Nowy numer 42/2019 Archiwum

Sprawa księdza Stryczka

Jedną publikacją w internecie udało się zatopić autora najbardziej spektakularnej akcji pomocowej w Polsce, przekonać, że ksiądz jest człowiekiem niebezpiecznym.

Idee mają konsekwencje. Teksty także. Warto zapytać, jakie są skutki głośnego reportażu sprzed pół roku o mobbingu w Szlachetnej Paczce. Komu artykuł Onetu rzeczywiście pomógł, a komu zaszkodził, na ile świat stał się dzięki niemu lepszy? Pytania brzmią górnolotnie, ale o to właśnie chodzi (a przynajmniej powinno), gdy pisze się o ludzkiej krzywdzie. Taki swoisty audyt nie jest obyczajem powszechnie stosowanym, a powinien być normą – zwłaszcza w przypadku publikacji, które dotyczą osób publicznych i zawierają poważne oskarżenia. Tylko przy takim podejściu funkcja kontrolna mediów ma sens.

Był mobbing czy nie?

Czy wiemy na pewno, że w Stowarzyszeniu Wiosna dochodziło do mobbingu, a jego sprawcą był ks. Jacek Stryczek? Mobbing to nie potocznie używany zwrot, ale termin prawny niosący konsekwencje. Czy zatem istotna jest opinia inspektora Państwowej Inspekcji Pracy, który poszedł śladem publikacji? Przecież obowiązkiem dziennikarza jest nie tylko wysłuchać oskarżeń, ale je zweryfikować. Czy autor wspomnianego artykuły to zrobił?

Tu pojawia się pierwsza wątpliwość, bo przeprowadzone przez Państwową Inspekcję Pracy rozmowy w Wiośnie nie potwierdziły ustaleń Onetu, a kontrola wykazała wprowadzenie polityki antymobbingowej w stowarzyszeniu. Jak poinformował nas inspektor Antoni Matras, w ciągu kilku ostatnich lat do Okręgowego Inspektoratu Pracy nie wpłynęły żadne skargi dotyczące mobbingu w Szlachetnej Paczce. Rzecznik krakowskiej prokuratury nie ma nic do powiedzenia na temat Wiosny, poza informacją, że toczy się postępowanie w sprawie, wszczęte zaraz po publikacji. W świetle raportu PIP nietrudno jednak przewidzieć, czym się zakończy. Tekst nie zawierał bowiem żadnych kryminalnych zarzutów.

Tylko czy kogoś w ogóle interesuje, co ustali w tej sprawie prokuratura? Żyjemy w czasach, gdy publikacja jest wyrokiem. Onet locuta, causa finita. „Tango down” – tym zwrotem, oznaczającym zlikwidowanie namierzonego celu, autor reportażu Janusz Schwertner skomentował na Twitterze rezygnację ks. Jacka Stryczka z funkcji prezesa Wiosny. Przeglądając internet, można odnieść wrażenie, że tą jedną publikacją udało się zatopić autora najbardziej spektakularnej akcji pomocowej w Polsce, przekonać, że ksiądz w gruncie rzeczy jest potworem, psychopatą i człowiekiem niebezpiecznym.

Dr Jekyll i mr Hyde?

To tylko wrażenie. Nie powinniśmy mu ulegać, bo w tak istotnej sprawie liczy się fakt, nie emocje, nawet najbarwniej opisane. O księdzu świadczą nie tylko bulwersujące oskarżenia grupy byłych pracowników, ale przede wszystkim owoce pracy duszpasterskiej. Nadal są z nim ludzie, którzy znają go osobiście, a nie tylko z publikacji Onetu. Trzęsienie ziemi przetrwały dzieła, które kapłan animuje. Ksiądz Stryczek nadal cieszy się zaufaniem kościelnych zwierzchników. Mamy więc pewien dysonans. Jeśli prezes Wiosny naprawdę jest bezwzględnym tyranem dręczącym pracowników, znajdującym satysfakcję w poniżaniu kobiet, to dlaczego milczą wymiar sprawiedliwości i władze kościelne? A może jest inaczej, tekst Onetu wykreował potwora (tak to widzi sam ksiądz), który w realu nie istnieje? Nie powinno się tej sprawy tak zostawiać. Doktor Jakyll i pan Hyde w jednym człowieku to figura literacka, w życiu niespotykana, a reporter pracuje w dziale non fiction.

Janusz Schwertner mówił dużo o tym, że wykonał benedyktyńską pracę, ile świadectw zebrał (konkretnie 21). W jednym z wywiadów dziennikarz stwierdził: – Z tego, co świadkowie opowiadali, nie wynikało, że w stowarzyszeniu dochodziło do ewidentnych nadużyć typu „złapał mnie za pośladek” czy gróźb. Nie wynikało nawet, że ksiądz cały czas krzyczy na ludzi. Opowiadali raczej o skomplikowanym mechanizmie manipulacji. Obawiałem się tylko, czy potrafię napisać ten tekst tak, żeby czytelnicy nie uznali, iż chodzi jedynie o zwykły konflikt między szefostwem a pracownikami.

Udało mu się. Jego reportaż to przejmująca psychodrama. Wynika z niej, że codzienność pracy w Wiośnie to płacz, omdlenia, wizyty u terapeutów i psychiatrów. Poniżanie, seksistowskie uwagi, drwiny. Słowem – horror.

Materia takich sytuacji jest delikatna, trudna do zweryfikowania. Czytelnik w sposób oczywisty staje po stronie ofiary. „Sprawca” przesłuchiwany na okoliczność oskarżeń, jeśli zaprzecza, jest na przegranej pozycji. Kogo interesuje, że jako pracodawca (a zwłaszcza jako ksiądz) nie może, nawet nie powinien powiedzieć wszystkiego o opisywanym zdarzeniu? Kto weźmie pod uwagę, że z kolei dziennikarz może być wykorzystany w wewnętrznej intrydze?

Jeszcze trudniej jest bronić się przed oskarżeniami dotyczącymi prywatnych kontaktów. – Takie rozmowy mają charakter poufny, więc i tak nie mógłbym niczego potwierdzić ani zaprzeczyć. Tym bardziej że nie mam pojęcia, jak miałbym to skojarzyć z konkretną sytuacją, ponieważ ta opowieść jest anonimowa – bronił się ks. Stryczek dociskany przez J. Schwertera. Słowa trafiały w próżnię, bo dziennikarz oczekiwał od niego nie prawdy, ale przeprosin. I rezygnacji.

Zły ksiądz

Twórca Szlachetnej Paczki był w komentarzach pod tekstem na Onecie w sposób ordynarny obrzucany błotem. Jako człowiek i oczywiście jako ksiądz (publikacja przypadkiem zbiegła się z premierą „Kleru”?). Grillowanie ks. Stryczka trwało do końca roku, finałem był obrzydliwy tekst w „Newsweeku”. Tabloidowe opowieści o bezwzględnym szefie Wiosny ilustruje tam zdjęcie kapłana w stroju liturgicznym. Ciekawe, że wcześniej ks. Jacek – wówczas pozytywny bohater wszystkich publikacji – zawsze prezentowany był w stroju sportowym.

To może detale… a może nie. Najnowszy miesięcznik „Press” poświęcił sprawie ks. Stryczka obszerny tekst, w którym przywoływane są cytaty z jego wypowiedzi o ewangelicznych cnotach z oczywistą sugestią: patrzcie, co za hipokryta. Określenie „duszpasterz ludzi biznesu” też ma jasny podtekst. I ta obsesja na punkcie pieniędzy… Wszystko się składa w klasyczny obrazek złego kapłana. A przecież elementarna uczciwość wymagałaby choćby przypisu, o co chodzi z tymi pieniędzmi. Uczciwość wobec efektów kilkunastu lat pracy założyciela Wiosny.

Ksiądz Stryczek jak mantrę powtarza, że bieda to problem bogatych. Deklarowana miłość do tych drugich nie wynika z fascynacji środowiskiem biznesu, ale z konieczności łączenia dwóch światów, by problem biedy realnie zlikwidować. Kapłana nie interesuje posiadanie (jeździ rowerem), nie jest celebrytą, raczej chciał celebrytów przeciągać na stronę dobra. O tej metodzie napisano dziesiątki tekstów, a tymczasem świat po rewelacjach Onetu wygląda, jakby cała wiedza na ten temat wpadła w czarną dziurę. Łatwo sprawdzić, że były prezes Wiosny nie jest diabłem wcielonym i z pewnością można na obronę tej tezy przedstawić legion świadków. Wystarczy odwiedzić działającą od kilku tygodni stronę lubieksiedzastryczka.pl, gdzie zebrano świadectwa, w tym listy pisane do redakcji Onetu. Nie wykorzystano ich w publikacji.

Stworzyliśmy księdza Stryczka

Z Wiosną przez okrągły rok współpracują tysiące osób. Wszyscy oni wiedzieli, że tekst powstaje, bo kilka miesięcy odbywało się w mediach społecznościowych swoiste przeciąganie liny. Dziś tamta akcja jest przedstawiana jako skandaliczna forma nacisku na wolne media. Nie doszukałem się jednak odpowiedzi na postawione wówczas publicznie poważne zarzuty wobec Onetu, dotyczące nieetycznych zachowań przy zbieraniu wrażliwych danych do materiału („kontaktowali się z nami przerażeni byli pracownicy, do których dodzwonił się dziennikarz, miał poufne informacje o ich zdrowiu, zwolnieniach i miał gotową tezę, że wszyscy pracujący tutaj leczą się”.)

„Krakowska paczka” – tak z kolei zatytułowana jest analiza w ostatnim dwumiesięczniku Press. Zaczyna się od celnego stwierdzenia: „Tekst o mobbingu w Szlachetnej Paczce stawia pytanie o odpowiedzialność dziennikarzy”. Tyle że autor, Mariusz Kowalczyk, chce pociągnąć do odpowiedzialności krakowskie media za to, że przez lata były ślepe na „patologiczne” zachowania ks. Stryczka. Posługuje się przy tym absurdalnymi argumentami: „Zgrzyt co do tego, że duchowny organizujący akcje charytatywne staje po stronie bogatych i silnych, nie mając litości dla biednych i słabszych, był widoczny”.

Z tekstu wynika, że wielu dziennikarzy pod wpływem środowiskowej presji nagle przypomniało sobie, iż w gruncie rzeczy zawsze coś im w księdzu Jacku nie pasowało. Wtedy nie wiedzieli jeszcze co. Teraz wiedzą. Prawda jest taka, że kapłan ten został przez tych samych dziennikarzy wypromowany, a obie strony nawzajem się inspirowały. Większość happeningów promujących Paczkę była wymyślana „pod media”. Metoda budowania struktur Wiosny jako firmy także była kopiowana z rynku. Powielano zarówno dobre, jak i złe rozwiązania korporacyjne. Krzysztof Mazur dla portalu Klubu Jagiellońskiego napisał nawet tekst pod znamiennym tytułem: „To my stworzyliśmy księdza Stryczka”. Próbuje w nim wyciągnąć wnioski z kryzysu modelu zarządzania Wiosną. Choroba, jaka dotknęła stowarzyszenie, nie jest bowiem niczym wyjątkowym. Podobnie jak intryga, rozbijająca niejedną organizację od wewnątrz.

Nie przytulał, wymagał

Reportaż na Onecie zatytułowały jest „Tutaj nie jestem księdzem”. Zdaniem Antoniego Matrasa problemy w Wiośnie mogły brać się z tego, że wielu młodych ludzi, którzy zaczynali tam swoje kariery, oczekiwało odmiennych warunków pracy niż w zwykłej firmie. – Osoby, które akceptowały istniejący regulamin i jasno określone zasady, a rozmawiałem z takimi podczas kontroli, nie zgłaszały zastrzeżeń. Kto jednak miał inne oczekiwania i słabszą konstrukcję psychiczną, mógł się czuć zagubiony, rozczarowany – ocenia inspektor.

Zagubienie wynikało też ze stylu pracy prezesa, który jest bezpośredni w relacjach z pracownikami i lubi prowokować. Najczęściej, by pobudzić do myślenia, nigdy po to, by obrażać. Nie dla wszystkich jest to zrozumiałe, dla wielu irytujące i nieakceptowalne. Jednak opisanie takiego kontrowersyjnego stylu pracy z ludźmi jako „testowana z pasją technika mobbingowa” jest ewidentnym nadużyciem.

– Przyznaję, że prezes jest wymagający, a informacje zwrotne, których udziela, najczęściej są trudne i wymagają pracy nad sobą. Ja również takie sygnały od księdza dostawałam, ale szybko nauczyłam się oddzielać emocje od faktów i wdrażać prośby, które do mnie kierował. Dzięki temu dojrzałam jako pracownik i jako człowiek – mówi Ola, która w Wiośnie kierowała biurem prezesa.

Wszystko pięknie, ale jak poradzić sobie z opowieściami o poniżaniu kobiet? – To największy absurd – oponuje ks. Stryczek. – Wokoło mnie wciąż jest wiele kobiet, byłem inspiratorem grupy Perła Kobiecości. W Wiośnie nie można też mówić o jakiejkolwiek dyskryminacji. Kobiety zajmowały najważniejsze stanowiska, zarabiają według takich samych zasad jak mężczyźni – wylicza. Zaprzecza też wszystkim barwnym anegdotom przytaczanym w Onecie i „Newsweeku”. – Przecież to się nie składa w całość. Jeśli przez tyle lat zajmowałem się pomaganiem ludziom, to w jaki sposób mógłbym potem przestać taki być? Dla jakiej wartości? Po co? Wciąż tego nie rozumiem…

Wygrana wojna

Trudno uciec od pytania o motywy informatorów najmocniej oskarżających ks. Stryczka zajmujących wcześniej w Wiośnie kierownicze stanowiska, wobec których stawiano tam zarzuty… o mobbing. Autor tekstu musiał znać powody, dla których przynajmniej kilka osób występujących w tekście odeszło ze stowarzyszenia. Nie ze względu na charakter prezesa, ale własne działania destrukcyjne. To znane w środowisku fakty, na podstawie których też można było napisać poruszający reportaż, tyle że z inną obsadą roli głównej. Wiele mówiący cytat pojawił się w „Newsweeku”: „Moja rozmówczyni przyznała, że – jako jedna z inicjatorek powstania tekstu – ma satysfakcję z wygranej wojny”. A więc od początku tylko o to chodziło…

Wróćmy jednak do zadanego pytania: jakie dobro wyniknęło z głośnego reportażu? Komu pomógł? Na pewno nie Szlachetnej Paczce. Onet musiał liczyć się z konsekwencjami tak mocnego ataku. Joanna Sadzik, nowa prezes Wiosny, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówi: – Pamiętam, jak na korytarzu telewizji jedna ze znanych osób zapytała mnie: „To Paczka jeszcze istnieje? Po tym, co się stało?”. Z prawdopodobieństwem bliskim pewności można uznać, że w wyniku serii wstrząsających publikacji o 5 tys. spadła liczba rodzin, którym udzielono pomocy, a wartość tej pomocy zmniejszyła się o 5 milionów (w porównaniu z 2017 rokiem).

To tak à propos konsekwencji. Nie można udawać, że ich nie ma, i to na wielu poziomach. We wspomnianym wywiadzie pani prezes, zachęcana do wyciągania wniosków, odcina się od… Kościoła. To dość ryzykowna taktyka jak na szefową stowarzyszenia, które wyrosło z duszpasterstwa akademickiego.

Ksiądz Stryczek lubi powtarzać, że kocha Kościół. Planuje kolejną Ekstremalną Drogę Krzyżową. Zamknął już etap Wiosny, ale ma dziesiątki nowych pomysłów. – Jestem przekonany, że ksiądz Jacek znajdzie w Kościele odpowiednie miejsce, by dobrze wykorzystać swoją kreatywność i energię, zarówno w pracy duszpasterskiej, jak i pomocowej – mówi ks. Tomasz Szopa, kanclerz krakowskiej kurii.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Miglans
    24.01.2019 09:28
    Ks. Stryczek dostou od Ponboczka odpowiednie narzedzia uzdrawiania dusz i to jest napewno wazniejszy od kazdyj nawet najszlachetniejszy paczki.To ino ludziom sie zdo ,ze to cos zlego co sie mu zdarzylo . Owszem , obecnosc duchownego w tym dziele jest wyrazem najwyzszej dbalosci o Boskosc dziela.Dlaczego ci tzw zle traktowani posli do spowiedzi do onetu , a nie do spowiednicy???
    "Zyczliwo" konkuryncja je przewaznie rogato , kopytno i ogoniasto.. Niy ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo i tak tera i jo moga liczyc na odpowiedni "paket" Bozych Błogosławienstw za sprawa ks. Stryczka.
    doceń 2
  • CSOG
    24.01.2019 14:33
    Mobbing jest w tej historii akurat najmniej istotny.
    Tak jak nieistotne jest to, czy był czy go nie było. Nie lubię spekulować, a materiałów i tym bardziej wyników śledztwa w tej sprawie nie znam. W prasowych publikacjach natomiast słabością i bolączką jest przekoloryzowanie rzeczywistości. Takie drobne kłamstewka, polegające nie tyle na pisaniu nieprawdy, co dobieranie do tej prawdy słów górnolotnych nieadekwatnych w najmniejszym stopniu do rzeczywistości. Rzeczywistości nawet widzianej w sposób subiektywny. "Zatopić autora najbardziej spektakularnej akcji pomocowej w Polsce". To zdanie nie jest ani śmieszne, ani smutne. Ono jest najzwyczajniej nieprawdziwe. Księdza Jacka nikt i w żaden sposób nie "zatopił". Każdego dnia bez powodu traci pracę tysiące osób. Tyle tylko, że odbywa się to w cichej rozpaczy domowych ognisk. Tysiące osób traci pracę i źródło utrzymania rodziny. Czy ksiądz Jacek został postawiony w takiej sytuacji? Jeśli nie, to jaki był sens używania wyrażenia "zatopiony"? I co niby ma oznaczać sformułowanie „najbardziej spektakularna akcja pomocowa”? Na czym autor się opierał podkreślając jej wyjątkowość? Czy Akcja pana Owsiaka jest mniej nagłośniona? Czy Polska Akcja Humanitarna jest mniej ważna? Czy też może chodziło o podskórne i zawoalowane stwierdzenie że Szlachetna Paczka w przeciwieństwie do PCK czy Caritas jest bardziej efektowna niż efektywna? Nie zrozumiałem.
    Nie zrozumiałem jaka jest intencja tworzenia i publikowania nigdzie wcześniej nie wyrażonej myśli, że „ksiądz jest człowiekiem niebezpiecznym”. Bo że ksiądz jest człowiekiem i niczym innym jak człekiem, to chyba niekwestionowalne. Sięganie jednak przesadą dna ironii i absurdu skłania mnie by w odpowiedzi stwierdzić, że Kościół męczennikami stoi, a intryga pewnej gazety pozwoliła księdzu Jackowi dołączyć do tego szlachetnego grona. Powinien być więc wdzięczny. Tylko czy naprawdę o to chodzi w dziennikarstwie chrześcijańskim? Żeby podążać, może na razie jeszcze nie treścią, ale już formą języka do tych wzorców dziennikarstwa, które właśnie stara się autor skrytykować. Bo albo odrzucamy zasadę „wszystko jest dozwolone aby tylko zdobyć czytelnika”, albo przywiązujmy uwagę do języka którym się posługujemy. Forma jest współistotna treści. Dlatego jeśli język jest nam zawadą w rzetelnej komunikacji… O nie! Nie odcinajmy sobie języków. Mogą się przydać przy jedzeniu, jednak w komunikacji może przejdźmy na migowy. Nie ujmuję nic z szacunku jakim darzę księdza Jacka. Chciałbym tylko aby dziennikarstwo wróciło do misji swojej rzetelności. Również w aspekcie prawdy zawartej w formie.
    doceń 9
  • MaOc
    27.01.2019 21:21
    "Idee mają konsekwencje"
    I w sumie nic bardziej nie obciąża ks. Stryczka, jak jego idee, na szczęście ignorowane przez znaczącą większość wolontariuszy "Szlachetnej Paczki" jak i "Ekstremalnej Drogi Krzyżowej".
    "Pan Jezus nie nakazał się dzielić" (to cytat z ks. Strzyczka, jakby ktoś nie wiedział), to chyba najlepszy skrót idei materialistycznego liberalizmu, który wyłazi z każdej wypowiedzi rzeczonego.
    A, to nie jest "akcja pomocowa", tylko dosłownie rozumiana inwestycja. Analiz, cytatów i przykładów na potwierdzenie jest dostępna, wystarczy poszukać.

    A co do argumentu "PIP nic nie znalazła", to pytanie - od kiedy we firmach dokumentuje się mobbing?
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL