GN 46/2018 Archiwum

Kiedy stanę przed Tobą

„Dotknij nieba” to film o sile i znaczeniu przebaczenia, które zbliża nas do Boga.

Oryginalny tytuł filmu „I can only imagine” nawiązuje do piosenki, która ukazała się na singlu wydanym przez MercyMe – amerykański chrześcijański zespół rockowy. Słowa i muzyka są dziełem Barta Millarda, wokalisty grupy, a zarazem bohatera filmu, który napisał je po śmierci ojca. Piosenka to zarówno wyznanie niezachwianej wiary, jak i refleksja nad tym, w jaki sposób spotkamy się z Bogiem. „Mogę sobie tylko wyobrazić, co zobaczę, kiedy stanę przed Tobą” – śpiewa wokalista.

Oszałamiający sukces

Piosenka ta po raz pierwszy pojawiła się na wydanym w 1999 r. przez niezależną wytwórnię albumie „The Worship Project”. Zespół sam nagrywał i powielał kopie płyty w garażu. Dopiero album, wydany w 2001 r. przez profesjonalne studio, przyniósł grupie sukces, a „I can only imagine” królowała nie tylko w radiowych rozgłośniach chrześcijańskich, ale również mainstreamowych. Był to pierwszy utwór religijny i jedyny w dziejach amerykańskiej muzyki popularnej, który zdobył status podwójnej platynowej płyty, czyli sprzedał się w nakładzie ponad 2 mln egzemplarzy. Był to sukces oszałamiający, przynajmniej na rynku amerykańskim. Rozmawiając z dziennikarzami naszego tygodnika, którzy polski rynek muzyczny znają od podszewki, dowiedziałem się, że piosenka Millarda jest u nas właściwie nieznana. Sam niskobudżetowy film przyniósł w USA specjalizującej się w chrześcijańskich produkcjach wytwórni dochód przekraczający dziesięciokrotnie poniesione na jego nakręcenie nakłady. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pozycja chrześcijańskiego rocka w tym kraju.

Trudno zrozumieć ten sukces, nie znając historii i realiów amerykańskiego rynku muzycznego, którego współczesna muzyka chrześcijańska jest ważnym segmentem. Ogromna liczba zespołów, piosenkarzy i piosenkarek, mnóstwo wydawnictw płytowych to zjawisko nieporównywalne z tym, co znamy nie tylko z naszego podwórka. Zdarza się, że płyty z ich utworami znajdują się na listach przebojów, śmiało konkurując z nagraniami wykonawców tworzących w muzycznym mainstreamie. W żadnym kraju poza Stanami Zjednoczonymi ta muzyka nie znajduje aż tylu słuchaczy. Trudno jej wyjść poza ograniczony krąg odbiorców i poza nielicznymi wyjątkami funkcjonuje w swoistym chrześcijańskim getcie muzycznym.

Pisałeś ją całe życie

Ta współczesna popularna muzyka chrześcijańska nie powstała z niczego. Jej korzenie sięgają muzyki tworzonej przez Afroamerykanów, soulu i gospel. Zdaniem Barry’ego Alfonso, autora „Przewodnika »Billboardu« po współczesnej muzyce chrześcijańskiej”, rozwinęła się ona w latach 60. w opozycji do dominującej wówczas pełnej seksu i narkotyków kultury masowej. Ludzie z różnych chrześcijańskich wspólnot wyznaniowych, rozumiejąc potrzebę przeciwstawienia się temu nurtowi, postanowili wykorzystać muzykę popularną do głoszenia Ewangelii. Autor przewodnika uważa rok 1979 za przełomowy w historii muzyki chrześcijańskiej. Wówczas na chrześcijaństwo nawrócił się Bob Dylan, ikona amerykańskiej sceny muzycznej. W swoich tekstach zaczął nawiązywać do Nowego Testamentu. Trwało to jednak krótko, bo kilka lat później Dylan wrócił do judaizmu.

Gwiazd rocka, które w swoich tekstach zwróciły się do Ewangelii, było więcej. W USA popularne stało się pojęcie born again, określające ludzi, którzy otrzymali nowe życie od Jezusa. W erze dominacji rocka rozwinął się dynamicznie jego inny gatunek, czyli rock chrześcijański, także ten spod znaku ciężkiego brzmienia. Wyróżniał się z mainstreamu tekstami o tematyce religijnej, inspirowanymi Biblią, gdzie na pierwszym miejscu stał Jezus. Chrześcijańskim rockiem zainteresowały się wielkie wytwórnie płytowe. Wielu z wykonawców odniosło ogromny sukces komercyjny. Wśród nich Amy Grant, która pojawia się w filmie i która dla bohatera staje się ikoną.

„Tak się po prostu stało. Słowa napisałem w 10 minut, a stworzenie muzyki zajęło mi tyle samo czasu” – słyszymy w pierwszej scenie filmu, kiedy Bart Millard odpowiada na pytanie, jak powstała piosenka. Odpowiedź jednak nie zadowala pytającej, która wyjaśnia: „Nie napisałeś jej w 10 minut, pisałeś ją przez całe życie”.

Tak rzeczywiście było. Ta kompozycja, będąca właściwie modlitwą, rozpoczęła nowy początek w życiu bohatera filmu, który przez lata zmagał się z bolesnymi doświadczeniami z dzieciństwa. Z horrorem, jaki zgotował mu ojciec. „Dotknij nieba” w reżyserii braci Andrew i Jona Erwinów, autorów głośnego „October Baby”, nie jest filmem muzycznym. To biograficzna opowieść o sile i znaczeniu wybaczenia w życiu człowieka, oparta na biografii Barta Millarda, frontmana grupy MercyMe. Bart zawsze był człowiekiem wierzącym, a swoją wiarę zawdzięcza matce i wspólnocie, do której należał.

Siła modlitwy

Film koncentruje się przede wszystkim na relacjach Barta z ojcem Arturem. Nie były to dobre relacje. Artur, w tej roli znakomity Dennis Quaid, jest zaprzeczeniem wszystkiego, czego powinniśmy po takich relacjach oczekiwać. W filmie Bart nazywa go kilkakrotnie potworem i katem. Nie bez powodu. Ojciec przez lata znęcał się nad synem i żoną, co ostatecznie doprowadziło do rozpadu małżeństwa. Ostatecznie sam zajął się wychowaniem syna. Najczęściej za pomocą pasa. W filmie, przeznaczonym również dla młodej widowni, twórcy oszczędzają widza, unikając drastycznych scen. Zło rozgrywa się poza kadrem, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, o co chodzi. Ojciec w poczuciu przegranego własnego życia ośmiesza i niszczy marzenia syna, którego pasją jest muzyka. – Marzenia nie wystarczą, by opłacić rachunki – mówi Artur, który chciał, by syn został gwiazdą futbolu. Jemu samemu to się nie udało. Postawa ojca wynikała z jego doświadczeń z dzieciństwa, ale każdy oprawca znajdzie usprawiedliwienie dla własnych czynów.

Film przedstawia również wpływ, jaki podobne traktowanie ma na dzieci w przyszłości. Przeżyta trauma sprawiła, że Bart wchodził w dojrzałość z poczuciem niedowartościowania, zły na ojca i na cały świat. Jedynym wyjściem z tego koszmaru staje się ucieczka z domu. Pozostawia za sobą młodzieńczą miłość, opuszcza miasto i zatrudnia się jako technik w zespole muzycznym grającym nie tylko „świeckie kawałki”, ale również piosenki inspirowane religią. W końcu zostaje wokalistą zespołu, który zaczyna odnosić sukcesy na lokalnym rynku. Wysiłki, by trafić do szerszej publiczności, okazują się bezowocne, chociaż udaje się im wystąpić nawet w Nashville. Doświadczony menedżer zespołu radzi Bartowi, by poszukał inspiracji w swoich bolesnych doświadczeniach z przeszłości. Korzysta z rady, postanawia opuścić na jakiś czas zespół i wrócić do domu z nadzieją na unormowanie relacji rodzinnych. Czy po tak traumatycznych doświadczeniach to możliwe?

„Dotknij nieba” to film o sile modlitwy, która potrafi zmienić nasze życie, pozwala zrozumieć, że tylko przebaczenie zła wyrządzonego nam przez bliźnich zbliża do Boga. To On może nas wydobyć z ciemności i uleczyć nawet najgłębsze rany. To także film o odkupieniu i miłości. Przedstawiając dramatyczne relacje ojcowsko-synowskie, trafi nie tylko do chrześcijańskiej widowni. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy