Nowy Numer 16/2019 Archiwum

Bez wyjścia

Miały znaleźć drogę ucieczki. Nie znalazły. Po dwóch dniach od tragedii skontrolowano 178 polskich escape roomów. Aż 120 z nich nie spełniało wymogów przeciwpożarowych. Czy nasze narodowe porzekadło: „Przepisy są po to, by je łamać” nadal będzie brzmiało tak niewinnie?

To miały być niezapomniane urodziny. Dla piętnastolatek z Koszalina pokój tajemnic urządzony w budynku mieszkalnym przy ul. Piłsudskiego okazał się śmiertelną pułapką. W piątek 4 stycznia po godz. 17 w escape roomie wybuchł pożar, a Amelia, Małgosia, Karolina, Wiktoria i Julia nie miały żadnych szans na ucieczkę.

Powód pożaru? Ulatniający się gaz, rozszczelnienie butli zainstalowanych w piecykach. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. Odpowiedzialny za ich bezpieczeństwo 25-letni pracownik pokoju tajemnic nie zdążył z odsieczą i sam został ciężko poparzony. Pożar wybuchł w poczekalni, odcinając go od możliwości udzielenia dziewczynom pomocy.

Strażacy byli na miejscu zdarzenia już po kilku minutach, a po kilkunastu ugasili pożar. Ekspertyzy wykazały sporo uchybień w obiekcie: urządzenia grzewcze znajdowały się zbyt blisko materiałów łatwopalnych, a instalacje elektryczne były prowizoryczne. Nie było drogi ucieczki.

Właściciel obiektu, 28-letni Miłosz S., został zatrzymany i przewieziony do Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. Usłyszał zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które w nim zginęły.

Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania i dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałyby uczestnikom opuścić pomieszczenie. Nie przyznał się do winy. Sprawą zajęła się prokuratura.

Mądry Polak po szkodzie

Tragedia wstrząsnęła Polską. Minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński zlecił Komendantowi Głównemu Państwowej Straży Pożarnej kontrolę podobnych pokojów zagadek na terenie całego kraju.

Do czasu zakończenia inspekcji strażacy zalecili wstrzymanie się od korzystania z takich obiektów. Nad Wisłą działa 1027 podobnych atrakcji (w samej stolicy 122). Escape room to coraz popularniejszy sposób spędzania wolnego czasu i pomysł na organizowanie z przyjaciółmi urodzin (wiem coś o tym, bo mam w domu dwoje nastolatków). Pierwsze kontrole okazały się druzgocące. Już po dwóch dniach sprawdzono 178 escape roomów, a jednie 58 z nich spełniało wymogi przeciwpożarowe. W trzynastu uchybienia były na tyle rażące, że obiekty zostały zamknięte − podsumował dotychczasowe wyniki komendant główny Państwowej Straży Pożarnej Leszek Suski.

Jak to działa?

Mrocznie? Tajemniczo? Cała frajda polega na tym, by poczuć na plecach dreszczyk grozy. Młodzież ucieka w świat wirtualny. Wystarczy zerknąć na wynik sondażu zorganizowanego przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie, w którym ponad 6 tys. uczniów z polskich szkół w wieku od 11 do 18 lat odpowiadało na pytanie: „Ilu masz przyjaciół?”. Odpowiedzi?: 400, 500. Niektórzy deklarowali jednak wprost: „Nie mam żadnych przyjaciół, bo nie mam konta na Facebooku”. To pokazuje, jak bardzo młode pokolenie wsiąknęło w świat wirtualny. Escape room to podróż w odwrotną stronę – gra przeniesiona z zabawy online do świata rzeczywistego. Pierwsze takie pokoje powstały przed trzydziestu laty w świecie wirtualnych gier. Umieszczenie rozgrywki w realu okazało się strzałem w dziesiątkę. Gracze sprzed ekranu zostali wrzuceni w wir wydarzeń i, działając w grupie, musieli rozwikłać zagadki, by wydostać się z pokoju.

O co chodzi? O ucieczkę, wydostanie się z zamkniętego na klucz pomieszczenia. By to uczynić, trzeba rozwiązać zagadki, pogłówkować i zdać egzamin z grupowej współpracy (do rozgrywki potrzeba minimum dwóch osób), by przed wyznaczonym czasem (zazwyczaj godziną) wyjść z tajemniczego pokoju. Liczy się pomysłowość, zdolność logicznego myślenia i umiejętność pracy w grupie (zabawa uczy współpracy i komunikacji). Zegar tyka, a największym wrogiem rozwiązującej szyfry ekipy jest nieubłaganie uciekający czas. Escape roomy mają różne profile: rycerskie, muzealne czy przypominające laboratoria.

Po koszalińskiej tragedii pojawiły się głosy, że przyczyna katastrofy leży w samej zasadzie działania pokoju tajemnic. Jasne, model pomieszczeń z ograniczonym dostępem nie ułatwia ewakuacji, ale krytyka ta przypominała motywacje dziewiętnastowiecznych robotników niszczących maszyny. Winien nie był model zabawy, ale poważne uchybienie ograniczające możliwości ucieczki przed niebezpieczeństwem, prowizoryczne instalacje i nieszczelność butli z gazem.

Niech was ręka Boska broni

– Strażacy przegrali walkę nie ze swoim brakiem profesjonalizmu, ale z tymi, którzy kierując się chęcią łatwego zysku, narazili dzieci na niebezpieczeństwo – podsumował minister Joachim Brudziński. I dodał: – Żądam od polskich przedsiębiorców, by zysk nigdy nie stał przed bezpieczeństwem najmłodszych. Niech was ręka Boska przed tym broni. Sprawiedliwość was dosięgnie, oby już nigdy dopiero po tak tragicznych wydarzeniach.

„Przepisy są po to, by je łamać” − ileż razy słyszałem ten zwrot, powtarzany nad Wisłą od żłobka do nagrobka. Brzmi niewinnie. Do czasu, gdy tryby maszynerii, która jakoś się kręci i działa jak najtańszym kosztem, nagle przeraźliwie zazgrzytają.

Escape roomy powstają w Polsce często w dobudowanych do domów jednorodzinnych oficynach czy garażach. Firmy rejestrujące działalność w budynkach jednorodzinnych nie podlegają tak rygorystycznym przepisom przeciwpożarowym jak przedsiębiorcy funkcjonujący w obiektach użyteczności publicznej: nie muszą występować o pozwolenie na prowadzenie w lokalu konkretnej działalności gospodarczej ani zgłaszać przedsięwzięcia do terenowego oddziału straży pożarnej. Wystarczy, że zarejestrują działalność w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Właściciel budynku jest obowiązany przestrzegać przeciwpożarowych wymagań techniczno-budowlanych, instalacyjnych i technologicznych, a także wyposażyć budynek lub teren w urządzenia przeciwpożarowe i gaśnice. Ma również obowiązek zadbać o konserwację i naprawy urządzeń przeciwpożarowych oraz, co najważniejsze, zapewnić osobom w nim przebywającym możliwość ewakuacji i przygotować budynek do prowadzenia akcji ratowniczej.

Stanęliśmy jak wryci

Niedzielę ogłoszono w Koszalinie dniem żałoby. Zrezygnowano ze wszystkich imprez kulturalnych, a biskup Edward Dajczak odwołał Orszak Trzech Króli, który miał przejść ulicami miasta. „Ta niewyobrażalna tragedia nie pozwala nam na radosne świętowanie. Chcemy również w taki sposób wyrazić naszą solidarność z tymi, którzy cierpią” – napisał w oficjalnym komunikacie. „Jako pasterz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej zginam kolana przed Bogiem i proszę Go o miłosierdzie dla tych, którzy ponieśli śmierć, oraz dla ich bliskich” – czytamy.

Biskup przewodniczył Mszy św. w intencji ofiar i ich rodzin, odprawionej w koszalińskiej katedrze. Zebrane datki przeznaczono na pomoc rodzinom ofiar. Zbiórkę pieniędzy prowadziła również Caritas, a Okręgowa Izba Adwokacka zapowiedziała bezpłatną pomoc prawną.

− Stąd zawsze wyruszaliśmy z naszym orszakiem. Dzisiaj stoimy. Zatrzymało nas życie. Zatrzymało nas w zdumieniu, że jest aż tak kruche. Niby wszyscy to wiemy, ale stanęliśmy jak wryci i nie możemy zrobić kroku – mówił biskup Dajczak do tłumu zgromadzonego 6 stycznia na Rynku Staromiejskim. − Dziękuję, że tu jesteście. Płaczą tylko ci, którzy mają serce.

Pod budynkiem escape roomu zapłonęło morze zniczy przyniesionych przez mieszkańców Koszalina.

W sobotę na Mszy św. w kościele św. Kazimierza Królewicza (na terenie parafii leży Szkoła Podstawowa nr 18, do której chodziły nastolatki) katecheta ks. Wojciech Pawlak powiedział: – Cisza jest chyba najbardziej wymownym znakiem, jaki jest nam teraz najbardziej potrzebny. Ta cisza, w której serce jest rozdarte i w której to serce krzyczy, chociaż nie słychać głosu. Ta cisza, która będzie nam towarzyszyła, gdy człowiek nie chce niczego słuchać, choć szuka ukojenia. Trzeba nam się z nią mierzyć. Z tą ciszą, od której na co dzień tak bardzo uciekamy, a która jest teraz gorzkim lekarstwem. W nocy, o pierwszej, kiedy wróciłem do domu, otworzyłem e-dziennik i każdej z pięciorga uczennic postawiłem z religii szóstkę. Bo im się należała – powiedział katecheta (jego deklarację młodzi nagrodzili gromkimi brawami). A potem wystawiłem im wzorowe zachowanie, bo takie im się należało. Obiecałem im te szóstki na koniec roku. Mają je dzisiaj i na zawsze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji