Nowy numer 42/2019 Archiwum

Exodus 2.0?

Nowa fala syryjskich uchodźców, która ruszy niedługo do Europy, będzie dwukrotnie większa od poprzedniej – ostrzega prezydent Libanu. Co na to sami zainteresowani?

Od czasu, gdy w grudniu 2017 r. odwiedziłem libańsko-syryjskie pogranicze, sytuacja uchodźców niewiele się zmieniła. Chyba że na gorsze. Syryjczycy znaleźli się w sytuacji patowej: bez większych perspektyw na powrót do swoich domów, ale i bez perspektyw w obcym państwie. W pułapce znalazł się również Liban: nikogo z kraju nie wyrzuci, ale nie ułatwiając uchodźcom dostępu do edukacji i rynku pracy, naraża się na kumulację i tak silnych już napięć w społeczeństwie. Trudno też oczekiwać zbyt wiele od państwa wielkości województwa świętokrzyskiego, które przyjmując co najmniej 1,5 mln uchodźców z samej Syrii (nie licząc pół miliona Palestyńczyków), wzięło na siebie największy ciężar związany z kryzysem syryjskim. Z jednej strony nie ma więc miejsca, dokąd uchodźcy mogliby wrócić lub wyjechać, z drugiej zaś – dłuższy postój w poranionym podziałami Libanie grozi wybuchem konfliktów.

Michel Aoun, prezydent Libanu, swoje ostrzeżenie przed nową falą uchodźców, którzy mogą nagle ruszyć do Europy, wygłosił… w Moskwie. Pytanie, czy jest to wyłącznie wyraz bezradności libańskich władz, czy część jakiegoś szerszego planu omawianego z Rosją. Wątpliwości nie są bezpodstawne. Bo jeśli spojrzeć na deklaracje samych Syryjczyków, przepytywanych przez ankieterów UNHCR nie tylko w Libanie, ale i w innych krajach przyjmujących (Turcja, Egipt, Jordania, Irak – w sumie ok. 5,7 mln osób), większość z nich wcale nie deklaruje chęci wyjazdu na Zachód. Przeciwnie, marzą oni o powrocie do Syrii. To prawda, że swoje marzenia muszą konfrontować z rzeczywistością. Tylko czy z tego wynika, że nagle parę milionów osób spontanicznie ruszy do Europy?

Marzenie o domu

Półtora roku temu w jednym z mieszkań w północnym Libanie spotkałem matkę z trojgiem dzieci. Amal była w Syrii nauczycielką, mąż zginął w czasie ostrzału artyleryjskiego, z dziećmi uciekła przez granicę. Środki na wynajem mieszkania zapewniły jej międzynarodowe organizacje, nie było jednak szans na sfinansowanie operacji syna z chorym kręgosłupem. Do Polski też nie można jej było sprowadzić choćby w ramach korytarzy humanitarnych, na które nie było zgody polskiego rządu. Po prawie roku dowiedziałem się, że różnymi kanałami udało się w końcu załatwić jej wyjazd z Libanu do jednego z krajów zachodnich – tam też najprawdopodobniej pojawiła się szansa na operację syna. – Niestety, nie wiemy nic o dalszych losach tej i podobnych rodzin, nie mamy z nimi kontaktu. Zresztą bardzo niewielki procent uchodźców w Libanie przechodzi taką drogę – słyszę od pracownika jednej z międzynarodowych organizacji humanitarnych. Ten „bardzo niewielki procent” w kontekście zapowiedzi prezydenta Libanu wydaje się tutaj kluczowy: bo skoro obecnie niewielu Syryjczyków może lub chce opuścić Liban czy inne kraje regionu, to skąd nagle miałaby powstać nowa fala uchodźców wyjeżdżających do Europy? Ostrzeżenia prezydenta Aouna stoją też w pewnej sprzeczności z wynikami ankiet, jakie wśród uchodźców syryjskich przeprowadził urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR). Wprawdzie tylko niespełna 6 proc. pytanych deklaruje gotowość powrotu do Syrii w ciągu najbliższych 12 miesięcy, ale aż 75 proc. ma nadzieję „kiedyś” wrócić do kraju, a tylko co piąty badany nie ma żadnej nadziei na powrót (pozostali są niezdecydowani). I ewentualnie w tej grupie prawie 20 proc. można by szukać potencjalnych kandydatów chętnych od razu do wyjazdu na Zachód. Biorąc pod uwagę fakt, że mówimy w sumie o ok. 5,7 mln uchodźców, co piąty z nich to i tak ogromna liczba, ale niekoniecznie gotowa od razu wyjechać. Można wprawdzie znacznie poszerzyć spodziewaną liczbę potencjalnych uchodźców również o tych, którzy mają nadzieję „kiedyś” wrócić do Syrii (mogliby teraz wyjechać do Europy i tam czekać na lepsze czasy w ich kraju), ale to nie tłumaczyłoby do końca prognozowanej spontanicznej, nagłej i dużo większej niż ostatnia fali uchodźców. Chyba że jest przygotowywany jakiś większy plan, którego szczegółów i gwarantów jeszcze nie znamy, a który ma zapewnić zorganizowany exodus pogrążonych w apatii Syryjczyków.

Bez gwarancji

Doktor Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, które m.in. w Libanie prowadzi na szeroką skalę zorganizowaną pomoc dla uchodźców, w rozmowie z GN tak komentuje deklaracje Syryjczyków: – Wyniki badań UNHCR, wskazujące, że tylko 6 proc. uchodźców syryjskich na Bliskim Wschodzie jest gotowych do powrotu do ojczyzny w ciągu roku, nie są zaskakujące. Połowa domów uchodźców jest zniszczona lub bardzo uszkodzona, przez co nie nadaje się do zamieszkania. Gospodarka Syrii jest w bardzo trudnej sytuacji, bieda i bezrobocie są powszechne. W tych warunkach uchodźcy nie mogą liczyć na zarobienie środków na odbudowę domu. Uchodźca musi mieć zagwarantowane bezpieczeństwo, a ani UNHCR, ani inne organizacje nie wiedzą, jaki jest los uchodźców, którzy już wrócili. Z większością z nich nie ma kontaktu. Tak długo, jak organizacje humanitarne nie będą miały pewności, że powracający uchodźcy nie zostali zabici, bezprawnie uwięzieni lub dyskryminowani, nie można podjąć się np. organizowania transportu i zestawów pomocy materialnej dla powracających – dodaje szef PCPM.

Codzienność tej i wielu innych organizacji to nieustanne zderzanie się z podobnymi sytuacjami jak np. historia niespełna dwuletniego Faresa. Chłopiec choruje na padaczkę oraz dziecięce porażenie mózgowe. Rodzina Faresa popadła w długi. Nie było więc szans na sfinansowanie specjalisty, który mógłby postawić diagnozę i dalej prowadzić chorego. Zbiórka, jaką PCPM zorganizowało, pozwoliła zebrać kwotę, która pozwoli na pewien czas zaspokoić bieżące potrzeby, w tym również pomoc fizjoterapeuty w klinice w Bire.

Tygiel problemów

Są też mniej drastyczne, choć również dramatyczne historie. Rim przyjechała z Syrii do Libanu prawie trzy lata temu. Jej matka jest Libanką, ojciec Syryjczykiem. Mieszkali niedaleko Damaszku, gdy wybuchła wojna. W 2013 r. podczas bombardowania stracili dom. Rok później zginął jej ojciec. Jeszcze dwa lata próbowały z matką radzić sobie na miejscu, ale w 2016 r. postanowiły wyjechać do Libanu. Rim nie spodziewała się, że pozna tu swojego obecnego męża. Nie mieli wprawdzie wesela, a panna młoda nie założyła ślubnej sukienki, bo nie było na to pieniędzy. Mimo braku środków na podstawowe utrzymanie rodziny (mają syna) nie myślą o wyjeździe na Zachód. „Chcielibyśmy przenieść się do większego miasta. Mąż szukał tam pracy i zdarzyło się kilka razy, że dzwoniono do niego z ofertami, ale nic z tego nie wychodziło” – mówiła dziewczyna w rozmowie z pracownikami PCPM. Ich sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że Rim jest w połowie Libanką, co ułatwia start jej synowi. W większości Syryjczycy przebywają w Libanie nielegalnie. Rodzące się w tym kraju od ośmiu lat syryjskie dzieci nie mają szans na obywatelstwo.

Nie można zapominać też o tym, że napływ Syryjczyków przyczynił się do pogorszenia sytuacji majątkowej Libańczyków, zwiększył bezrobocie i obniżył pensje (z powodu nielegalnego i tańszego zatrudniania uchodźców). Wzrosły także ceny za wynajem mieszkań, garaży czy piwnic – niektórzy, widząc, że uchodźcom wynajem często finansują organizacje pomocowe, skorzystali z okazji do większego zarobku. Ubóstwo wśród Libańczyków jest niemal tak duże jak wśród uchodźców. Również miejscowym pomagają organizacje humanitarne, które jednak mają ograniczone możliwości i środki. To wszystko powoduje tak duże napięcie, że trudno się dziwić, iż prezydent Libanu mówi głośno o spodziewanej nowej fali uchodźców, którzy mają przybyć do Europy. Tyle tylko, że nie mówi, kto za tym stoi. Bo wśród uchodźców nie widać jak dotąd masowego parcia do wyjazdu na Zachód. Jeśli zatem trwają jakieś międzynarodowe konsultacje dotyczące zaradzenia sytuacji uchodźców, to jeszcze pół biedy. Gorzej, jeśli uchodźcy zostaną niejako wypchnięci z miejsc, w których teraz przebywają. Decydentom światowych i regionalnych mocarstw, od których zależy realne zakończenie konfliktu w Syrii, powinny dać do myślenia wyniki badań UNHCR – najlepszym rozwiązaniem „kwestii uchodźców” byłoby stworzenie warunków, w których mogliby oni spełnić swoje marzenie, czyli wrócić do Syrii.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • DREM0R
    14.05.2019 11:38
    DREM0R
    Najważniejsza informacja: Liban liczy 4,5 miliona mieszkańców. W samym tylko Londynie mieszka dwukrotnie więcej osób, niż w Libanie. I ten malutki Liban bierze na siebie ciężar w postaci 1,5 miliona uchodźców z Syrii.

    Unia Europejska ma 508 milionów mieszkańców. Półtora miliona libańskich uchodźców z Syrii to kropla w morzu. W naszym interesie jest tych uchodźców przyjąć, dać perspektywy, zajęcie, edukację. Unikamy w ten sposób destabilizacji Libanu, a naprawdę nie potrzeba Europie kolejnego zniszczonego kraju na Bliskim Wschodzie. A gdy wojna się skończy, to Syrię na pewno lepiej odbudują ludzie, którzy pracowali i uczyli się w Europie, niż ludzie, których jedynym zajęciem przez ostatnie sześć lat była wegetacja w namiocie, czy garażu.
  • Rafaello
    14.05.2019 12:51
    Współczesna odsłona przypowieści o bogaczu i Łazarzu.
    Gdy czytam Biblię, odnoszę wrażenie że dla Boga nie ma gorszego grzechu niż serce zamknięte dla drugiego człowieka.
    doceń 0
  • w mojej opinii
    14.05.2019 22:39
    nie jedno dziecko z padaczką w Polsce nie ma ani odpowiedniej opieki ani terapii chociaż nie ma u nas wojny w przypadku dziecka z zespołem downa słyszy się, że padaczka jest normalna (chyba jako powikłanie poszczepienne to wówczas zgoda), gdyby rodzice chcieli dziecko wyleczyć muszą zbierać na diagnostykę i ustawienie leczenia w Niemczech za 40-50 tys. zł, halo tu ziemia
    doceń 3
  • podaj nick
    14.05.2019 22:40
    Izrael ma świetną służbę zdrowia i jak blisko
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji