Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Historia jednej symfonii

Dzieło muzyki poważnej sprzedające się niczym najbardziej kasowe produkcje popkultury? Proszę bardzo: III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego.

Czwarte z kolei nagranie arcydzieła Góreckiego, dokonane w 1992 r. pod batutą Davida Zinmana, rozeszło się w ponadmilionowym nakładzie, osiągając czołowe miejsca w rankingach sprzedaży po obu stronach Atlantyku. Skąd tak wielki sukces tej kompozycji – przecież trudnej, na wskroś współczesnej?

Tajemnica duszy

„(…) okazuje się, że na forum ogólnoświatowym wciąż istnieje zapotrzebowanie na muzykę, która wciela i łączy najwyższy poziom artystyczny, różnorodne tradycje, proste i dostępne piękno, ponadczasową, ogólnoludzką treść i głęboki wymiar duchowy. Można by nawet rzec, że powodzenie »Symfonii pieśni żałosnych« poniekąd przywraca nam wiarę w możliwość powszechnego odbioru tego rodzaju dzieł – w sytuacji zalewu pseudoartystyczną tandetą” – pisze trafnie muzykolog Krzysztof Lipka we wprowadzeniu do jednego z nowszych wydań utworu. Stwierdza też, że zjawisko popularności symfonii Góreckiego „domaga się wręcz odrębnego analitycznego studium estetyczno-socjologicznego”.

Nie mamy tu oczywiście miejsca na takie studium, ale czy moglibyśmy podać przynajmniej kilka potencjalnych powodów szerokiego echa, jakim odbiło się w świecie melomanów dzieło Góreckiego? Wydaje się, że jest to tajemnica, która sięga najgłębiej, dotyka samego dna ludzkiej duszy. Oczywiście na siłę oddziaływania symfonii z pewnością w jakimś stopniu wpływa już sam temat cierpienia śmiertelnie rozłączonych – matki i dziecka. To motyw silnie zakorzeniony w kulturze – od Niobe, przez Pietę, aż po dzieła współczesne – ale tu wyrażony ze szczególną mocą, wynikającą ze zderzenia ze sobą trzech pozornie odległych od siebie tekstów: średniowiecznego „Lamentu świętokrzyskiego”, inskrypcji odczytanej na ścianie hitlerowskiej katowni w Zakopanem i lamentacji ludowej nad losem śląskiego powstańca. Zestawienie źródeł pochodzących z różnych epok podkreśla ponadczasowość motywu, a na to wszystko nakłada się jeszcze zmiana punktu widzenia: pierwsza i trzecia część zostały napisane z perspektywy matki, która straciła dziecko, a część druga – z perspektywy dziecka oddzielonego od matki.

Lament w czystej postaci

„Symfonia pieśni żałosnych” została ukończona w 1976 r. Pisząc ją, Henryk Mikołaj Górecki miał już za sobą doświadczenie twórcy awangardowego, eksperymentującego z atonalnością, dodekafonią, aleatoryzmem – czyli tymi wszystkimi nurtami, które zrywają z tradycyjnym myśleniem o harmonii, a nawet wprowadzają do sztuki kompozytorskiej element przypadku. Na tym tle III Symfonia jawi się jako powrót do tradycji, choć oczywiście jest to ciągle tradycja przełamana eksperymentem. Kompozytor wyraźnie redukuje tu środki, by jeszcze bardziej pogłębić nastrój podporządkowany tekstowi. „Wydaje się, że po tak licznych i różnorodnych próbach dotarcia do pełni własnej artystycznej prawdy kompozytor ostatecznie doszedł do wniosku, że sama tkanka muzyki absolutnej nie jest w stanie jej wyrazić” – pisze Krzysztof Lipka. Dlatego tekst, zredukowany do „absolutnie koniecznej esencji” i kierujący uwagę słuchacza ku sprawom wieczności, staje się u Góreckiego istotną częścią kompozycji.

Historię powstania utworu ciekawie opisuje Maria Wilczek-Krupa w wydanej właśnie książce „Górecki. Geniusz i upór”, będącej pierwszą pełną biografią kompozytora (piszemy o niej więcej na stronie 64). Okazuje się, że pomysł na III Symfonię zrodził się w Berlinie, do którego Górecki wyjechał na roczne stypendium jesienią 1973 r. „Nie chciała się od niego odczepić ta opolska pieśń, którą usłyszał niedawno. »Kajze mi sie podzioł mój synocek miły?«” – relacjonuje Wilczek-Krupa. „Rozkładający na łopatki i wyciskający łzy z oczu lament matki nad synem, który oddał życie w jednym z powstań śląskich. Zdaniem Henryka – absolutnie zniewalająca poezja, w dodatku ułożona z najzwyklejszych słów. Nie smutek, nie rozpacz, nie płacz ani rezygnacja nawet, ale właśnie lament w najczystszej postaci. Żałość i załamywanie rąk. Ból nie złagodzony niczym”.

Napis na ścianie

A jednak nie od razu pomysł, będący, jak się potem okazało, zalążkiem trzeciej części dzieła, złożył się w całość. Kompozytor, niezadowolony z pierwszych efektów pracy, odłożył ją na pewien czas. Do momentu, kiedy trafiła w jego ręce książka Alfonsa Filara i Michała Leyki „Palace. Katownia Podhala”. To tam znalazł krótki, poruszający tekst inskrypcji zapisanej przez osiemnastoletnią Helenę Wandę Błażusiakównę na ścianie siedziby Gestapo w Zakopanem: „O Mamo, nie płacz, nie – Niebios Przeczysta Królowo, Ty zawsze wspieraj mnie. Zdrowaś Mario”. Górecki od razu pojechał do Zakopanego, żeby zobaczyć to miejsce na własne oczy. „Przykra to była wycieczka, bo w piwnicach hotelu Palace życie toczyło się właściwie normalnie. Tam, gdzie niegdyś katowano ludzi, działała pralnia, obok huczała kotłownia. I tylko część napisów zachowanych na ścianach przypominała o piekle, jakie przeszło trzydzieści lat wcześniej zgotowali aresztowanym góralom Niemcy” – notuje Maria Wilczek-Krupa.

Kompozytor wiedział już, że napis na ścianie stanie się częścią jego dzieła. Brakowało jednak jeszcze trzeciej części, która spięłaby całość klamrą. I znowu „przez przypadek” w zbiorze poezji religijnej „Z głębokości” natknął się na „Lament świętokrzyski” – arcydzieło poezji średniowiecznej, monolog Maryi bolejącej pod krzyżem. To on otwiera symfonię, nadając jej od początku perspektywę sakralną i uświęcając jednocześnie ból dwóch pozostałych bohaterek tekstu. W ten sposób powstało dzieło mistyczne. Ten mistycyzm słychać przede wszystkim w muzyce: w niepokojącym narastaniu partii instrumentalnej i liryzmie partii wokalnej pieśni pierwszej, w zderzeniu jasnych i mrocznych dźwięków w modlitewnie skupionej pieśni drugiej i wreszcie w pieśni trzeciej, gdzie „kapiący” pojedynczymi nutami fortepian i delikatne brzmienie orkiestry stanowią tło przejmującego sopranu.

Antyprzebój

Co ciekawe, arcydzieło Góreckiego nie od razu spotkało się z życzliwym przyjęciem krytyki. Recenzenci wysuwali kuriozalne zarzuty: że „to nie jest muzyka współczesna” albo że – jak relacjonuje te głosy Wilczek-Krupa – kompozytor „napisał muzykę tak rozwleczoną, że aż sprzeczną z naturą człowieka”. I choć wśród krytyków pojawiały się też głosy przeciwne, mówiące o niekłamanym wzruszeniu, czy wręcz o katharsis przeżytym podczas słuchania utworu, to oskarżenia o kicz, szarlatanerię, prostactwo nie należały wówczas wcale do rzadkości. Do Góreckiego przylgnęło krzywdzące określenie „muzyczny Nikifor” i nie chciało się od niego odkleić.

Do czasu jednak. To, co wydarzyło się w 1992 r., po emisji drugiej części symfonii w brytyjskiej stacji Classic FM, przeszło najśmielsze oczekiwania kompozytora i z nawiązką zrekompensowało mu wcześniejsze niedocenienie. „Słuchali jej taksówkarze dla uspokojenia nerwów, kiedy tkwili w korkach. Słuchali kierowcy tirów podczas długich wojaży po kraju. Puszczano ją w sklepach, kawiarniach i kinach. Po kilku miesiącach, w lutym 1993 roku, zajęła szóste miejsce na liście przebojów różnych gatunków muzycznych, wyprzedzając najnowsze produkcje Madonny, Nirvany i Stinga. Górecki otrzymał srebrną i złotą płytę i stał się największą muzyczną sensacją Londynu” – opowiada w swojej książce Maria Wilczek-Krupa, dodając, że to zbiorowe szaleństwo wkrótce przeniosło się za ocean.

Trudno w sposób racjonalny wytłumaczyć fenomen „Symfonii pieśni żałosnych”. Bo przecież według współczesnych kategorii jest ona raczej antyprzebojem – przez swoje powolne tempo, „nieradiową” długość poszczególnych części, trudne dla przeciętnego słuchacza rozwiązania harmoniczne. A jednak okazało się, że w pędzącym, pełnym blichtru świecie ciągle potrzebujemy prawdziwego piękna – dzieł, które dotykają rdzenia naszej duszy. Najkrócej wyraził to chyba Wojciech Waglewski: „III Symfonia jest dziełem genialnym. Mnie, wychowanego głównie na muzyce bigbitowej i etnicznej, mówiąc kolokwialnie: poraziła. To jest dowód na istnienie Boga”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL