Nowy numer 8/2019 Archiwum

Idą, bo ziemia krzyczy przejdź do galerii

– Przez te trzy stopnie, o które wzrosła temperatura Pacyfiku, mamy na Filipinach niespotykane dotąd potężne tajfuny – wyjaśnia Yeb Saño z Tacloban. – W ostatnim zginęło wielu moich znajomych – dodaje. Już dwa miesiące idzie na czele „pielgrzymki klimatycznej” z Watykanu do Katowic.

Każdy nasz krok jest modlitwą – mówi Yeb, pielgrzymujący z bratem, który w 2013 r. po przejściu tajfunu Haiyan wydobył z ruin 73 ciała swoich sąsiadów. – Idąc, modlę się, żeby mój kraj był bezpieczniejszy. Filipiny to ponad siedem tysięcy wysp z malowniczymi plażami, które teraz są zagrożone z powodu skutków ocieplenia klimatu. W ataku ostatniego supertajfunu zginęło tam ponad 6300 osób. – Modlę się za tych, którzy stracili wtedy życie, ale też za moje dzieci, żeby żyły w spokojniejszym i przyjaźniejszym świecie.

Jego syn Yanni za dwa tygodnie skończy piętnaście lat, córka Marianne jest 12-latką. Na Filipinach zimą temperatura nie spada poniżej plus 20 stopni, dlatego dla Filipińczyków pielgrzymka w niskich temperaturach stanowi wyzwanie. – Ale mojego poświęcenia nie można równać z udręczeniem ludzi na skutek zmian klimatu – mówi.

Dziś pod Ołomuńcem w Czechach, gdzie spotykamy się na trasie, jest minus osiem. Yeb przyznaje, że w plecaku niesie ręcznie tkany, tradycyjny filipiński szal, który jednak nie starcza, by się ogrzać. Dlatego włożył cztery warstwy ubrań. – Nasza mama Nympha kibicuje nam i codziennie na Facebooku sprawdza, co robimy – uśmiecha się. – Teraz pewnie martwi się, że w Czechach doskwiera nam mróz. Jestem pewien, że przyśle dziś wiadomość, że mamy się ciepło ubrać.

Chciwi, aroganccy

Wyruszyli 4 października z placu przed bazyliką św. Piotra w Rzymie. Przedtem przyjechali na spotkanie z papieżem Franciszkiem z Filipin, kilku innych krajów wyspiarskich Pacyfiku, ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec. To dlatego, że poruszyła ich encyklika Laudato si’, w której Ojciec Święty napisał, trafnie diagnozując przyczyny problemu, że „krzyk zniszczonej ziemi jest również wołaniem zamieszkujących ją ubogich”. „Idąc, wyrażamy solidarność z najbardziej narażonymi na kryzys klimatyczny braćmi i siostrami, których dotknęły skutki niesprawiedliwości społecznej. Z powodu emisji CO2 najwięcej cierpią biedni tego świata, których nikt nie chce słuchać, bo nie mają pieniędzy” – wyjaśnili w swoim przesłaniu. Pokonali ponad 1500 km, przemierzając Włochy, Słowenię, Austrię, Słowację, Czechy. Katowice są dla nich takie ważne, bo obradujący tam zdecydują, w jaki sposób tzw. umowa paryska podpisana na szczycie klimatycznym w 2015 r. będzie wprowadzona w życie. Właśnie do stolicy Francji po raz pierwszy pielgrzymowali pod egidą Światowego Ruchu Katolickiego na rzecz Walki ze Zmianami Klimatu i ze wsparciem Greenpeace’u. Yeb wymyślił tę pielgrzymkę, podczas której codziennie modlą się i starają uczestniczyć w nabożeństwach, bo jest katolikiem, podobnie jak 90 milionów Filipińczyków. Wie, że siła tkwi we wspólnocie wiernych i działających na rzecz idei. – Kryzys związany ze zmianami klimatycznymi nie dotyczy wyłącznie ochrony środowiska, ale przede wszystkim jest objawem naszego kryzysu duchowego – uważa. – To prawdopodobnie najpoważniejszy problem, przed jakim stanęła ludzkość w całej swojej historii. Można go wyjaśnić za pomocą trzech słów kluczy, pokazujących, co zdominowało naszą rzeczywistość. To chciwość, apatia, arogancja.

Yeb podkreśla, że razem z nim idą nie tylko ludzie różnych wyznań, ale i niewierzący, którzy potrafią się dogadać, udowadniając, że można się jednoczyć dla sprawy. To długa pielgrzymka, dlatego liczba jej uczestników stale się zmienia – nie każdy może wziąć dwa miesiące urlopu. Niektórzy pielgrzymi dołączają do nich na kilka dni, tak że stale wędruje kilkunastoosobowa grupa.

Jeden tydzień

Yeb ma 44 lata i już od studiów jest zaangażowany w działania na rzecz walki z ociepleniem klimatu. Kiedy 8 listopada 2013 r. tajfun o niezwykłej sile uderzył w Filipiny, przebywał właśnie w Warszawie na szczycie klimatycznym COP19 jako główny negocjator i wiceminister ds. zmian klimatu w rządzie swojego kraju. – Konferencja rozpoczęła się trzy dni po kataklizmie, nie wiedziałem, czy mój brat żyje – wspomina. – Okazało się, że ocalał, ale zginęli nasi bliscy i przyjaciele – dodaje. Wtedy w proteście przeciwko brakowi sukcesów w negocjacjach klimatycznych ogłosił strajk głodowy, a jego płomienną przemowę usłyszeli nie tylko zebrani delegaci, ale też ponad 1,2 mln osób na YouTubie. Wyjaśnia, że Filipiny leżą w tzw. obszarze tajfunowym i co roku przetacza się przez nie około 20 tajfunów. Ale od dwóch dekad wzrasta ich moc. Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych i Japonii stwierdzili, że to skutek podwyższonej o trzy stopnie temperatury powierzchniowej Pacyfiku. Kiedy zobaczył, jaką klęskę spowodował w jego kraju tajfun, Yeb zrezygnował z etatu wiceministra i zaczął współpracować z różnymi społecznościami walczącymi o wstrzymanie procesu ocieplenia klimatu. Dziś jest dyrektorem wykonawczym Greenpeace na Azję i Oceanię. Nieustannie jeździ po świecie, animując działania klimatyczne. – Z tego powodu przez ostatnie tysiąc dni udawało mi się być z rodziną jeden tydzień w miesiącu – mówi. – Na szczęście codziennie rozmawiamy przez internet – dodaje. Czuje, że bliscy go wspierają, zwłaszcza żona Eunice, która jest prawnikiem i zajmuje się przygotowywaniem regulacji prawnych dotyczących ochrony środowiska. – Wie, że robię to nie tylko dla siebie – wyjaśnia. – Idący w pielgrzymce myślą o przyszłości świata i okazują solidarność z cierpiącymi na skutek ocieplenia klimatu. Musimy zająć się tymi, którzy sami nie potrafią walczyć o swoje.

Yeb podkreśla, jak ceni sobie to, że pielgrzymuje z nim jego brat A.G. Saño. – Jemu jest łatwiej, bo nie ma dzieci i dysponuje czasem – mówi. A.G. Saño od tragedii sprzed pięciu lat stale dołącza do kolejnych marszów organizowanych w różnych częściach świata na rzecz powstrzymania zmian pogodowych.

Louise Peltier już po raz drugi jest koordynatorką pielgrzymki. Pochodzi z Rouen położonego w zachodniej Francji, zawodowo zajmuje się tłumaczeniem z hiszpańskiego i angielskiego. Studiowała ochronę środowiska, więc ma profesjonalne przygotowanie do tematu, który leży jej na sercu. Przejęła się zmianami klimatycznymi 10 lat temu, po obejrzenia kilku filmów edukacyjnych. Była wtedy studentką Katolickiego Uniwersytetu w Leuven w Belgii.

Uważa, że stanęliśmy przed problemem klimatycznym, ale i moralnym, bo nie umiemy współdziałać. Jesteśmy indywidualistami nauczonymi, że aby przetrwać, trzeba ze sobą konkurować. – Tak skonstruowano mechanizmy działania gospodarki – mówi. – Musisz mieć lepsze oceny niż inni, sprzedawać więcej niż inni. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo aby przetrwać, musimy współdziałać. Ludzie są o wiele słabsi niż lwy, słonie czy aligatory. Możemy przetrwać, jeżeli będziemy się trzymać razem i wzajemnie o siebie dbać. Jezus dał nam przykazanie miłości. Trudna walka o wstrzymanie ocieplenia klimatu jest przykładem, jak trudno wprowadzić je w życie.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji