Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Podział z przydziału

Myśl wyrachowana: Kto wytycza granice podziałów, sam przekracza granice przyzwoitości.

Podobno jesteśmy podzieleni. Polska jest ponoć rozdarta, jak jeszcze nigdy nie była. Od lat słyszę takie rzeczy i znam ludzi w kwiecie wieku, którzy od młodości zapowiadają, że rzucą to wszystko w diabły i wyjadą stąd czy coś. I że trzeba koniecznie coś zrobić z tymi sondażami, bo to tak nie może być, żeby społeczeństwo kradło im „ten kraj”. Bo oni chcą żyć „w Polsce Tischnera, a nie w Polsce Rydzyka”.

O właśnie – niedawno coś takiego znowu przeczytałem w gazecie, do której zaglądam z zawodowego obowiązku. Znowu – bo ten schemat przewija się stale w mediach o lewicowym nachyleniu. To jest jedna z granic podziału, jaką ktoś nam w głowach wyznaczył: jesteś światły, jesteś otwarty, jesteś ą-ę katolikiem – to kochasz ks. Tischnera, a tym samym wyrzekasz się o. Rydzyka i wszystkich spraw jego. I odwrotnie – gdy jesteś na przykład fanem Radia Maryja, to widząc w księgarni powiedzmy „Historię filozofii po góralsku”, dyskretnie obsypujesz ją solą egzorcyzmowaną. Bo jesteś katolem-tumanem.

Musisz być tu albo tam, nie ma innej opcji. Tak się to zakodowało i utrwaliło i, mam wrażenie, sami to zaakceptowaliśmy.

Czytając któryś z kolei taki „podziałowy” tekst, uświadomiłem sobie, że ktoś próbuje mnie podstępnie sformatować. No bo niby skąd to założenie, że nie mogę cenić obu „symboli podziału”? Skąd ten przymus, żebym uznając jednego, musiał gardzić drugim?

Zawsze bardzo lubiłem Tischnera. Podoba mi się jego humor, dystans do siebie i rzeczywistości. Gdy po jego śmierci razem z rodziną wybrałem się na Podhale, pierwszym miejscem, jakie odwiedziliśmy, był jego grób w Łopusznej.

Tak się jednak dziwnie składa, że zupełnie nie podzielam histerii, jaka już od ćwierć wieku panuje wokół redemptorysty z Torunia i dzieł, które stworzył. Kiedyś, owszem, byłem wobec niego mocno krytyczny, ale dawno już zmieniłem zdanie. Mało tego – jestem przekonany, że towarzyszy mu Boże błogosławieństwo.

I co – nie mogę tak? Muszę gdakać w jednym chórze z tymi, którzy go chcą zadziobać? Czemu miałbym dać się wpuścić w schemat „swój–obcy”, skoro obaj mogą być „moi”? Nie musi mi wszystko w nich odpowiadać, zwłaszcza, że we mnie też mi nie wszystko odpowiada.

Być może ks. Tischner, gdyby żył, nie byłby przychylny o. Rydzykowi. Ale może zmieniłby poglądy? Jeśli jednak nie – to co ci do tego? Czy nie wolno mi szanować i doceniać obu naraz?

My, katolicy, dajemy się koszmarnie ogrywać miłośnikom Kościoła oczyszczonego (z wiernych), gdy uznajemy wytyczone przez nich granice.

Nic z tego. Ja tego nie kupuję. Nie będę krwawił się w nie swojej wojnie. Naszą kampanię prowadzi Zmartwychwstały, a On ma jeden sztandar. Najwyższy czas porzucić watażków i zgromadzić się wokół Niego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji