Nowy numer 41/2019 Archiwum

Powyborczy krajobraz

Porównując wyniki tegorocznych wyborów samorządowych z tymi z lat poprzednich, można powiedzieć, że największy wzrost poparcia odnotowało Prawo i Sprawiedliwość.

Nasze zwycięstwo w wyborach samorządowych nie podlega najmniejszej wątpliwości – ogłosił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Z kolei przewodniczący PO Grzegorz Schetyna przekonywał, że PiS wyborów nie wygrał, bo ważne są nie tyle faktyczne liczby poparcia, ile możliwość i umiejętność budowania koalicji, których PiS nie posiada, do tego poniósł klęskę w miastach. Najbardziej obiektywne będzie porównanie wyników tegorocznych wyborów z poprzednimi, z 2014 roku, to bowiem pokaże, kto naprawdę zyskał, a kto stracił.

Liczby nie kłamią

Jeśli chodzi o liczbę oddanych głosów, wygrał PiS. Rządząca partia uzyskała 254 mandaty w sejmikach wojewódzkich, podczas gdy KO – 194. PiS wygrał w 9 województwach, natomiast KO w 7. Prawo i Sprawiedliwość poparło o 2 mln Polaków więcej niż przed czterema laty. Z kolei Koalicję Obywatelską, czyli PO i Nowoczesną – o milion więcej.

W wyborach do sejmików wojewódzkich na partię Jarosława Kaczyńskiego głosowało 34,13 proc., natomiast na KO – 26,97 proc., różnica wynosi więc ponad 7 proc. na korzyść PiS. W 2014 r. wynosiła ona tylko 0,4 proc., a zatem progres partii rządzącej jest olbrzymi. PiS osiągnął w sejmikach najlepszy wynik w historii III RP. Jednak zdobycie największej liczby mandatów nie oznacza objęcia rządów, do tego trzeba bowiem mieć większość. Stąd cztery lata temu PiS rządził tylko w jednym sejmiku, a PO wraz z koalicjantami w pozostałych. W tym roku PiS uzyskał większość dającą mu samodzielne rządy w 6 województwach, a obecnie prowadzi rozmowy z ewentualnymi koalicjantami, więc może objąć kolejne – największe szanse ma w sejmiku opolskim. Z kolei PO ma samodzielną większość jedynie w jednym sejmiku, ale jeśli wejdzie w koalicję, może objąć nawet 10.

Jednocześnie PiS odniósł porażkę w miastach. Na 107 prezydentów KO ma 22 reprezentantów, a PiS tylko 4. W 2014 r. PO zdobyła 23 miasta, a PiS 7. Zwycięzcami zostali kandydaci startujący z własnych komitetów, którzy objęli 77 miast (cztery lata temu 67).

Kryterium aspiracji

Obecne wybory rozpoczęły cykl głosowań – w maju przyszłego roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a w październiku parlamentarne. Wybory samorządowe były traktowane jako sprawdzian poparcia wśród Polaków. Politycy PiS nie ukrywali, że liczą w sejmikach wojewódzkich na poparcie, które przełożone na wybory parlamentarne będzie wskazywało, iż znów osiągną w nich wynik pozwalający samodzielnie rządzić. Podjęli też walkę w miastach, wystawiając m.in. młodych, ambitnych polityków w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku. Sprawdzian nie wypadł tak, jak by sobie życzyli. Co prawda poszerzyli liczbę wyborców, ale główny konkurent do władzy – KO również. Zwycięstwo w sejmikach nie jest na tyle duże, aby wskazywało na możliwość zdobycia samodzielnej większości w wyborach parlamentarnych, choć tego nie wyklucza.

Kluczem jest centrum

Wybory samorządowe pokazały, że PiS popierają ludzie z małych miejscowości i prowincji, natomiast KO mieszkańcy miast. Pojawiają się opinie, że mamy do czynienia z podziałem klasowym na mniej zamożnych i słabiej wykształconych zwolenników PiS oraz bogatszych i wykształconych wyborców KO. Nie jest to słuszna diagnoza, nie uwzględnia bowiem konserwatywnego elektoratu miast, który przed głosowaniem na PiS powstrzymują zbyt radykalna retoryka i działania tej partii, a także odejście od wartości chrześcijańskich np. w sprawie zakazu aborcji. W powyborczej refleksji PiS nad strategią na kolejne wybory pojawiły się dwa nurty: jeszcze bardziej radykalny oraz próbujący zdobyć konserwatywne centrum drogą łagodzenia działań.

Kampanie prezydencka Andrzeja Dudy i parlamentarna PiS w 2015 r., którymi kierowała Beata Szydło, zakładały dążenie do poszerzenia elektoratu o centrum i przyniosły sukces. Teraz twarzą kampanii samorządowej był premier Mateusz Morawiecki, który też miał reprezentować bardziej umiarkowane skrzydło obozu rządzącego. Przyjął jednak twardą retorykę i wyborców centrum nie przyciągnął.

Jeśli PiS chce wygrać wybory europejskie, w których frekwencja jest mała (w ostatnich wynosiła 23,83 proc.), a ponadto głosują przede wszystkim osoby z większych ośrodków, powinien wrócić do strategii z 2015 r. – na czele komitetu wyborczego postawić osobę koncyliacyjną i jak najszybciej zakończyć spory z UE na temat praworządności. Elektorat dotychczas głosujący w wyborach do PE jest bowiem bardzo proeuropejski. Na pewno też PiS stać na przedstawienie spójnej wizji przyszłości UE. Należy ponadto skończyć z odrzucaniem osób, które popierając diagnozę PiS i kierunki zmian, nie zawsze zgadzają się z metodami, i bardziej otworzyć się na te środowiska, które są partii rządzącej bliskie programowo.

W oczekiwaniu na błędy

Wybory samorządowe potwierdziły, że PO jest wciąż silnym podmiotem politycznym, ze stabilnym poparciem ok. 20 proc. i dużą przewagą nad pozostałymi ugrupowaniami. Jednak kampania ugrupowania Grzegorza Schetyny potwierdziła też, że siła PO wynika z błędów PiS. Platforma właściwie nie miała w kampanii żadnego pozytywnego przekazu, opierała ją na punktowaniu słabości PiS w skali ogólnopolskiej. Widoczne było to w walce o prezydenturę Warszawy, w której zwyciężył kandydat PO – nie dlatego, że miał lepszy program dla miasta, lecz dlatego, że atakował PiS za całokształt rządów w Polsce, co okazało się skuteczne.

Z perspektywy wyborów parlamentarnych trudno uznać za sukces koalicję PO z Nowoczesną i Inicjatywą Polską Barbary Nowackiej, występującą pod nazwą Koalicja Obywatelska. W wyborach do sejmików wojewódzkich KO uzyskała 26,97 proc. głosów, a przed czterema laty sama PO zdobyła 26,29 proc. Jednak koalicja ta przyniosła PO pożytek, wydaje się bowiem, że wchłonięcie Nowoczesnej przez partię Schetyny jest kwestią czasu. Strategia wyborcza PO nadal będzie się sprowadzała do oczekiwania na błędy PiS, które mają doprowadzić do jego przegranej.

Być albo nie być

Poza lokalnymi komitetami jeszcze trzy ugrupowania uzyskały w wyborach do sejmików wojewódzkich ponad 5 proc. głosów, co jest prognostykiem, że przekroczą one próg wyborczy w wyborach parlamentarnych i znajdą się w Sejmie. To PSL, SLD – Lewica Razem oraz Kukiz’15. Jeśli PiS nie zdoła powtórzyć wyniku z 2015 r. i uzyskać samodzielności, obecność tych partii w Sejmie może decydować o tym, kto będzie sprawował władzę. Naturalnym koalicjantem dla PO jest PSL, z którym Platforma rządziła przez osiem lat. PSL w sejmikach wojewódzkich uzyskało ponad 12 proc. poparcia. Dylemat, jaki obecnie stoi przed ludowcami, jest następujący: czy wejść do KO, czy też bardziej opłaca się samodzielne funkcjonowanie? Pierwsze rozwiązanie daje większe szanse na wejście do parlamentu i koalicyjnego rządu, jednak z drugiej strony może oznaczać spadek poparcia, gdyż elektorat PSL jest konserwatywny i religijny, z kolei KO wyraźnie odwołuje się do haseł lewicowych. Funkcjonując natomiast samodzielnie, PSL naraża się na ostre ataki PiS, który chce przejąć elektorat wiejski. Także SLD zapewne nie odmówiłoby udziału w rządzie tworzonym przez PO. Jednak wejście Sojuszu do Sejmu nie jest pewne, bo choć postkomunistyczny elektorat wciąż jest dość liczny, to SLD ma słabych liderów i słabą strategię polityczną. Dla PiS bardzo ważna może być sytuacja Kukiz’15, który w sejmikach zebrał 5,63 proc. głosów, a więc też balansuje na granicy progu wyborczego. Gdyby PiS potrzebował koalicjanta do rządzenia, jedynie to ugrupowanie mogłoby przyjąć taką ofertę. Problem w tym, że ruch ten traci posłów, więc jego przyszłość jest niepewna.

W tym roku mieliśmy najwyższą w III RP frekwencję podczas wyborów samorządowych – 54,96 proc. Dla niektórych jest to dowód na to, że zaczynamy bardziej interesować się sprawami lokalnymi. Może to być jednak wynik polaryzacji społeczeństwa z powodu rosnących różnic politycznych. Druga kwestia dotyczy oskarżeń opozycji wobec rządu, że dąży do wprowadzenia systemu autorytarnego. Przebieg wyborów, które odbyły się prawie bez naruszeń prawa wyborczego, i fakt, że żadne z ugrupowań nie kwestionuje ich wyników, przeczą tej tezie i pokazują, że demokracja, której konstytutywnym warunkiem są wolne wybory, ma się w Polsce dobrze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL