Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Nagła grubość radnego

Jak się to stało, że ci ludzie wystawili w wyborach takiego brzydala?

Kiedy człowiek staje się gruby i odrażający? Ano wtedy, gdy zdradzi swoich i przejdzie do konkurencji. Zjawisko to wystąpiło bardzo wyraźnie, gdy niejaki Wojciech Kałuża z Koalicji Obywatelskiej dołączył w śląskim sejmiku do klubu PiS, umożliwiając mu tym samym objęcie władzy w województwie. W tym momencie pan Kałuża nagle zbrzydł. W sieci pojawiły się sugestie, że takiemu warto obić mordę w ciemnej ulicy, a popularnym określeniem jego postaci stało się słowo „grubas” (obok innych, typu: „polityczna prostytutka” czy też „kloaka”). Autorami tych stwierdzeń były często osoby publiczne, politycy czy ludzie kultury. „Ta twarz idealnie pasuje do PiS” – stwierdził na Twitterze Paweł Olszewski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju za rządów PO.

Ja rozumiem wściekłość, jaką wśród niedoszłych rządców wywołał radny swoją decyzją. Już wszystko mieli ustalone, stanowiska podzielone, gąska przywitana, a tu łubudu – i wszystko wylatuje w powietrze. To musi być naprawdę frustrujące. Nie rozumiem natomiast, jak się to stało, że Koalicja Obywatelska wystawiła na jedynce w wyborach grubasa, który ma obijalną mordę, a jeśli twarz, to taką, która idealnie pasuje do PiS?

Skoro na takiego faceta postawiliście, to czemu się teraz dziwicie? Jak on ma taki pisowski wygląd, to może ludzie głosowali na niego, sądząc, że on z PiSu jest? I on teraz po prostu zrealizował prawdziwe oczekiwania swoich wyborców?

Ja tam nie znam pana Kałuży i nie śpieszy mi się go poznawać, ale ten poziom szacunku i mowy miłości w ustach piewców tolerancji wydaje mi się jednak zastanawiający. Tacy ludzie powinni odróżniać argumenty merytoryczne od tych ad personam i od wygłaszania tych drugich powstrzymać się przynajmniej publicznie. Ale nie – jak ktoś zrobił coś brzydkiego, to patrzcie: sam jest brzydki. Gębę ma paskudną, brudne paznokcie i łupież, no i tak śmiesznie chodzi. A skoro tak, to znaczy, że łajza w każdym wymiarze. I już świat staje się kompletny.

To na oko wygląda komicznie, ale właśnie w ten sposób kreuje się ofiary nienawiści. Polega to na przedstawieniu nielubianego człowieka jako w całości złego – wewnątrz i na zewnątrz. Takiego indywiduum nie tylko nie trzeba za nic cenić, ale wręcz nie wolno tego robić. A zatem obywatelskim obowiązkiem jest obić mu jego twarz. Znaczy: mordę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także