Nowy numer 42/2019 Archiwum

"Strefa wzrostu" zamiast "strefy stagnacji"

Strefie euro grozi zamiana w "strefę stagnacji". Mimo to kolejni polscy politycy chcieliby do tej strefy wejść.

Strefa euro zaczyna rok 2019 bardzo źle. Ekonomiści prognozują, że w pierwszym kwartale PKB strefy może urosnąć o zaledwie 0,1 proc. Czyli w roku 2019 może ona rozwijać się 10 razy wolniej niż gospodarka polska. Mimo to kolejni polscy politycy zapowiadają szybkie wciąganie naszego kraju do „strefy stagnacji”. Niedawno dołączył do nich Robert Biedroń.

Czy dla odmiany pojawią się w Polsce politycy, którzy wciągnęliby nas do „strefy wzrostu”? Polska, Węgry, Czechy czy Rumunia notują ostatnio fantastyczne, na tle krajów posługujących się walutą euro, wzrosty gospodarcze. W dodatku, notujemy też w naszych krajach rekordowo niskie bezrobocie. Po co mamy więc przyjmować walutę krajów bez pracy i wzrostu? Czy nie lepiej stworzyć własną „wspólną walutę”?

Pomysł „wspólnej waluty” Europy środkowej może i brzmi kosmicznie. Ale czy nie rozwiązywałby niektórych naszych wspólnych problemów? Np. uzależnienia od interesów światowych finansistów. Albo mało różnorodnej struktury eksportu (sprzedajemy głównie do Europy Zachodniej). Albo słabości własnego kapitału. Żadnego z tych problemów nie rozwiąże za to przyjęcie euro.

Wobec powyższej idei pojawią się pewnie zarzuty, że robimy „Europę dwóch prędkości”. Ale czy naprawdę chcemy być w „Jednej Europie” prędkości 0,1 proc. wzrostu PKB? Może lepiej stworzyć własny klub, klub przyjaciół wzrostu nie europejskiego, lecz azjatyckiego. Zaprośmy do niego państwa zainteresowane takim właśnie wzrostem (Ukraina, Słowacja, Chorwacja?).

Oczywiście wokół polityka, który zaprosi nas do „strefy wzrostu”, powinni pojawić się eksperci zdolni do przekucia pomysłu w czyn. Najlepiej specjaliści biegli w świecie finansów ery bitcoinów. A na pewno mądrzejsi od tych, co poradzili Robertowi Biedroniowi szybkie wciągnięcie nas do „strefy stagnacji”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Zobacz także

  • NICK
    06.02.2019 23:21
    Trafne spostrzeżenia Autora. Do strefy euro chcą nas wepchać tylko politycy odbierający dyspozycje z Niemiec. Bo rozrost strefy euro to dalsza poprawa eksportu niemieckiego kosztem tempa rozwoju krajów słabszych. A dla zwolenników strefy euro: zapytajcie o zdanie takie kraje jak Portugalia, Grecja, Włochy, Hiszpania czy Słowacja. Dynamiczny rozwój tych krajów zatrzymał się wraz z przystąpieniem do strefy euro. Z tej prostej przyczyny, że wspólna waluta sprawdza się tylko wtedy gdy obowiązuje na obszarach o zbliżonym poziomie rozwoju. Zupełnie nie sprawdza się tam gdzie różnice są duże. To przecież podstawy ekonomii, o której jak widać zwolennicy euro nagle zapominają.....
  • kskiba19
    07.02.2019 02:50
    Cóż komu szkodzi ten złoty? Zostawić to w spokoju!
    doceń 12
  • mee...
    07.02.2019 10:15
    Gdzie bedzie ich miejsce w piekle gdy zlotego Polakom zabiora...
    doceń 3
  • KSIęGOWY
    07.02.2019 10:46
    Nie da się jednoznacznie przypisać stagnacji do strefy euro, a wzrostu poza nią.
    Np. Irlandia (euro) ma 9,1% wzrostu (więcej niż Polska czy Węgry).
    Słowacja (4,5%), Słowenia (4,3%), Łotwa (5,5%) czy Estonia (wszystkie 4 to strefa euro) też sobie radzą lepiej niż Bułgaria czy Rumunia (bez euro, dostępne dane za ostatni kwartał).

    Argumentacja redaktora jest pozbawiona sensu.

    To, że duże gospodarki euro (np. Włochy, Francja) radzą sobie gorzej wynika z wielu czynników (np. zadłużenia, biurokracji, czy nadmiernego opodatkowania). Należy dbać o gospodarkę i inwestycje, a nie je tłumić (np. w Polsce w ostatnich 3 latach mieliśmy ok. 40 różnych podwyżek podatków i opłat, a inwestycje w samym 2016 r. poleciały w dół o ok. 10%, a dzisiaj są na najniższym od lat poziomie w relacji do PKB).
    doceń 12

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji