Nowy numer 38/2021 Archiwum

Tomasz z Akwinu o charyzmatach

"Zaczynając prace nad książką myślałem, że pewne rzeczy charyzmatykom poukładam, powyjaśniam, może nawet skoryguję. Jednak z czasem zobaczyłem, że to ich doświadczenie jest całkiem kompatybilne z tym, co pisze Tomasz" – mówi w rozmowie o charyzmatach, pentekostalizacji i teologii Akwinaty o. dr hab. Tomasz Gałuszka OP, autor książki "Odnowa w łasce. Teologia charyzmatów św. Tomasza z Akwinu. Jak dotknąć Boga i otrzymać charyzmaty".

Można to odnieść do protestantów?

Trzeba by się zastanowić, czy oni nie są w bardzo podobnej sytuacji. Mają obiektywne przeszkody. Np. taką pierwszą przeszkodą jest sytuacja, gdy ktoś jest od dziecka wychowywany w nienawiści do Kościoła katolickiego i ma psychiczną barierę w stosunku do Kościoła i sakramentów. A zatem ma obiektywne przeszkody, a równocześnie robi wszystko ze swojej strony, by być zbawionym i odpowiedzieć na Bożą miłość. Protestanci często mają różnego rodzaju formy swojej pokuty, odcinania się od grzechu. Trzeba wierzyć w to, że oni robią ze swojej strony wszystko. Natomiast jak Pan Bóg w tym działa, zostawiłbym Jemu. Ja wierzę w to, że protestanci mogą mieć podobnie jak ta osoba, przy której nie ma kapłana gdy jest w stanie grzechu ciężkiego, a jej życie jest zagrożone. Niektórzy protestanci mogą mieć również obiektywne przeszkody i dlatego naszym zadaniem jest przede wszystkim umiejętność zastanowienia się, w jaki sposób te przeszkody przekraczać.

To nie jest jakaś relatywizacja?

To jest raczej proste powiedzenie w duchu Tomasza: naprawdę Bóg jest pierwszym, który martwi się o człowieka i robi wszystko, żeby do niego dojść. Sakramenty są pewną drogą, natomiast Bóg ma również swoje drogi dochodzenia do człowieka. Ale równocześnie Tomasz pisze, że stan łaski uświęcającej jest niezbędny do przeżycia wlania w Duchu Świętym. Jeżeli człowiek jest w stanie grzechu ciężkiego, wie o tym i mówi, że przeżył wlanie w Duchu Świętym, to Tomasz by się zastanowił najpierw czy ten człowiek nie udaje, a potem czy nie mamy tutaj do czynienia z jakimś poważniejszym problemem duchowym.

Czy nie jest trochę tak, że Bóg dając charyzmaty protestantom, po pierwsze utwierdza ich w błędzie, a po drugie może być wywołać zgorszenie czy przeciąganie katolików na ich stronę?

Używam czasami przykładu: jesteś matematykiem, pojąłeś teorię względności, masz możliwość dochodzenia do najgłębszych warstw rzeczywistości. Tymczasem porzucasz to wszystko i decydujesz, że zatrzymasz się na tabliczce mnożenia… Dla mnie dziwna jest sytuacja, kiedy katolik, porzuca głębię tego wszystkiego co ma w Kościele, wybiera coś, co może nie jest kłamstwem, bo tabliczka mnożenia jest prawdziwa. Charyzmaty to jak znajomość taka tabliczka mnożenia czy ułamków wobec całej katolickiej rzeczywistości, z sakramentami na czele, która jest jak potężna teoria, np. względności. Jednak czasami możemy mieć dostęp do teorii względności i kompletnie z niej nie korzystać, a co więcej nie tylko nie korzystać z teorii względności, ale nie korzystać z dodawania i odejmowania. W takim wypadku ten, kto korzysta z tabliczki mnożenia czy ułamków, wypada lepiej niż osoba odrzucająca całą matematykę. Przypuszczam, że niektórzy protestanci mogą nas zawstydzić, bo są mistrzami w dodawaniu i odejmowaniu, nawet w dzieleniu. Natomiast jeżeli my się chlubimy, że znamy teorię względności, a w ogóle nie korzystamy z tej wiedzy, to jesteśmy godni pożałowania.

Dar języków, z jakim można się zetknąć w charyzmatycznych wspólnotach, brzmi jak jakiś bełkot, jest dziwny. O co chodzi w tym charyzmacie?

Tomasz tworzy osobną kategorię dla daru języków, ponieważ dar języków, mimo że jest wiązany z teologią charyzmatów, jednocześnie nie jest charyzmatem. Według Tomasza dar języków może mieć teoretycznie każdy. Ponieważ jest pierwszym darem związanym z nowym życiem, jest naturalną formą takiego początkowego rozwoju, Tomasz powie „niemowlęctwa”. To nie jest język, który można zrozumieć. To są raczej pewne dźwięki, które człowiek wypowiada. Ten dar języków jest jakby formą gaworzenia. Tomasz pisze, że człowiek, który używa daru języków, co prawda nie robi nic złego, ale równocześnie nie wybiera świadomie dobra. W przypadku bowiem daru języków zangażowana jest wyłacznie wola i uczucia, natomiast intelekt jest niejako w uśpieniu. Modlitwa zaś powinna angażować cały umysł człowieka, czyli intelekt i wolę. Dlatego też Tomasz wprost pisze, że człowiek, który posiada dar języków, powinien idąc za św. Pawłem równocześnie prosić o dar rozumienia i dar prorokowania, bo charyzmaty mają służyć budowaniu Kościoła. Już problemem Koryntian było to, że ludzie zatrzymywali się tylko na samym darze języków i nie chcieli nic więcej.

Tomasz modlił się językami?

Myślę, że na 99 proc. nie, ale gdyby się z tym dziś zetknął, to powiedziałby, że właśnie o tym pisał w swoim traktacie. Tu jest jeszcze jeden bardzo ciekawy wątek, ja w książce to tylko sygnalizuję i mam nadzieję, że zajmą się tym liturgiści. Według Tomasza z daru języków pierwotnego Kościoła w pewien sposób wyewoluowały w Kościele różne formy liturgii, np. system i sposób czytań w matutinum. Okazuje się zatem, że u początku niektórych sztywnych przepisów liturgicznych stoi tak naprawdę działalność charyzmatyczna. Kiedy rozmawiałem z kilkoma liturgistami, byli tym zaskoczeni. W 14 rozdziale listu Koryntian modlitwa językami jest jakąś formą liturgiczną, gdzie św. Paweł wprowadza reguły, jakiś porządek – najpierw niech się modli jeden, później drugi, później tłumaczenie…

Co do liturgii i daru języków, skojarzył mi się motyw z bizantyjskich czy greckich śpiewów we wschodniej liturgii, gdzie dla jakiegoś zaznaczenia uroczystej, podniosłej kwestii, wydłuża się śpiew o taki zlepek sylab, np. „tiruriru”…

Tak jak istnieje przepaść między teologami a charyzmatykami, tak jest też między charyzmatyczną modlitwą i liturgistami. To jest jeszcze rozdzielone, ponieważ w charyzmatycznej praktyce jest całkowita spontaniczność i Tomasz oczywiście też o tym pisze. Liturgiści muszą się tym zająć z uczciwością intelektualną, bez uprzedzeń.

A czy każdy może mieć charyzmat uzdrawiania?

U Tomasza tylko wiara czyni cuda. To jest bardzo mocne. Jeżeli ma wiarę, to choć nie ma miłości otrzymuje to, co jest przedmiotem wiary, a zatem dobra nadprzyrodzone, których się spodziewa. Dlatego jeżeli człowiek ma mocną wiarę, to rzeczywiście może czynić cuda, kiedy już odkryje, że może, że ma dostęp do tego skarbca. Te dary nie są dane niejako “naturalne I zwyczajne” skutki życia w bliskości z Bogiem, czyli w stanie łaski uświęcającej, natomiast jeśli człowiek trwa świadomie w grzechu ciężkim i korzysta z nich, zachowuje się jak złodziej. Według Tomasza Matka Boża, pomimo że miała pełnie charyzmatów, nie korzystała z daru uzdrawiania, bo nie było takiej potrzeby. Natomiast korzystała z daru proroctwa. Kwestii cudów poświęciłem osobny rozdział w swojej książce. Św. Tomasz dokładnie wyjaśnia jak to się dzieje, że na imię Jezus dzieją się cuda.

Jak to jest, że są ludzie żyjący sakramentami i mający wiarę, a nie dostrzegają u siebie tych charyzmatów?

Tomasz mówi, że ile człowiek oczekuje, tyle na pewno otrzyma. Pamiętajmy o tym, że każdy otrzymuje charyzmat indywidualne dla siebie. Ja mogę powiedzieć, że nie mam charyzmatu uzdrawiania, przynajmniej na razie, ale wiem, że mam inne charyzmaty, które są rzeczywiście moje. Łatwo sprawdzić, co jest charyzmatem – występuje według Tomasza wtedy, kiedy człowiek robi coś z łatwością i przyjemnością, bez wysiłku, a ludzie w efekcie się nawracają. Nie powinniśmy ograniczać charyzmatów tylko do uzdrawiania czy prorokowania. Swoją drogą, Tomasz pięknie wyjaśnia charyzmat proroctwa, da się u niego znaleźć kilka refleksji teologicznych, które rzycają nowe światło na tzw. spoczynek w Duchu świętym. Ale po to wszystko odsyłam do książki.

Czy pentekostalizacja to zagrożenie dla Kościoła? W Polsce od lat trwa spór w tej kwestii…

Tomasz mi osobiście dał możliwość stanięcia poza ludźmi, którzy się o to kłócą. Zagrożenie może być wtedy, kiedy nagle zaczniemy uważać, że są alternatywne dwie drogi pozasakramentalne. A co więcej, sakramentalna normalna droga dla katolików jest taka szarobura, a my charyzmatycy wybieramy coś lepszego. To jest całkowicie złe ustawienie problemu. Kluzja mojej książki jest prosta: ty człowieku musisz wyjść, musisz głosić. Moim zdaniem protestanci zielonoświątkowi pokazują nam, którzy mamy bardzo dużo, że z wielu rzeczy nie korzystamy. Mamy czas, kiedy kler cierpi, duchowieństwo jest w szpitalu polowym. W tym momencie potrzeba misji całego Kościoła. Kościół to jesteśmy my wszyscy, każdy na mocy łaski chrztu i bierzmowania jest częścią całej wielkiej misji ewangelizacji. Tak jak protestanci idą i głoszą, tak jeszcze bardziej muszą zaangażować się w Polsce świeccy katolicy. W sakramencie pokuty człowiek co pewien czas odnawia łaskę chrzcielną, tak moim zdaniem każdy z nas powinien kilka razy w roku odnowić sakrament bierzmowania i zastanowić się, do czego jest posłany. My mamy fantastyczne narzędzia: całą sakramentologię, Kościół, Tradycję. Ale przychodzi czas na to, że rzeczywiście potrzebujemy naszej właściwej, katolickiej pentekostalizacji, czyli wyprowadzenia człowieka z bezpiecznego wnętrza Kościoła. Zrealizować to, co wydarzyło się na bierzmowaniu, musimy się dać wyrwać i odkryć, że jesteśmy wezwani do misji. Tomasz wskazuje trzecią drogę. Mam nadzieję, że ta książka będzie remedium dla wszystkich zmęczonych dyskusjami na temat pentekostalizacji Kościoła. Trzeba odkryć to, co mamy. Na pewno nikt mi nie może zarzucić, że jestem z Kościoła otwartego czy jakiegoś liberalnego. Ja po prostu sam usiadłem na kilka miesięcy w ławce u św. Tomasza i spokojnie czytałem. Być może na tym polega fantastyczność tego wszystkiego dla mnie osobiście, że nie miałem żadnych prezałożeń, miałam tylko jedno pytanie: czym jest to, co przeżywają ci charyzmatycy i co na ten temat mówi Tomasz.

Ojciec w analizowaniu tomaszowego opisywania charyzmatów dochodzi do Maryi…

To jest pierwszy tego typu ogólny zarys teologii charyzmatów Tomasza od teologii stworzenia aż po Maryję. Przyznam, że ten ostatni rozdział dotyczący Maryi napisałem na samym końcu nie dlatego, że jest ostatni, tylko że w pierwotnej wersji tego rozdziału nie było. Bardzo często w książkach katolickich nie ma w ogóle Maryi i jakoś po prostu kompletnie mi to umknęło, co ze wstydem przyznaję. Natomiast w ostatnim momencie, kiedy skończona książka już nawet była po redakcji, nagle doznałem olśnienia. Moją pracę przedstawiłem pierwszy raz, gdy zaproszono mnie do Lichenia na spotkanie charyzmatyków. I przez kilka dni głosiłem im Tomasza, zobaczyłem jak bardzo dotyka to ludzi. Jestem bardzo wdzięczny za to doświadczenie, ponieważ sam nie jestem ani nigdy nie byłem w żadnej grupie charyzmatycznej. Natomiast właśnie w Licheniu pewne sytuacje sprawiły, że na Maryi się skupiłem. Nagle zrozumiałem, że jeżeli cała teologia charyzmatów Tomasza jest oparta na teologii łaski, to Ta, która jest pełnią łaski, jest jakby w naturalny sposób Tą, która może zweryfikować całą książkę. Co ciekawe, gdy pisałem ten ostatni rozdział, pewne rzeczy mi się wreszcie poukładały, np. o darze proroctwa, uzdrawiania, nie mówiąc już o tym, że kochany św. Tomasz pisał wprost, iż Maryja miała charyzmaty. Maryja jest po prostu zwieńczeniem, jakby weryfikacją całej teologii, którą przez 23 rozdziały opisuję. Zacząłem książkę od teologii stworzenia, kończę na Tej, która jest ukoronowaniem stworzenia, a zarazem już nowym stworzeniem.

***
Tomasz Gałuszka OP – teolog (UPJPII), dr hab. historii średniowiecza (UJ). Zajmuje się historią papiestwa, teologii i biblistyki średniowiecznej, prawa karnego, herezjami i ruchami świeckich. Pracuje nad średniowiecznymi rękopisami m.in. dzieł św. Tomasza z Akwinu.

"Odnowa w łasce. Teologia charyzmatów św. Tomasza z Akwinu. Jak dotknąć Boga i otrzymać charyzmaty", wyd. Esprit, Kraków 2018.

« 1 2 3 4 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama