Nowy numer 42/2019 Archiwum

Ciągle uczę się pokory

O dziennikarskiej wrażliwości, umiejętności słuchania ludzi i najważniejszej opowiedzianej w reportażu historii mówi Anna Sekudewicz.

Barbara Gruszka-Zych: Ostatnio dokument stał się konkurencją dla powieści. Czy to znaczy, że to, co obok nas, stało się bardziej fascynujące?

Anna Sekudewicz: Według mnie oba gatunki cieszą się popularnością. Dokument fascynuje w świecie, w którym jest dużo zmyślenia, kreacji, w niedobrym tego słowa znaczeniu. Przy nich coś, co jest związane z dogłębnym rozpoznawaniem świata, urzeka. To, że dokument filmowy, radiowy, prasowy usiłuje dotrzeć do najgłębszych znaczeń tego, co nas otacza, jest tak istotne, bo wokół jest wiele płycizny.

Jesteś mistrzynią reportażu radiowego.

On jest trochę na marginesie, może dlatego, że w niewielkim stopniu w stosunku do możliwości człowiek posługuje się słuchem. To jedyny zmysł, który nigdy nie śpi. Żeby go maksymalnie wykorzystać, od dzieciństwa powinniśmy uczyć się sztuki słuchania.

Jak pracujesz nad reportażem?

Najpierw bardzo długo zbieram materiał, rozpoznając sprawę. W moim przypadku do reportażu radiowego, który będzie miał jedynie 36 minut, często nagrywam kilkanaście godzin. Potem zajmuję się jego kompozycją, która ma sprawiać, by naprowadzał słuchaczy na odkrycie prawd uniwersalnych.

Żeby słuchając jakiejś historii, odbiorca odkrył mechanizm, który działa też w jego w życiu?

Historia jest tylko pretekstem, by powiedzieć coś więcej o świecie, skłonić do refleksji. Reportaż nie stawia kropki nad „i”. Zostawia odbiorcy wybór, inspiruje, by on sam zastanowił się nad przedstawionym problemem.

Kiedy po raz kolejny realizujesz nagranie i po 20 godzin słuchasz swoich bohaterów, nie czujesz się zmęczona?

Nie mogę, bo to wszystko służy poszukiwaniu sensu. Rekord nagrywania pobiłam podczas pracy nad reportażem o czaszce z Katynia. To było jedno z najciekawszych doświadczeń mojego życia. Jedyny moment, kiedy mimowolnie stałam się uczestnikiem zdarzenia, a nie tylko osobą rejestrującą fakty.

Jak wpadłaś na ten temat?

Moja koleżanka, dziennikarka w Danii rozmawiała z synem dr. Tramsena, który był członkiem międzynarodowej komisji badającej groby katyńskie. Odkryła, że jako młody lekarz patolog w 1943 r. przywiózł z tych badań głowę oficera. Ta czaszka przetrwała w Instytucie Medycyny Sądowej w Kopenhadze. Zrobiła o tym reportaż, a mnie zaproponowała realizację jego dalszego ciągu. Z raportu dr. Tramsena nie wynikało, do kogo należy czaszka. Mógł to być Ludwik Szymański, lekarz z Krakowa. Jego syn, z którym nawiązałam kontakt, mieszkał w Australii. Ale mógł być to też ktoś inny. Zaczęłam poszukiwania, trwające trzy lata, które w pewnym momencie doprowadziły do odkrycia, że czaszka może też należeć do Ludwika Siemińskiego. Skontaktowałam się z jego córką, mieszkającą w Krakowie. I syna pana Szymańskiego, i córkę pana Siemińskiego poinformowałam, że czaszka ich ojca może znajdować się w Kopenhadze. Wprowadziłam nieprawdopodobny zamęt w ich w życie. Obojgu tym starszym już ludziom przewrócił się świat.

Nawet w pewnym momencie zabroniono Ci prowadzenia dochodzeń, nieodzownych do odkrycia prawdy.

Stało się to wtedy, kiedy czaszkę, wreszcie przetransportowaną do Polski, uznano za narodową relikwię. Nie pozwolono jej dotykać, by przeprowadzić, jak proponowałam, badania porównawcze DNA. Pomogli mi w tym na szczęście lekarze z Instytutu Medycyny Sądowej w Szczecinie, którzy w tajemnicy przeprowadzili badania DNA na podstawie przesłanego przeze mnie materiału. Doprowadziłam do tego, że odkryto, że to czaszka majora Ludwika Szymańskiego. Na koniec dochodzenia został zorganizowany bardzo uroczysty pochowek czaszki w kaplicy katyńskiej katedry polowej WP w Warszawie.

No to masz niemałą zasługę.

To był do pewnego stopnia reportaż śledczy z Katyniem w tle. Ale przy okazji wychodziły niespodziewane, fascynujące historie. Poprzez postacie pana Szymańskiego i pani Siemieńskiej – dzieci rozstrzelanych – odkryłam, jak Katyń zaważył na ich życiu. Pan Szymański wyjechał do Anglii, a potem do Australii. W Polsce dobrze wykształcony, przez całe życie pracował tam jako robotnik. Pani Siemieńska w Krakowie za PRL-u była napiętnowana, dlatego że jej ojciec zginął w Katyniu. Na marginesie tej historii odkryłam też, że najstarsza córka dr. Tramsena – Elizabeth zakochała się w polskim kompozytorze Romualdzie Twardowskim. Kiedy przyjechała do Polski, gdzie oboje muzycy mieli się pobrać, nagle zatruła się gazem. Jej ojciec był pewien, że w ten sposób komuniści zlikwidowali jego córkę.

Zżyłaś się z bohaterami tak bardzo, że dowiedziałaś się od nich takich tajemnic…

To rzeczywiście były więzi. Z tym, co mówisz, wiąże się jedno, najciekawsze dla mnie odkrycie. 13 kwietnia 2008 r., w dzień katyński, pan Szymański przyjechał do Polski z żoną i z synem. Kiedy zaczęłam ich nagrywać, stała się rzecz niesłychana, to, czego reporter szuka – punkt zwrotny w sprawie. Okazało się, że mój rozmówca, którego bardzo polubiłam, był w rodzinie uważany za niezwykle trudnego człowieka. Jak powiedziała żona, był niedobrym mężem i ojcem. Ale jego syn, płacząc, oznajmił, że kiedy okazało się, że to czaszka jego ojca, tata zupełnie się zmienił.

Okazuje się, że sztuka jednak zmienia życie. Myślę o Twojej sztuce dziennikarskiej.

Ale kosztowało mnie to bardzo dużo pracy, dziesiątki godzin nagrań. Wiedziałam, że z nich nie skorzystam, ale były potrzebne w sprawie.

Czy wszyscy Twoi bohaterowie byli jakoś niezwykli? Sama spotykam w swojej pracy wielu zwykłych niezwykłych.

Każdy jest na swój sposób niezwykły, tylko trzeba to umieć wydobyć. Opowieści o ludziach sławnych stanowią margines mojej pracy. Zwykli ludzie mają niesamowite historie. Zawsze nagrywam ich w momencie przełomu, kiedy coś się z nimi dzieje. Na ogół są to chwile trudne, jakiś dramat, choroba, straszne przejścia w rodzinie. To jest fantastyczne, że godzą się wtedy na opowieści, bo tak naprawdę lubią o sobie mówić. Potem okazuje się, że nie można ich zatrzymać.

Skąd się to bierze?

To naturalna potrzeba każdego z nas. Często w rodzinie nie mamy uważnych słuchaczy, a ja nim jestem. Niektórzy myślą, że mam w głowie tezę i pod nią zrobię audycję. Ale tak nie jest, zawsze jestem zaciekawiona opowieścią. Taki szczególny moment, w którym człowiek się znalazł, powoduje, że przy mikrofonie zaczyna porządkować swoje życie, analizować mechanizmy, które do danego punktu doprowadziły. Nawet jeśli jest to ktoś niewykształcony, potrafi z siebie wydobyć takie pokłady szczerości, głębokie refleksje o świecie, że nieraz byłam tym bardzo zaskoczona. Wystarczyło tylko słuchać. Nazywam to trochę spowiedzią, która bywa dla mnie bardzo pouczająca.

Słuchasz swoich bohaterów, bo to też Twoja osobista potrzeba. Czego chce się dowiedzieć Anna S.?

Zawsze najbardziej interesowały mnie odczucia, sposób przeżywania bohaterów. Reportaż to jest gra emocji i starałam się je z człowieka wydobyć. Pytam o różne rzeczy. Jak to przeżywał? Co się z nim działo? O czym myślał? Czasem wypytywani przeze mnie ludzie byli zaskoczeni, że interesuje mnie, jaka była wtedy pogoda albo w co byli ubrani.

Każdy szczegół może być kluczem.

Tak, a poza tym nagle otwiera inne przestrzenie. Ludzie zaczynają inaczej opowiadać.

Przeprowadzając tyle rozmów, musisz się znać na człowieku. Jaka jest Twoja wiedza o nim?

Ciągle za mała. Przecież czytasz książki ciągle świadoma tego, ile ich nie przeczytałaś. Z tym jest podobnie.

Ale masz wyrobioną intuicję, pewne sygnały, zachowania rozmówcy już coś Ci o nim mówią…

Niewątpliwie tak jest, ale staram się ze wszystkich sił tego człowieka poznać. Nie zadowalam się wyłącznie tym, co mówi, ale też nie staram się przychodzić z pewnym nastawieniem. Kiedy idę na spotkanie i wiem, że to ktoś, kto popełnił niegodziwość, to nie zamierzam go stłamsić, zniszczyć. Próbuję rozpoznać świat tego człowieka. Dlatego udaje mi się dostawać w dotąd nieznane rejony. Na przykład dowiaduję się, jak to jest być wspinaczem. Stawiam pytania, które zadają wszyscy, ale kiedy po moim pytaniu: „Po co ludzie tam chodzą”, słyszę śmiech i że to powtórka z rozrywki, wiem, że coś się zacznie. I rzeczywiście potem otrzymuję prawdziwą, osobistą opowieść.

Dostąpienie tajemnicy, którą zdradzają Ci opowiadający, to wyróżnienie. Czego dowiadujesz się o sobie, słuchając innych?

Ciągle się uczę pokory.

Bo nie wiesz wszystkiego?

U każdego rozmówcy dotykam jakichś tajemniczych, niezmierzonych obszarów. Mogłabym mieć poczucie, że tyle już ponagrywałam, że idę na wywiad do kolejnej osoby, że przecież już wszystko wiem i nie muszę się zastanawiać. Ale zawsze przychodzi mi do głowy to, co na jakiejś konferencji powiedział dziennikarzom Kapuściński, że główną cechą reportera musi być pokora. Wszyscy wtedy się zdziwili, że on mówi o pokorze, bo myśleli, że powie o odwadze, pazerności na życie, niepokorności.

W „Karafce la Fontaine’a” Wańkowicz instruuje, że rasowy reporter powinien wchodzić wszędzie tam, gdzie pisze „wstęp wzbroniony”.

Oczywiście reporter musi być zawsze trochę wbrew, musi sobie pozwalać na bezczelność, bo to pomaga, żeby wykazał się skutecznością. Nie zawsze odwaga polega na tym, że – jak Kapuściński – mierzy się z realnym niebezpieczeństwem. Przecież aktem odwagi może być też zadanie komuś bardzo niewygodnego pytania.

Które aż trudno wypowiedzieć.

Tak, ale wiesz, że trzeba je zadać, choć pytanego można nim zranić. Wtedy trzeba je zadać w jak najdelikatniejszy, przemyślany sposób.

A jakie są granice tych pytań?

Granice są w nas, czyli w naszym sumieniu.

Czyli cały czas trzeba kształtować siebie.

Zdecydowanie tak! Zdarzało mi się, że ktoś z moich bohaterów powiedział mi coś drastycznego, ale nie umieszczałam tego w reportażu, ponieważ wiedziałam, że to zostało powiedziane pod wpływem chwili i że, przywołując jego słowa, skrzywdziłabym go. To tylko potwierdza, że nasza praca wymaga ogromnej wrażliwości.

Często, kiedy bohaterowie wkładają mi na ramiona swoje ciężary, wnoszę je potem we własne życie. Nieraz mówiłam, że najlepiej by było, gdyby każdy z nas, dziennikarzy, miał prywatnego kapelana.

To prawda! Te ciężary niesie się czasem bardzo długo. To nie jest tak, że nagrałam, przyszłam do domu, zapomniałam. Tym się żyje, o tym się myśli. Dlatego muszę przyznać, że każdy reportaż odrobinę mnie zmienia.

Też tak czuję.

Wiadomo, że po jakimś czasie robi się coś nowego. Człowiek wchodzi w inny świat, w inne historie, ale jednak coś z tego poprzedniego tematu w nas zostaje.

Stajesz się już troszkę innym człowiekiem. A co jest dla Ciebie najważniejsze? Zdradzę Ci, że to pytanie zadaję każdemu z moich bohaterów.

(Śmiech) Zawsze dotąd na takie pytanie odpowiadałam, że wolność. Bardzo źle się czułam w słusznie minionym reżimie, odczuwając fizyczny wstręt wobec zniewolenia. Wiedziałam, że wolność wiąże się z odpowiedzialnością, a ja w życiu jestem ogromnie odpowiedzialna, dlatego nie lubiłam, gdy mi ktoś coś narzucał. Natomiast dziś uważam, że najważniejsza jest miłość... Miłość przekładająca się na empatię.

Myślisz o miłości dziennikarza do swoich bohaterów? Kochasz ich?

Tak właśnie staram się do tego podchodzić. Jestem osobą współczującą z nimi, staram się z nimi identyfikować, wchodzę w ich skórę. Nikogo nie potępiam, nie oceniam, tylko z nim jestem. •

Anna Sekudewicz

reportażystka radiowa związana z Polskim Radiem Katowice. Laureatka 60 nagród i wyróżnień, w tym radiowego Oscara – Prix Italia i Złotego Mikrofonu Polskiego Radia. Otrzymała nagrodę Lux ex Silesia, a także Melchiora i tytuł Radiowego Reportażysty Roku. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego nagrodził ją medalem Gloria Artis. Przez 7 lat reprezentowała polską radiofonię w Europejskiej Unii Nadawców.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL