Byłam w escape roomie trzy razy: służbowo, w ramach spotkania integracyjnego i prywatnie – mówi Olga, 31-letnia pracownica warszawskiej korporacji. – Raz trzeba było wydostać się z bezludnej wyspy. Znajdowaliśmy mapy zawierające podpowiedzi, co robić dalej. Innym razem sala przypominała miejsce zbrodni. Wskazówki były m.in. na ciele ofiary. Trzecim razem pokój przypominał szpital psychiatryczny. Na zdjęciach rentgenowskich znajdowały się kody mające nas prowadzić do kolejnych zagadek. Podpowiedzi były też w kartotece pacjenta. Podczas służbowych wypadów w większej grupie udawało nam się wydostać. Prywatnie poszliśmy w trzy osoby i nie daliśmy rady.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








