Nowy numer 42/2019 Archiwum

Dekarbonizacja – jakim kosztem?

O znaczeniu konferencji klimatycznej w Katowicach mówi Dominik Kolorz, przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko--Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Andrzej Grajewski: Wybiera się Pan na konferencję klimatyczną?

Dominik Kolorz: Oczywiście. Polityką klimatyczną zajmujemy się intensywnie co najmniej od 2006 r., a więc nie wyobrażam sobie, abyśmy w tak ważnym spotkaniu mieli nie uczestniczyć. Mamy rządowe przepustki, które dają nam dostęp do wszystkich stref tej konferencji. Natomiast trudno przewidzieć, czy przyniesie ona pozytywny skutek oraz złagodzenie polityki klimatycznej, co byłoby niezwykle ważne dla całego regionu. Niestety głosy, jakie dochodzą ze strony polskiej prezydencji tego szczytu, nie napawają optymizmem. Liczyliśmy na to, i takie były wcześniejsze deklaracje ze strony premier Beaty Szydło, ale także premiera Mateusza Morawieckiego, że na szczycie będziemy się starali prezentować wspólne stanowisko: rządu Rzeczypospolitej oraz strony społecznej. Z przykrością jednak muszę stwierdzić, że takiego wspólnego stanowiska w tej chwili nie ma.

W czym jest problem?

W polityce klimatycznej, mówiąc obrazowo, mamy dwie prędkości. Polityka prowadzona przez Unię Europejską jest bardzo radykalna, jeśli chodzi o redukcję emisji CO2. Ale stanowisko krajów spoza Unii jest już zupełnie inne. Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia paryskiego, Rosja nie respektuje zasad polityki klimatycznej, natomiast Chiny w ogóle nie przejmują się jakimikolwiek ustaleniami w sprawie redukcji emisji CO2. Australia oraz Kanada nie przestrzegają porozumienia z Kioto. Jesteśmy więc przekonani, że restrykcyjna polityka klimatyczna prowadzona przez UE nie tylko nie jest skuteczna, ale prowadzi do negatywnych konsekwencji na całym kontynencie. Rząd nie ma tak zdecydowanego stanowiska. Tymczasem widzimy ogromną hipokryzję w podejściu do polityki klimatycznej w Europie. Wielkie koncerny omijają te ograniczenia, lokując swoją produkcję tam, gdzie energia jest najtańsza, a więc w Chinach, wytwarzających energię z węgla. Taka sytuacja jest wyzwaniem dla Polski, która większość energii pozyskuje z węgla. Z tytułu jego eliminacji będziemy ponosili wielkie konsekwencje gospodarcze i społeczne.

Związek jest przeciwko polityce klimatycznej?

Absolutnie nie, ale chcemy, aby była ona prowadzona racjonalnie i konsekwentnie, bez ideologicznego zacietrzewienia. Ostre normy przyjmowane w Europie niewiele zmienią, jeśli największe potęgi przemysłowe nie będą chciały się do nich zastosować. Odrębną sprawą jest ocena samych zmian klimatycznych oraz tego, jaki wpływ na nie ma działalność człowieka. Jak wiemy, są w tej kwestii różne poglądy. W Katowicach być może zostanie zaprezentowany raport Pozarządowego Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, przedstawiający inne konkluzje, aniżeli te zapisane w raporcie powstałego pod egidą ONZ panelu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu w sprawie oceny zmian klimatycznych. Jesteśmy za prowadzeniem działań mających chronić klimat oraz środowisko, ale zarazem jesteśmy przeciwni arbitralnemu wykluczeniu węgla jako nośnika energetycznego, który może być efektywny i czysty.

Jednak być może w Katowicach zostanie przyjęty program, dotyczący stworzenia tzw. modelu energetyki zeroemisyjnej, czyli wykluczającej pozyskiwanie energii z węgla kamiennego. Jakie byłyby konsekwencje jego przyjęcia?

Zacznijmy od tego, że pojęcie energetyki zeroemisyjnej jest bardzo nieprecyzyjne. Przecież energia pozyskiwana z gazu ziemnego, podobnie jak energetyka jądrowa, nie spełnia tego kryterium.

Jest energia ze źródeł odnawialnych.

Energia zielona jest znacznie droższa aniżeli energia tzw. czarna. Zielona energia jest niewątpliwie przydatna przy likwidacji smogu, ale w skali przemysłowej nie jest w stanie obecnie zaspokoić nawet części potrzeb energetycznych świata. Zresztą węgiel odpowiednio przygotowany może być także wykorzystany w gospodarce komunalnej jako paliwo antysmogowe, mam na myśli tzw. błękitny węgiel. Cały Londyn jest w ten sposób ogrzewany, podobnie jak Walia i Irlandia, gdzie udaje się zwalczać smog.

U nas jednak nie zdecydowano się na to.

Pytanie dlaczego, skoro odpowiednia obróbka węgla jest tańsza, a efekty są bardzo dobre. My idziemy w kierunku termomodernizacji, fotowoltaiki, ale to wszystko jest bardzo drogie. Tymczasem nasze społeczeństwo jest nadal ubogie i w skali masowej nie stać go na takie rozwiązania. Na termomodernizację, nowe piece itd. stać będzie tylko grupę 100+, a więc ludzi mających dochód roczny w wysokości ponad 100 tys. zł. Ta grupa to około 20 proc. populacji produkcyjnej w naszym kraju, a co z ludźmi o niższych dochodach?

Węgiel jednak będzie redukowany w polskim miksie energetycznym. Co w zamian?

Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę, że nie potrafimy w Europie przedstawić skali zmian, jakie nastąpiły w naszej energetyce opartej na węglu. Dzisiaj mamy nowoczesne bloki energetyczne, ich sprawność energetyczna przekracza 50 proc., a emisyjność jest niska. Polska energetyka oparta na węglu przy odpowiedniej modernizacji byłaby w stanie podołać warunkom określonym w tzw. pakiecie zimowym, regulującym stopień emisyjności dwutlenku węgla. Jeżeli zaś chodzi o miks energetyczny, to warto pamiętać, że jeśli sprawdzą się prognozy mówiące o wzroście zapotrzebowania na energię w najbliższych latach, oznaczać to będzie, że zapotrzebowanie na energię pozyskiwaną z węgla nie zmniejszy się. Uwzględniając jednak kurczące się zasoby węgla kamiennego, i tak musimy szukać źródeł alternatywnych. Więcej energii z polskiego węgla nie będziemy w stanie produkować. Dlatego politycy muszą szybko zdecydować o tym, co uzupełni wzrost zapotrzebowania na energię, czy będą to bloki gazowe czy jądrowe.

Energetyka jądrowa jest jednak bardzo droga na etapie inwestycji i tworzy problemy w związku z odpadami radioaktywnymi.

To prawda, dlatego jeszcze raz wracam do tego, że węgiel w tej chwili jest najważniejszym zabezpieczeniem naszych potrzeb energetycznych. Jest najtańszy, mamy go ciągle dużo. Wystarczy jedynie uruchomić w odpowiedniej skali jego obróbkę, aby nie był zagrożeniem dla środowiska naturalnego.

A jak to wygląda w planach rządowych?

Wiosną min. Krzysztof Tchórzewski zaprezentował projekt miksu energetycznego, z którego wynikało, że jeszcze w 2040 r. połowa energii ma pochodzić z węgla. Myślę, że to był dobry kierunek. Jednak nowa strategia energetyczna państwa zakłada, że w 2040 r. ma być już tylko 30 proc. energii z węgla.

Jakie będą tego skutki?

Bardzo poważne, gdyż przyspieszona dekarbonizacja dotyka nie tylko przemysłu, ale przede wszystkim ludzi. Nie tylko zatrudnionych w górnictwie, ale w całym przemyśle ciężkim. Jeśli szczyt klimatyczny w Katowicach zakończy się porozumieniem oznaczającym przyspieszenie polityki dekarbonizacyjnej, to staniemy na Górnym Śląsku przed ogromnymi wyzwaniami społecznymi. Jeśli w ramach polityki zrównoważonego rozwoju chcemy likwidować miejsca pracy „czarne”, nie mówię tylko o górnictwie, i zastępować je „zielonymi”, to powinniśmy wiedzieć, jaka jest skala tej zmiany. Tymczasem w UE nigdy takiej symulacji nie sporządzono. Różne szacunki mówią, że w ostatnim czasie zlikwidowano w Unii ok. 100 tys. „czarnych” miejsc pracy, a stworzono zaledwie 20 tys. miejsc pracy „zielonych”. Dysponujemy szczegółowymi wyliczeniami, dotyczącymi Polskiej Grupy Górniczej, z których wynika, że gdyby zrównoważony rozwój miał polegać na założeniu, że powstaje jedno miejsce pracy za jedno likwidowane w PGG, to aby ten stan osiągnąć, należałoby zainwestować ok. 45 miliardów euro. Podkreślam, że ta suma dotyczy tylko tej jednej spółki, nie mówię tu o innych – węglowych, hutach, stalowniach, energetyce itd.

Kto te środki miałby wyłożyć?

Z pewnością nie Polska, gdyż ich nie ma, natomiast żaden budżet unijny także ich nie przewiduje. Warto przypomnieć, że restrukturyzacja przemysłu ciężkiego na Górnym Śląsku rozpoczęła się w 1998 r. Jej skutki odczuwamy do dzisiaj. Do tej pory czarną dziurą jest wiele terenów poprzemysłowych. To obszary trwale zdewastowane nie tylko pod względem gospodarczym, ale przede wszystkim społecznym. Można zobaczyć, jak to wygląda w Bytomiu, Świętochłowicach, Siemianowicach, na obrzeżach Rybnika, Wodzisławia. Wszędzie tam były zakłady przemysłowe, kopalnie, tętniło życie. Co zaś powstało? Jakieś montownie i warsztaty samochodowe. Pokażę to zjawisko na przykładzie dwóch kopalń: Rymer i 1 Maja. Obok nich funkcjonowały Rybnickie Zakłady Naprawcze. W 1998 r. w tych trzech podmiotach było zatrudnionych ponad 10 tys. ludzi. Wokół nich, licząc skromnie razy dwa, było 20 tys. miejsc pracy. W tej chwili na tym terenie istnieje ok. półtora tysiąca miejsc pracy. Gdzie indziej bilans jest porównywalny. Jeśli zdecydujemy się na przyspieszoną dekarbonizację, efekt będzie podobny, tylko w znacznie większej skali.

A jeśli dekarbonizacja zostanie przesądzona?

Jestem daleki od tego, aby z byle powodu wyciągać flagi i wychodzić na ulicę. Jeśli jednak zostaną przyjęte rozstrzygnięcia oznaczające dekarbonizację bez zabezpieczeń społecznych, bez powstania alternatywnych miejsc pracy, z pewnością nie będziemy się temu biernie przyglądać. Staniemy bowiem wobec problemu, jak bronić naszych miejsc pracy, w ogóle egzystencji Śląska. Myślę, że nikt nie chce powtórki scenariusza z końca 2015 r., kiedy w kilku miastach doszło do społecznych protestów w obronie likwidowanych miejsc pracy. Tym razem może być podobnie, ale skala tych protestów będzie większa. Dekarbonizacja nie dotyczy tylko górnictwa, ale 90 proc. przemysłu na Górnym Śląsku. To byłaby lawina o gigantycznych, negatywnych skutkach społecznych.

Będzie Pan stawiał te problemy w czasie konferencji?

Nie wiem, czy nas w ogóle dopuszczą do głosu. Tak niestety wygląda demokracja na poziomie wielkich tego świata. Jeśli reprezentantów dołów w ogóle dopuszcza się do głosu, to pod warunkiem, że powiedzą to, czego oczekuje góra. •

Dominik Kolorz

Ur. w 1965 r., działacz związkowy od 1988 r., od 2011 r. przewodniczący zarządu Regionu Śląsko‑Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL