”.

Krótko mówiąc: z jednej strony ekspresowe „rozeznanie” znaku z nieba, z drugiej – kategoryczne wykluczenie jakiegokolwiek znaczenia symbolicznego zdarzenia i sprowadzenie go wyłącznie do wytłumaczalnego racjonalnie wypadku.

Teologia niedopałków

Gdzieś pośrodku, a raczej poza tymi dwiema skrajnościami, były tysiące Francuzów, którzy ustawili się wzdłuż Sekwany ze śpiewem na ustach i różańcami w rękach. Wielu nie kryło łez. Ulicami Paryża przechodziły procesje rozmodlonych młodych katolików. W mediach i wśród polityków mówiono, że „wraz z Notre Dame płonie część każdego z nas”. Zaczęto mówić o poruszeniu, które może odmienić oblicze Francji. Po ugaszeniu pożaru przyszedł czas na analizę tego, co się wydarzyło – czy był to tylko nieszczęśliwy wypadek, czy celowe podpalenie. W Notre Dame odkryto niedopałki papierosów, do których przyznali się pracownicy firmy zajmującej się renowacją katedry, zaprzeczyli jednak, jakoby to one miały stać się przyczyną pożaru; śledztwo trwa nadal i zapewne jakaś ludzka przyczyna zostanie wskazana.

Tylko czy możliwość technicznego ogarnięcia tematu sprawia, że tak naprawdę nic więcej – w znaczeniu symbolicznym i prorockim – się nie wydarzyło? Przecież większość znaków, jakie Bóg dawał Izraelowi, można dziś wytłumaczyć racjonalnie, naukowo. Czy to pozbawia je duchowego znaczenia i podważa Boże prowadzenie? Czy można było podejść do tych tysięcy Francuzów w Paryżu i powiedzieć im: wasze poruszenie duchowe jest irracjonalne, to tylko zwykły pożar, a nie żaden znak z nieba? Czy słowa kard. Stanisława Dziwisza: „Ta płonąca katedra to symbol płonącej Europy. Oby ten ogień przyczynił się do odnowy Europy i chrześcijaństwa w Europie” należy uznać za dorabianie teologii do prostej fizyki i chemii?

Mamy rację

Wiara i rozum. Jan Paweł II w encyklice pod tym samym tytułem („Fides et ratio”) nazwał je „dwoma skrzydłami, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. Wiara nie jest zatem wrogiem rozumu. Święty Augustyn z Hippony powtarzał, że nie wolno człowiekowi wierzącemu stawiać wiary w opozycji do nauki, bo przez to ośmiesza się ją w oczach pogan. Ale też rozum nie może być wrogiem wiary. Przeciwnie, chrześcijaństwo jest racjonalne także przez to, że w naukowo wytłumaczalnych zjawiskach i wydarzeniach dostrzega znaki Bożego działania. Zazwyczaj jako dowód na racjonalność chrześcijaństwa podaje się – i słusznie – jego naturalne dążenie do poznania prawdy o rzeczywistości. Pełnej prawdy. A więc obejmującej nie tylko to, co materialne, ale również to, co dotyczy sfery duchowej. Jest to zresztą cecha, którą chrześcijaństwo w sposób naturalny przejęło z judaizmu i twórczo rozwinęło. W 2013 roku podczas warszawskiej debaty „Nauka i wiara” kard. Gianfranco Ravasi, biblista i przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, mówił o szkodach, jakie wyrządza fundamentalizm, zarówno teologiczny, jak i naukowy. „Wielu teologów używało Biblii jako narzędzia interpretacji nauki, a nie czytamy w Ewangelii, by Pan powiedział: ześlę wam Ducha Świętego, który nauczy was, jak porusza się słońce i księżyc. Jest też fundamentalizm scjentystyczny, pozytywistyczny” – mówił Ravasi, podając jako przykład negowanie wszystkiego, co wykracza poza fizykę doświadczalną.

Przypadki kontrolowane

Gdy 13 lat temu rozmawiałem z ks. prof. Michałem Hellerem („Bóg jest Panem przypadku”, GN 44/2006), przywołałem argument przeciwników teorii ewolucji, którzy zarzucają jej, że traktuje świat jako efekt działania przypadków, a nie Bożego planu. Ksiądz Heller odpowiedział: – Takie twierdzenie jest oparte na głębokiej nieznajomości teologii. Zakłada ono, że Pan Bóg nie jest również Panem przypadku, że przypadek jest czymś niezależnym od Boga, czymś, co nie podlega Jego władzy. Ktoś sobie mówi: szedłem dzisiaj ulicą i gdybym przypadkiem wyszedł z domu pół sekundy wcześniej, toby mi ta cegła spadła na głowę, a tak spadła tuż przede mną. I jestem wdzięczny Panu Bogu, że mnie ocalił. Był to przypadek, a jednak przypisuje się go Bożej Opatrzności. Myślę, że to jest zdrowe podejście. Spójrzmy na to trochę głębiej. Według teologicznej doktryny o stworzeniu świata to Pan Bóg stworzył prawa przyrody i wkomponował w nie także działanie przypadków. I dlatego doszukiwanie się antagonizmu między działaniem przypadku a planem Bożym jest głębokim niezrozumieniem teologii stworzenia. Jesteśmy dziełem Boga, który posłużył się strategią współdziałania praw przyrody i przypadków.

Znaki czasu

Przypomniałem sobie tę rozmowę przy okazji dyskusji w czasie pożaru Notre Dame. Dlaczego przyczyny naturalne miałyby negować symboliczne znaczenie tego zdarzenia? Przecież większość znaków, jakie Bóg dawał Izraelowi w Biblii, w tym także takich, które były uznane za cuda, da się dzisiaj wytłumaczyć racjonalnie, naukowo. To Żydzi odczytywali je jako namacalne dowody Bożego prowadzenia. I do dziś ludzie starający się odczytywać całe swoje życie w Bożej obecności widzą Jego wolę w najmniejszych wydarzeniach.

Owszem, są również oczywiste pułapki skupiania się na jednostkowych zdarzeniach i wyciągania z nich zbyt daleko idących wniosków. Grozi to naiwnym fideizmem, a nawet szantażowaniem Boga. Gdy faryzeusze żądali od Jezusa znaku z nieba, wystawiali Go na próbę, a nie starali się zrozumieć tego, że w osobie Jezusa historia zbawienia osiągnęła swój szczyt. „Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?” – odpowiedział im Jezus (Mt 16,3b). W soborowej Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” czytamy między innymi takie słowa: „Lud Boży pobudzany wiarą w to, że prowadzi go Duch Pański napełniający okrąg ziemi, stara się w wydarzeniach, potrzebach i pragnieniach, w których uczestniczy z resztą ludzi naszej doby, rozpoznać, jakie w nich mieszczą się prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych” (KDK 11). Dokładnie 50 lat temu papież Paweł VI w rozważaniu poświęconemu znakom czasu (audiencja generalna 16 kwietnia 1969 roku) powiedział: „Charakterystyczną cechą Kościoła po soborze jest zwracanie szczególnej uwagi na rzeczywistość ludzką ujmowaną historycznie, to znaczy na fakty, wydarzenia i zjawiska naszego czasu”. Papież rozumiał zarazem, że łatwo wpaść w pułapkę fideizmu: „Pierwszym z tych niebezpieczeństw jest pewien charyzmatyczny profetyzm, często przeradzający się w bigoteryjną wyobraźnię. Profetyzm ten nadaje przypadkowym zbieżnościom – często nic nie znaczącym – cudowne wyjaśnienia (…). Zmysł wiary może udzielić tego daru mądrego jasnowidzenia, ale pomoc nauczycielskiego urzędu hierarchicznego zawsze będzie interweniować i decydować, kiedy dwuznaczność interpretacji będzie wymagała rozstrzygnięcia albo dla pewności i jasności prawdy, albo dla pożytku wspólnego”. Zaraz jednak dodaje: „Drugie niebezpieczeństwo wynikałoby z czysto zjawiskowej obserwacji faktów, z których pragnie się wyprowadzić wskazania znaków czasu. To może zaistnieć, gdy fakty są brane i określane w schematach czysto technicznych i socjologicznych (…). Ten nowy humanizm naukowy mógłby tłumić autentyczność i oryginalność naszego chrześcijaństwa i jego wartości nadprzyrodzonych”.

Bóg upomina się o swoje

Znaki czasu są zatem czymś innym, szerszym niż jednorazowe cuda – czyli to wszystko, co z woli Boga przekracza prawo natury. Przemiana wody w wino w Kanie Galilejskiej z pewnością była cudem niewytłumaczalnym naukowo. Podobnie uzdrowienie paralityka czy wskrzeszenie Łazarza. Ale już pojawienie się manny czy przepiórek na pustyni jest możliwe do wytłumaczenia w sposób racjonalny. Czy to jednak w jakikolwiek sposób podważa prawdę, że to Bóg prowadził Izraelitów i to On zsyłał na nich swoje błogosławieństwo?

Ze znakami czasu jest jeszcze inaczej: za znak czasu należy uznać rozciągnięte na długie dziesięciolecia odchodzenie od wiary i wręcz walkę z religią, jaka miała i ma miejsce we Francji; znakiem czasu jest również widoczne od paru dekad odradzanie się chrześcijaństwa w tym kraju, najpierw poprzez małe, ale żywe wspólnoty, później także stopniową przemianę w duszpasterstwie, formacji seminaryjnej i wreszcie w składzie samego episkopatu. Jak się do tego ma pożar Notre Dame? Trudno pojedynczy pożar traktować jako znak czasu. Ale już cała seria pożarów kościołów, w tym najbardziej symbolicznego dla dziedzictwa danego kraju, do tego takiego kraju, który usłyszał pełne wyrzutu pytanie Jana Pawła II: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”; kraju, w którym z jednej strony burzone są kościoły, z drugiej powstają nowe meczety – to na pewno tylko seria zbiegów okoliczności? Czy to wszystko nie usprawiedliwia poruszenia tych Francuzów, którzy ze łzami w oczach i śpiewem na ustach w płonącej katedrze dostrzegli kolejny z całej serii znaków od Boga, który w taki sposób upomina się o swoje miejsce w ludzkich sercach? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji