Nowy numer 46/2018 Archiwum

Uzdrowiony, aby świadczyć

– Myślę, że zawsze kiedy jakieś dziecko dostaje drugą szansę na życie, zawdzięcza to świętym pastuszkom z Fatimy – mówi GN cudownie uzdrowiony Lucas Maeda de Oliveira.

W 2017 r. w Szczecinie konsekrowano pierwsze na świecie Sanktuarium Dzieci Fatimskich, z wierną repliką kaplicy znajdującej się w duchowej stolicy Portugalii. W wydarzeniu uczestniczyło kilkudziesięciu księży oraz setki wiernych, którzy we wnętrzu świątyni mogli zobaczyć kopię figury Matki Boskiej Fatimskiej oraz namalowany na kaflach obraz ze św. Hiacyntą i św. Franciszkiem. – W dzisiejszym skomercjalizowanym świecie to właśnie te proste, oddane Maryi dzieci wskazują nam właściwą drogę – mówi GN ks. Marek Maciążek, kustosz sanktuarium. Kapłan dodaje, że od jakiegoś czasu wewnętrzny głos podpowiadał mu, aby zaprosić do Szczecina rodzinę chłopca, który został uzdrowiony za wstawiennictwem świętych pastuszków. Zaproszenie zostało przyjęte.

– To pierwszy raz, kiedy wyjechaliśmy poza granice Brazylii, żeby dać świadectwo na temat tego, co wydarzyło się w naszym życiu – mówi GN João Batista, ojciec Lucasa. Podczas pobytu w Polsce rodzina odwiedziła nie tylko Szczecin, ale także m.in. Częstochowę i Warszawę. Pomimo napiętego grafiku jedenastoletni chłopak, którego cudowne uzdrowienie potwierdziła Stolica Apostolska, nie wygląda na zmęczonego. Tuż przed rozpoczęciem naszej rozmowy nie przestaje biegać i skakać. Po chorobie nie byłoby żadnego śladu, gdyby nie jeden szczegół. João Batista delikatnie unosi grzywkę syna i pokazuje mi kilkucentymetrową bliznę. Pod zszytą skórą znajduje się pusta przestrzeń, którą przed wypadkiem wypełniała tkanka mózgowa.

Tylko modlitwa

Juranda, siedmiotysięczne miasteczko na południu Brazylii. To tutaj mieszka rodzina nosząca popularne w kraju nazwisko Oliveira. João Batista jest aptekarzem, jego żona Lucila Yurie pomaga mu w prowadzeniu interesu. Małżeństwo ma dwójkę dzieci: niespełna sześcioletniego Lucasa i ośmioletnią Eduardę. Cała czwórka wierzy w Boga, zna historię objawień fatimskich, ale związana z nimi pobożność nie jest jej specjalnie bliska. Ich życie koncentruje się wokół codziennych spraw i obowiązków. Wszystko zmienia się 3 marca 2013 r.

Wspólna zabawa z siostrą i otwarte na oścież okno w domu dziadka skutkują tragedią. Lucas spada z wysokości 6,5 m na betonową posadzkę. W drodze do szpitala traci dużo krwi, dwukrotnie dochodzi do zatrzymania akcji serca. Po badaniach okazuje się, że chłopak ma nie tylko poważne uszkodzenie czaszki, ale także mózgu, którego fragment uległ całkowitemu zniszczeniu. Po zakończeniu czterogodzinnej operacji lekarz nie ma dla rodziców najlepszych wiadomości: Lucas prawdopodobnie umrze, a w najlepszym wypadku będzie żył w stanie wegetatywnym lub z dużą niepełnosprawnością umysłową. Zatroskany losem swojego pacjenta medyk zachęca rodziców do modlitwy. Jego zdaniem to ostatnia deska ratunku.

O powrót Lucasa do zdrowia proszą Boga najbliżsi, przyjaciele i znajomi. Codziennie rano modlitwę w tej intencji odmawiają uczniowie miejscowej szkoły. Informacja o chłopcu, potrzebującym duchowej pomocy, dociera także do klasztoru sióstr karmelitanek w stanie Parana.

Sen czy jawa?

Siostra Teresa nosi przy kluczach breloczek z wizerunkiem błogosławionych pastuszków z Fatimy. Kiedy dowiaduje się o ciężkim stanie sześciolatka, postanawia odmawiać w jego intencji prostą, ale bardzo konkretną modlitwę: „Franciszku i Hiacynto, wyproście uzdrowienie dla Lucasa. On jest dzieckiem, tak jak i wy jesteście dziećmi”.

Dla s. Teresy wiadomość o wypadku nie była zaskoczeniem. W rozmowach z rodziną wyjaśniała, że dokładnie 30 dni wcześniej miała sen zapowiadający tragedię. – Widziała siebie siedzącą nad grobem małego dziecka. W milczeniu przeszedł obok niej jej ojciec, który miał na imię Franciszek. Chwilę po nim przed jej oczami pojawił się bł. Franciszek Marto, który wskazując na grób, powiedział: „Jeżeli nie będziesz się mocno modliła, to właśnie to się stanie” – opowiada João Batista.

Tydzień po wypadku i trzy dni po rozpoczęciu modlitwy przez s. Teresę Lucas niespodziewanie budzi się ze śpiączki. Zaskoczony personel szpitala odłącza go od urządzeń medycznych, dalsze leczenie okazuje się zbędne. Chłopak opowiada rodzicom swój sen, w którym ujrzał postać ogromnego mężczyzny z długą brodą, wskazującego palcem na jego siostrę. W pomieszczeniu znajdowali się także Franciszek i Hiacynta. Tajemnicza postać zapytała go, czy chce zostać tutaj, czy wolałby wrócić do Eduardy. Lucas odpowiada, że bardzo chciałby zobaczyć się ze swoją siostrą. Mężczyzna obiecuje spełnić jego prośbę. – Kiedy mój brat wypadł z okna, byłam bardzo spokojna. Od początku wiedziałam, że z pomocą Boga on z tego wyjdzie – mówi GN Eduarda.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji