Nowy numer 50/2018 Archiwum

Zielona mina

W nauczaniu Kościoła troska o środowisko naturalne wynika z istoty religii. W niektórych nurtach lewicowych jednak to ekologia stała się poniekąd nową religią. Czy to jedyny powód, dla którego katolicy trochę odpuścili ten temat?

Teoretycznie nie ma chyba nic innego, co mogłoby bardziej łączyć ludzi – niezależnie od pochodzenia, rasy, wiary, poglądów politycznych. Każdy przecież ma potrzebę – mówiąc najprościej – życia w zdrowym środowisku, oddychania czystym powietrzem i doświadczania piękna przyrody. W praktyce jednak od kilkudziesięciu lat można zaobserwować stopniową polaryzację: środowiska szeroko rozumianej lewicy tak mocno weszły w problematykę ekologiczną, że z czasem zaczęto je utożsamiać z ruchem ekologicznym. Niejako w odpowiedzi na to zawłaszczenie nurty bardziej konserwatywne zaczęły z coraz większą nieufnością traktować tzw. wrażliwość ekologiczną. Odbiło się to również na podejściu chrześcijan, w tym katolików, do kwestii związanych z ekologią. Z jednej strony niektórzy ulegli nowej lewicowej narracji, z drugiej natomiast wytworzył się pewien rodzaj „katolickiej alergii”, żeby nie powiedzieć – znieczulicy, na problematykę ekologiczną. Stało się to wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła, które w encyklikach i przemówieniach, zwłaszcza kilku ostatnich papieży, jest jednoznaczne: ekologia ma również wymiar moralny. Nie jest tak dlatego, że ruchy lewicowe narzuciły swoją ideologię Kościołowi, ale dlatego, że wynika to wprost z Biblii. I ze zdrowego rozsądku. W praktyce sprawa jest dość skomplikowana. Ochrona środowiska i szeroko rozumiana ekologia to obszary, w których chrześcijanie mogą i powinni spotkać się z tymi, którzy wrażliwość ekologiczną wywodzą z innych źródeł. Są jednak takie punkty, w których spotkanie i współpraca są obiektywnie niemożliwe, a nawet wymagają wyraźnego sprzeciwu.

Dostępne jest 18% treści. Chcesz więcej? Wykup dostępu do całego artykułu. Cena 1,23. Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł
  • tomtom
    07.12.2018 10:23
    Przede wszystkim Kościół musi przedefiniować paradygmat: "Czyńcie sobie Ziemię poddaną". W ogóle trudno zrozumieć dlaczego tak wielu księży, czy gorliwych katolików odczytuje te słowa bezpośrednio. Przecież od dłuższego już czasu, KK akceptuje teorię ewolucji i poleca traktować Stary testament alegorycznie - a głównie księgę Rodzaju gdzie te słowa padają. Można być wierzącym albo nie, lewicowym albo prawicowym, ale w związku z ekologią i związaną z tym etyką należałoby się oprzeć na zdrowym rozsądku i wewnętrznym poczuciu sprawiedliwości zwłaszcza w odniesieniu do innych gatunków. Jak dla mnie kwestie ekologiczne zaczynają się na własnym podwórku, choćby w sposobie traktowania zwierząt (wciąż tak często na wsiach i nie tylko to dramat) na co Kościół niestety rzadko reaguje. Nie da się być ekologiem, a równocześnie traktować podle towarzyszące nam stworzenia. Natomiast przekaz: "dbasz o środowisko albo zwierzęta to jesteś lewakiem" jest z gruntu nieuczciwy podobnie, jak "bardziej dbasz o zwierzęta, niż ludzi". Te slogany są zwyczajnie toksycznymi stereotypami.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji