Reklama

    GN 46/2018 Archiwum

On sam dźwigać będzie

W jednym z włoskich hoteli obsługiwał nas kelner wyjątkowo ponury, a przez to nieco impertynencki.

Mnie ogarniała irytacja, a mój przyjaciel kapłan rzekł spokojnie do podminowanego cameriere: „Synu, idź się wyspowiadać. Zobaczysz, jak ci ulży”. Chłopak zaniemówił. Przeszła mu ochota na zgrywanie się. Jednym z najjaskrawszych przejawów kryzysu wiary w zachodnim świecie są puste konfesjonały. Nie zapomnę, jak służąc jako ksiądz w jednym z weneckich kościołów podczas niedzielnych liturgii, ubrałem się w albę i poszedłem do konfesjonału. Nikt nie przyszedł po rozgrzeszenie, choć ludzie z zainteresowaniem zaglądali do mebla z drzwiczkami, jakby chcieli zagadnąć: a co ty tu robisz? Gdy wyszedłem, paradowałem z brudnym siedzeniem. Nie zauważyłem grubej warstwy kurzu wewnątrz. Ksiądz z Holandii śmiał się: „Masz szczęście, że nie natrafiłeś w środku na wiadra i mopy. U nas od dawna konfesjonały służą do przechowywania sprzętu do sprzątania”. Zanikło poczucie grzechu: wszyscy jesteśmy dobrzy, sami się zbawiamy. Trochę diety, lifting, regularne bieganie, niemęczące relacje, satysfakcjonująca praca, dobra polisa, znajomy lekarz, regularnie mierzone ciśnienie i… grunt to umrzeć zdrowo.

Gdy Mel Gibson pokazał w kinach mękę Chrystusa, ludzie reagowali oburzeniem: po co to okrucieństwo? Stacje drogi krzyżowej są coraz bardziej zamazane albo wyrażane symbolicznie, byleby tylko nie oglądać tego Człowieka „zmiażdżonego cierpieniem”. Rozważania pasyjne nieraz zawierają polityczny przekaz. Dałem się zaskoczyć takiemu przesłaniu, gdy usłyszałem w czasie via crucis: stacja IX – Jezus pada pod gradem kul w Afganistanie; stacja XII – Jezus umiera w partyzantach walczących z amerykańskim imperializmem. Po co to religijne okrucieństwo? – pytają amatorzy horrorów i filmów Tarantino. Nie rozumiemy już „ofiary zastępczej” – że Ktoś kiedyś poszedł za nas wykrwawić się na krzyżu. Ojciec Maksymilian Kolbe powiedział w obozie zagłady: „Chcę umrzeć za tamtego człowieka”. Siostra Wanda Boniszewska powiedziała Jezusowi: „Chcę przyjąć za tamtą kobietę jej chorobę nowotworową”. Jezus powiedział do Ojca: „Pozwól mi cierpieć i umrzeć za ludzi” i Jego ofiara została przyjęta. Zło nie znika samo z siebie. Nawet zduszone, odrodzi się. Każdy grzech i krzywda domagają się wyrównania: „ta zniewaga krwi wymaga!”. – Zło samo nie wygasa – mówił Jan Paweł II. – Może je zatrzymać jedynie potężna miłość. „Ich nieprawości On sam dźwigać będzie”. Tylko Chrystus, Syn Boga, mógł ponieść ten ciężar. Przebacza grzechy i je niszczy, bo jedynie On jest w stanie wziąć je na siebie i zniweczyć w swym ciele. Tylko On. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.