Nowy numer 42/2019 Archiwum

American deal

Polska musi pogodzić się z faktem, że ceną amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa jest niemałe ograniczenie naszej suwerenności.

Nasi wrogowie są waszymi wrogami. Tak trzeba czytać warunki, jakie Amerykanie stawiają Polsce za kolejne obietnice zwiększenia obecności swoich wojsk na naszym terytorium. Obietnice i tak ciągle niewystarczające, jeśli chodzi o pewność gwarancji bezpieczeństwa, ale już okupione wysoką ceną. Jest nią nie tylko sugerowanie, ale niemal wprost żądanie wycofania się Polski z chińskich inwestycji m.in. w rozwój infrastruktury; jest nią wyrażone wczoraj – choć pominięte w większości przekazów – żądanie szefa amerykańskiej dyplomacji, by Polska „poczyniła postępy” w sprawie restytucji mienia utraconego po Holocauście (co jest jawnym nawiązaniem do niesławnej ustawy JUST, mającej na celu wywieranie presji na krajach, by te oddawały także bezspadkowe mienie pożydowskie wysuwającym roszczenia organizacjom żydowskim); jest nią także cały szereg ujawnionych (strach myśleć o pozostających tajemnicą) przypadków naciskania przez słynną panią ambasador na polski rząd, by przyjmowane regulacje preferowały amerykańskie firmy.

Ceną wreszcie może okazać się nacisk, by Polska zajęła jednoznacznie antyirańskie stanowisko podczas rozpoczynającej się konferencji bliskowschodniej. A to wcale nie leży w naszym interesie, przynajmniej gospodarczym.  Przeciwnie, eksperci od dawna wykazują, że Polska już straciła bardzo dużo na pogorszeniu relacji USA z Iranem. Wystarczy powiedzieć, że polscy giganci, jak PKN Orlen czy Grupa Lotos, miały duże możliwości wejścia w import ropy naftowej z Iranu, jednak gdy Amerykanie ogłosili zerwanie porozumienia nuklearnego i ponowne nałożenie sankcji na Iran, polskie firmy wycofały się z zaawansowanych już rozmów. I to pomimo tego, że najwięksi światowi giganci mają pozostawiony im przez Amerykanów „korytarz bezpieczeństwa”: mogą swobodnie z Iranem handlować. Najwidoczniej polskie firmy nie otrzymały takiej obietnicy, że do „korytarza” zostaną włączone.

Trudno nie zauważyć, że Polska wpadła w pułapkę bez wyjścia. Tą pułapką jest postawienie wszystkiego na jedną kartę – czyli na taką formułę sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, która nie pozostawia nam żadnej swobody w kształtowaniu stosunków z krajami trzecimi, co w efekcie kończy się osłabianiem relacji z innymi wielkimi graczami. Pułapka tym większa, że alternatywy właściwie brak. Bo czy „solidarne”, jak przekonuje opozycja, trzymanie się z Unią Europejską w sprawie Iranu jest dla nas jakąś alternatywą? Czy gwarancję bezpieczeństwa mają nam dać na przykład Niemcy, które kończą kolejną wielką inwestycję gazową z Rosją, wymierzoną jawnie w nasze bezpieczeństwo?

Pozostaje w sumie bezradne – i chyba tak samo retoryczne, jak powyższe – pytanie o to, czy faktyczne skazanie na ścisły sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jako jedynym potencjalnym, choć niekonieczne pewnym, gwarantem naszego bezpieczeństwa, musi być okupione tak wysoką ceną, jaką może być osamotnienie na arenie międzynarodowej? Czy aby na pewno powinniśmy powtarzać błąd, jaki polskie władze popełniły, wchodząc parę lat temu do Iraku? Niestety, rośnie obawa, że coraz bardziej nachalna, antyirańska retoryka amerykańskiej administracji przerodzi się w konflikt, w który wejdziemy, znowu ufając, że to inwestycja we własne bezpieczeństwo.

Pytanie, czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na „kompromis”: naszą rolę jako lojalnego, ale też suwerennie kształtujące swoje relacje, partnera Stanów Zjednoczonych. Odpowiedź brzmi: nie. Ceną za ewentualne gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA jest w naszym przypadku daleko idąca uległość na różnych poziomach. Nie zazdroszczę decydentom, którzy mają przecież tego świadomość. Wybór między honorem a bezpieczeństwem jest najgorszym z możliwych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Rafaello
    15.02.2019 11:36
    Co do Iranu, to cała sprawa rozgrywa się z Jemenem w tle. USA oskarżają Iran o wspieranie Houthi, w Jemenie. Wojna domowa w Jemenie doprowadziła do katastrofy humanitarnej. Z punktu widzenia USA wydaje się oczywiste że będą szukać sojuszników przeciw Iranowi. USA uważają Iran za zapalnik konfliktów w tamtym regionie. Powstaje pytanie, co jest dobre dla Jemenu, i dla całego tamtego regionu? Wesprzeć USA czy nie? Pal licho nasze interesy w Iranie. Pieniądze przecież nie są wszystkim.
    doceń 3
  • Andrzej
    15.02.2019 17:58
    1. Dla USA priorytetem są Chiny.
    2. EŚW to tylko element gry.
    3. Jesteśmy (na razie) potrzebni Amerykanom.
    3. Jeśli USA będzie się opłacało (albo będzie musiała) to nas sprzeda Rosji za sojusz przeciwko Chinom.
    4. Jeśli wyrzucamy chińskie firmy, Huawei blokujemy Nowy Jedwabny Szlak etc. to musimy mieć rekompensatę najlepiej w technologii wojskowej
    5. USA nie chce sojuszu Rosja-Niemcy.
    6. USA potrzebuje pewnego sojusznika w Europie kontynentalnej. Myślę, że bardziej niż my myślimy, że oni myślą.
    7. Nasze potrzeby:
    a) technologia wojskowa - nie muszą to być wojny gwiezdne jak będzie 10 letnia ok - do wdrożenia w Polsce, pod Polską kontrolą!!!
    b) Polska jako hub surowcowy dla Międzymorza,
    Historia znów się toczy. Figury porozstawiane. Debiut USA wypadł całkiem okazale, czekamy na ruch Chin... Grajmy, bo nas nie będzie. (Czasami i pionek może szachować króla ;-))
    doceń 0
  • Andrzej
    15.02.2019 18:22
    1. Dla USA priorytetem są Chiny.
    2. EŚW jest tylko elementem gry.
    3. Musimy liczyć tylko na siebie - w razie konfliktu z Rosją stosunek Niemiec i Francji wątpliwy. Nie ma jak przewieźć zaopatrzenia. USA na Bałtyk nie wpłyną. Powtórka z rozrywki.
    4. USA sprzeda nas Rosji za jej udział w wojnie przeciwko Chinom.
    5. USA chce mieć pewnego sojusznika w Europie kontynentalnej.+
    6. USA nie chce sojuszu Niemcy-Rosja.
    7. USA musi zablokować Nowy Jedwabny Szlak. ++++
    8. Za nasze plusiki oczekujemy naprawdę niewiele:-)
    a) transfer technologii wojskowej. Nie musi być rodem z gwiezdnych wojen, ale musi być pod Polska kontrolą ++++
    b) Polska hub'em surowcowym dla krajów Międzymorza.+
    9. A jak nie, to może byśmy dogadali się z Chińczykami? A jak w Niemczech muszą się grzać mózgi! Jakby oni dogadali się z Chińczykami? Tylko znowu ktoś im przeszkadza ;-)

    Figury rozstawione. Debiut USA udany. Czekamy na ruch Chin... Jak nie zagramy to znowu nas nie będzie. A II wojna i PRL to nasze elity spustoszyły chyba w większym stopniu niż zabory. Nie będzie komu odbudowywać naszego pięknego kraju.
    doceń 1
  • Michal
    16.02.2019 07:19
    Jakoś Kwaśniewski z całą świtą był w USA witany ze wszelkimi honorami w najwyższej kategorii wizyty zagranicznej wg protokołu dyplomatycznego. George W. Bush praktycznie spędzał z nim każdą chwilę, kiedy gościł w Stanach, a umówienie wizyty na najwyższym szczeblu w Białym Domu pomiędzy Kwaśniewskim i Bushem nie było najmniejszym problemem. Ale jak wiemy - to był zły, czerwony komuch. Dzisiaj, kiedy w Polsce rządzi antykomunistyczna "prawica", to prezydent może liczyć co najwyżej na "selfie" na korytarzu, ewentualnie na kompromitujące zdjęcie, pokazujące "wasalizm" - słynne zdjęcie, a którym Trump siedzi przy swoim biurku, a Duda stoi z boku. Wydawało się, że to drobna niezręcznośc dyplomatyczna - ok. Ale tymczasem co mamy? Organizujemy w naszym kraju konferencję przeciwko Iranowi, który jest partnerem dla wielu polskich firm, podczas którego wiceprezydent USA wespół z przywódcą Izraela pouczają Polaków i stawiają niemalże na równi z nazistowskimi oprawcami z czasów II wojny światowej. To jest ta dobra zmiana? To ja wolę starego komucha, który z prezydentem USA rozmawia jak z kolegą ze szkolnej ławy niż wolnościowego prezydenta, który twierdząc, że wstaje z kolan pozwala na obrażanie polskiego społeczeństwa.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji