GN 46/2018 Archiwum

Spadająca gwiazda II RP

Redakcja IKC pełna była zarówno endeków, jak i piłsudczyków, socjalistów czy ludowców.

Przed 60 laty w Miami na Florydzie zmarł Marian Dąbrowski. Mało kto zapewne kojarzy, o kim mowa. A przed wojną był to jeden z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych ludzi w Polsce, twórca największego koncernu medialnego, wydawca „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” i kilkunastu innych tytułów. Przedsiębiorca, polityk, filantrop, mecenas sztuk. Jego życie to prawdziwie filmowa historia, prowadząca od biedy do bogactwa i z powrotem.

Milion czytelników

Na początku XX wieku był skromnym nauczycielem gimnazjalnym. Wszystko zmieniło się latem 1910 r., gdy Kraków świętował 500. rocznicę grunwaldzkiej wiktorii. Na placu Matejki przemawiał Ignacy Jan Paderewski, a na Błoniach odbywał się zlot „Sokołów”. Aby uświetnić ich pokazy gimnastyczne, wybudowano specjalny stadion, potem coś trzeba było zrobić z wykorzystanym do tego celu drewnem. Jego sprzedażą zajął się m.in. Marian Dąbrowski. Tak zarobił na spełnienie swego marzenia: wydawania gazety codziennej.

Pierwszy numer „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” ukazał się z datą 18 grudnia 1910 r. 20 lat później nakład IKC wynosił już 236 tys. egzemplarzy. Najpopularniejszy w wolnej już Polsce tytuł czytało około miliona osób dziennie, a trzeba pamiętać, że według oficjalnych statystyk 23 proc. obywateli powyżej 10. roku życia było analfabetami. Dąbrowski nigdy nie wstydził się, że jego flagowy tytuł żywi się sensacją i podejmuje błahe tematy. Uważał, że właśnie w ten sposób wypełnia misję cywilizacyjną, bo pozyskuje tysiące nowych czytelników, a – jak pisał – „raz tą drogą zdobytego czytelnika zdobywa się na stałe dla wszelkiej lektury”. Dbał i o bardziej wymagających, wydając „Kuryery”: lekarski, filmowy, techniczny, sportowy i literacko-naukowy.

Cel uświęcał środki

Początki były bardzo trudne, bo IKC nie przesadzał z lojalnością wobec zaborcy. Negatywne nastawienie dziennika do władz austriackich spowodowało nawet jego zawieszenie w marcu 1918 r. A ponieważ życie nie znosi próżni, natychmiast na rynku pojawił się… „Nowy Kuryer Krakowski”, którego wydawca podkupił większość dziennikarzy zawieszonego tytułu. Dąbrowski wytoczył nieuczciwym konkurentom proces, który wygrał, zawarł ugodę, a na końcu wykupił pismo i doprowadził rywala do upadku.

Był pierwszy z wszystkimi nowinkami technicznymi, dbał, by jego koncern nie odbiegał pod tym względem od zachodnich standardów. Na dachu budynku Pałacu Prasy przy ul. Wielopole w Krakowie, gdzie znajdowała się siedziba wszystkich jego redakcji, postawił kabinę, w której rejestrowano i tłumaczono depesze w pięciu językach. To on wprowadził druk fotografii przesyłanych drogą radiową. A poziom edytorski wydawanych przez IKC tygodników budzi podziw do dziś.

Żona zabiła męża

Prasa Mariana Dąbrowskiego tylko na pozór różni się od dzisiejszej. Bardziej językiem i formą graficzną (mniej agresywnymi) niż zawartością. W kwestii języka wydaje się łagodna, w warstwie pisowni wręcz archaiczna, także dlatego, że koncern nie przyjął do wiadomości wprowadzonej w 1936 r. reformy ortograficznej. Słynny w owych czasach felietonista IKC Zygmunt Nowakowski komentował: „Nigdy nie czułem tak wielkiego ciężaru odpowiedzialności społecznej i historycznej jak przed czterema dniami, gdy miałem głosować nad wnioskiem komisji ortograficznej w sprawie u i ó. Przybyło mi odrobinę siwych włosów na skroniach, a barki przygarbiły się. U czy też o z kreską!? Oto jest pytanie… Dziesiątki pokoleń kląć na nas będą albo też błogosławić. Sądzę, że raczej kląć…”.

IKC – podobnie jak współczesne tabloidy – sprzedawał emocje, grał na uczuciach, zarówno niższych, jak i wyższych. Dominowały tytuły w rodzaju „Żona zabiła męża”, „Śmierć na balu” czy „Tragedia córki milionera”. Hitem koncernu był tygodnik „Tajny Detektyw”. Ale gdy sprawa niepodległości stawała się coraz bardziej realna, Dąbrowski zainwestował w nią cały swój autorytet. Stał murem za Piłsudskim i Paderewskim, zagrzewał do walki o granice. Jego osobistą obsesją był spór z Czechami o Zaolzie, gdzie blokowano dystrybucję IKC (koncern miał blisko 2 tys. punktów sprzedaży poza Polską). Na łamach IKC toczyła się wręcz wojna z południowymi sąsiadami, odsądzanymi od czci i wiary.

Skąd zawieje wiatr

W kwestiach politycznych Dąbrowski wyznawał zasadę: „wszystko dla firmy”. Był oportunistą wspierającym zawsze tych, którzy byli przy władzy… pod warunkiem, że mieli poparcie jego czytelników. Choć bardzo przyjaźnił się z Wincentym Witosem i wspierał jego rząd, to po zamachu majowym, gdy zorientował się, jakie są nastroje społeczne, zmienił front i poparł Marszałka. „Logika faktów i trzeźwość polityczna dyktują nazwisko Józefa Piłsudskiego” głosił tytuł na pierwszej stronie IKC.

Nie sposób więc jednoznacznie określić ideowej konotacji Dąbrowskiego. Po kolei: konserwatysta, narodowiec, ludowiec, na końcu poseł BBWR. Autorzy szopek satyrycznych przypisywali mu „węch pierwszej klasy”, a jego figurka na melodię Pierwszej Brygady śpiewała: „skąd zawieje w nos, tam pędzę wprost po trzos, po trzos”. Co zatem różniło Dąbrowskiego od współczesnych magnatów medialnych? Dwie rzeczy. Po pierwsze to on wykorzystywał polityków, a nie oni jego. Po drugie, potrafił być lojalny wobec osobistych przyjaciół. Choć jego prasa popierała rządy sanacyjne, to w procesie brzeskim otwarcie broniła Witosa.

I jeszcze jedna ludzka cecha: zmieniając front, wymieniał komentatorów politycznych… ale ich nie zwalniał, tylko przesuwał do innych działów czy tytułów. Nie wyrzucał z pracy za przekonania, stąd jego redakcja pełna była zarówno endeków, jak i piłsudczyków, socjalistów czy ludowców.

Nie tylko na pokaz

Marian Dąbrowski, dziś zapomniany, w II RP był żywą legendą. Umiejętnie podsycaną, bo właściciel IKC dbał o swój wizerunek nie gorzej niż współcześni celebryci. Miał gest (nic z krakowskiego centusia), nie żałował pieniędzy na cele społeczne oraz inicjatywy patriotyczne. Ufundował płytę na cześć nieznanego żołnierza poległego w walce o niepodległość. Zrobił to „anonimowo”, a jego gazety przez długi czas pisały o płycie i „tajemniczym fundatorze”, którego nazwisko w Krakowie było powszechnie znane.

Mecenasem jednak był nie od święta i nie tylko na pokaz. Wsparł budowę nowego gmachu Muzeum Narodowego i renowację Wawelu, ufundował Teatr Bagatela, regularnie wspierał młodych artystów, za co wybrano go na prezesa Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Dbał nie tylko o Kraków, kochał Zakopane i zaangażował prywatne środki w budowę drogi do stolicy Tatr. Jako wydawca sportowego tygodnika „Raz, dwa trzy” organizował rajdy samochodowe, maratony, turnieje tenisa. Można też zaryzykować twierdzenie, że po części finansował PKP, bo na niej oparł dystrybucję prasy. Żartowano, że to Marian Dąbrowski ustalał rozkład jazdy pociągów.

Nie wierzył w wojnę

Pracownicy koncernu wspominali go ciepło. Choć trzymał dystans, wymagał dyspozycyjności i oddania, to umiał docenić osiągnięcia na wszystkich stanowiskach. Płacił bardzo dobrze. Przez długie lata po wojnie z estymą wspominano w Pałacu Prasy (gdzie w czasach PRL mieściły się wszystkie redakcje), jak to Marian Dąbrowski, mijając na korytarzu autora dobrego reportażu, potrafił zatrzymać się, sięgnąć do portfela i wręczyć mu sowitą gratyfikację. Robił to spontanicznie, ale i metodycznie. Jego brat (dyrektor w IKC) umarł młodo i zostawił żonę z piątką dzieci. Dąbrowski przez wiele lat wypłacał wdowie stałą, wysoką pensję.

Podobno nie wierzył w wojnę. Gdy latem 1939 r. wyruszył w rejs do Nicei, nie zadbał o zabezpieczenie ogromnego majątku. Stracił niemal wszystko. W 1940 r. ruszył z rodziną za ocean, gdzie razem z bratem Jana Kiepury zainwestował resztę pieniędzy w kurzą fermę. Zaraza wybiła im cały drób. Do śmierci żył skromnie na Florydzie. Jego prochy w 1991 r. zostały sprowadzone do Polski przez Adama Radzikowskiego, wnuka wdowy, którą przez lata wspierał.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy