Nowy numer 42/2019 Archiwum

Z Niemczy do Mediolanu

Krzysztof Piątek w pół roku awansował z przeciętnej drużyny Ekstraklasy do wielkiego Milanu. Żaden polski piłkarz w tak krótkim czasie nie zrobił równie spektakularnej kariery.

W lutym 2018 roku Krzysztof Piątek w barwach­Cracovii inaugurował wiosenną rundę polskiej Ekstraklasy meczem z Piastem Gliwice. Dwanaście miesięcy później, po rekordowym transferze za 35 milionów euro, zadebiutował w barwach AC Milan w meczu z SSC Napoli, a już w drugim spotkaniu strzelił dwa gole.

Historia Piątka jest o tyle niezwykła, że inni nasi futboliści liczący się dziś w topowych ligach – Szczęsny, Zieliński, Milik czy Fabiański – długo przebijali się do europejskiej czołówki, wiele miesięcy przesiadując na ławce rezerwowych. Nawet Robert Lewandowski przez pierwszy sezon w Niemczech był częściej wyśmiewany za nieskuteczność niż podziwiany. Tymczasem Krzysztofowi Piątkowi obca była popularna u polskich piłkarzy wymówka pod nazwą „aklimatyzacja”. Spektakularna kariera Piątka to także znakomita reklama dla polskiej ligi i gwarancja kolejnych wysokich transferów młodych polskich piłkarzy za granicę.

Same dobre decyzje

W historii naszej piłki roi się od zmarnowanych talentów. Nawet ci, którzy się wybili, musieli stawić czoła licznym przeciwnościom. Najsłynniejszy przykład to oczywiście Robert Lewandowski, którego zlekceważono w Legii. Natomiast historia Krzysztofa Piątka jest ze wszech miar optymistyczna. Nowy napastnik Milanu miał szczęście spotkać w swojej karierze niemal wyłącznie dobrych trenerów, działaczy i menedżerów. Piątek wychował się w miasteczku Niemcza na Dolnym Śląsku. Talent napastnika jako pierwszy dostrzegł i rozwinął jego ojciec – Władysław. Z wypowiedzi nowej gwiazdy polskiej piłki wyłania się obraz ojca, który potrafił zmotywować syna do ciężkiej pracy, pomagał, wożąc na treningi do oddalonego o kilkanaście kilometrów Dzierżoniowa, a zarazem uczył samodzielności i uniknął wywierania toksycznej presji.

Krzysztof Piątek nie zdążył przepaść na czwartym poziomie rozgrywkowym w Lechii Dzierżoniów. Szybko został dostrzeżony przez Jacka Kubasiewicza – trenera z akademii Zagłębia Lubin, który polecił go do drużyny Ekstraklasy. Piątek znów miał szczęście. W Lubinie następowała właśnie zmiana koncepcji budowania drużyny, rezygnowano z miernych, przepłaconych obcokrajowców, więcej szans dostawali młodzi Polacy. W rezultacie już pół roku po przyjściu Piątek zaczął regularnie grać. W trzecim sezonie występów coraz częściej pojawiały się jednak słowa krytyki za nieskuteczność.

Wówczas odważną decyzję podjął prezes Cracovii Janusz Filipiak. Zdecydował się wyłożyć znaczne jak na polskie warunki pieniądze (700 tys. euro) za obiecującego, ale jeszcze mało skutecznego gracza. Za jego sprowadzeniem stał Jacek Zieliński, ale Piątek zadebiutował w Krakowie już za nowego szkoleniowca – Michała Probierza. To jeden z najbardziej wyrazistych trenerów Ekstraklasy, znany m.in. z barwnych konferencji prasowych. Na jednej z nich wygłosił prorocze słowa: „Niektórzy będą żałować, że nie kupili go za grosze. Jeśli dzisiaj ktoś zapłaci za niego 3–5 milionów euro, to później sprzeda za 30 milionów”. W pierwszym sezonie pod Wawelem Piątek strzelił 11, a w drugim 21 goli. Stało się jasne, że dziewiąta drużyna Ekstraklasy jest już za ciasna dla Piątka.

Presja dopiero się zaczyna

Kolejna decyzja o zmianie klubu znów była trafna. Genua okazała się idealnym miejscem do rozpoczęcia kariery na Zachodzie. Klub z tradycjami (9 tytułów mistrzowskich), dużym gronem kibiców, ale bez realnych możliwości walki o puchary. Piątek z miejsca uzyskał status gwiazdy. W pierwszym oficjalnym meczu, w pucharze Włoch przeciwko Lecce, strzelił cztery gole. W lidze zaś zanotował imponującą passę siedmiu meczów z rzędu z minimum jedną strzeloną bramką, rundę zakończył z trzynastoma golami, w czołówce ligowych snajperów.

Od początku zimowego okienka transferowego Krzysztof Piątek nie schodził z okładek włoskich gazet sportowych, tytułujących go mianem „polskiego rewolwerowca”, a nawet „papieża Polaka”. Choć trener Genui Cesare Prandelli, który w 2012 doprowadził reprezentację Włoch do finału Euro, nazwał Piątka „najlepszym napastnikiem, z jakim pracował”, w styczniu stało się jasne, że Polak opuści drużynę. Plotki łączyły go nawet z Realem Madryt, ale ostatecznie najbardziej zdeterminowany okazał się AC Milan. To marka ze ścisłego europejskiego topu (7 pucharów mistrzów, tylko Real Madryt zdobył więcej), ale sportowo nieco podupadła. Milan zdobył ostatnie mistrzostwo osiem lat temu, od pięciu lat nie gra w Lidze Mistrzów, w tym sezonie nie wyszedł nawet z grupy w Lidze Europy.

Dysonans między wspaniałą historią AC Milan a trudną teraźniejszością będzie z pewnością dużym wyzwaniem dla Krzysztofa Piątka. Presja kibiców jest ogromna, ale kadra nie pozwala podjąć walki o mistrzostwo z Juventusem, i to pomimo faktu, że w ciągu ostatnich pięciu lat kupiono graczy za łączną sumę aż 366 milionów euro. Większość z najdrożej zakupionych piłkarzy zawiodła, jak Leonardo Bonucci ściągnięty za 42 mln euro, Andrea Conti za 24 miliony czy Andrea Bertolacci za 20 milionów. Kulminacja transferowych pomyłek w ostatnich latach przypadała właśnie na pozycję środkowego napastnika, na której gra Krzysztof Piątek. Władze Milanu próbowały różnych koncepcji, wszystkie okazały się jednak niewypałem.

Piątkowi przyjdzie więc zmierzyć się z tęsknotą kibiców po Zlatanie Ibrahimoviciu – ostatnim królu strzelców ligi włoskiej w barwach Rossoneri (28 goli w sezonie 2011/12).

Reklama Ekstraklasy

Moda na polskich piłkarzy w Serie A zwiększa się z każdą rundą, nie tylko dzięki popisom Krzysztofa Piątka, ale też dobrej grze Wojciecha Szczęsnego, Bartosza Bereszyńskiego, Karola Linettego czy Mariusza Stępińskiego. Nowy rok w świetnym stylu zaczął też Arkadiusz Milik. Polacy są dziś szóstą najliczniejszą grupą obcokrajowców we Włoszech, a od nowego sezonu będzie ich jeszcze więcej. Fiorentina kupiła za 3,7 mln euro Szymona Żurkowskiego z Górnika Zabrze, a Cagliari za 4 mln Sebastiana Walukiewicza z Pogoni Szczecin. Obaj dołączą do nowych drużyn latem. W dodatku w Serie B prowadzi Palermo z dwoma Polakami w składzie: Radosławem Murawskim i Przemysławem Szymińskim.

Mamy więc do czynienia z paradoksalną sytuacją. Poziom sportowy polskiej ligi obniża się z roku na rok. W prowadzonym przez UEFA rankingu europejskich rozgrywek Ekstraklasa jest na 25. miejscu, za ligami Cypru, Białorusi czy Kazachstanu. Jednakże udane kariery Polaków we Włoszech (a także m.in. Jana Bednarka w angielskim Southampton) sprawiają, że menedżerowie z zachodnich lig kupują nad Wisłą coraz częściej i za coraz większe pieniądze. Kwoty rzędu 3–6 milionów euro nie są wielkim wydatkiem we Włoszech czy w Anglii, ale dla polskich zespołów stanowią istotną część rocznego budżetu. W cenie są przede wszystkim młodzi gracze i to też dobry znak na przyszłość dla Ekstraklasy. Widząc, jak intratnym biznesem może być wychowanie własnych piłkarzy, polskie kluby jeden po drugim zapowiadają wzrost inwestycji w akademie i szkółki kosztem ściągania tabunów przeciętnych obcokrajowców. Trend zauważył też najpopularniejszy branżowy portal Transfermarkt, znany z prowadzenia wyceny futbolistów we wszystkich ligach Europy. Obecnie w Polsce najdroższe wcale nie są gwiazdy ligi (Robak, Gytkjaer, Haraslin, Novikovas), tylko perspektywiczni młodzi Polacy: dziewiętnastoletni Sebastian Szymański z Legii (wyceniony na 6 milionów euro), o rok młodszy Sebastian Walukiewicz z Pogoni (4 mln) i dwudziestoletni Robert Gumny z Lecha (4 mln).

Dziennikarze z Włoch rozpływają się w zachwytach nad Piątkiem i podkreślają też niesamowitą siłę ofensywną polskiej reprezentacji, w skład której wchodzą jeszcze Lewandowski i Milik. Selekcjoner Jerzy Brzęczek w rozpoczynających się wiosną eliminacjach do mundialu 2022 stanie przed wyzwaniem przełożenia tego potencjału na znacznie lepszą grę niż jesienią zeszłego roku.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL