Nowy numer 45/2018 Archiwum

Na kolana!

„Jezusmaria!” – wykrzykujemy na jednym oddechu. Bohaterowie serialowej „Autostrady do nieba” nazywali Tego, którego imienia Izrael nie odważa się wymawiać, „Szefem”. Wiesz, co dzieje się, gdy wypowiadasz imię „Jezus”?

Nie potrafię oglądać tego nagrania bez wzruszenia. Po masakrze dokonanej na Koptach (najechano na nich czołgami, a cztery ciała wyłowiono z Nilu) kilkutysięczny tłum ich braci, zgromadzonych na nocnej modlitwie w sanktuarium św. Szymona w Kairze, przez 10 minut wykrzykuje imię Jezusa. „Yasua, Yasua” – to była ich reakcja na bestialski mord. Odpowiedź godna prawdziwych chrześcijan.

Drży piekło

Zawsze drażniło mnie określenie „Szef” z serialowej „Autostrady do nieba”. „Szef to”, „Szef tamto”. Albo baloniki z napisem: „Świat potrzebuje Jezusa Chrystusa” na pewnym chrześcijańskim festiwalu. Skończyła się impreza, a na ziemi walały się resztki gadżetów z podeptanym imieniem Syna Pana Zastępów.

„Jezusmaria!” – wykrzykujemy na jednym oddechu (spróbujcie zrobić test i policzyć, ile razy dziennie słyszycie podobny zwrot). Szczytem ignorancji był film, w czasie którego lektor swym beznamiętnym głosem krzyk: „Jesus Christ!” przetłumaczył jako wulgaryzm „cholera”. Czy nie za bardzo spoufaliliśmy się z Najwyższym?

„Tylko Jego imię zawiera Obecność, którą oznacza” – czytam w Katechizmie Kościoła Katolickiego (nr 2666). Zachwyciło mnie to zdanie. Imię zawiera Obecność. Co to znaczy?

– Bóg, zdradzając Mojżeszowi swe imię, oddał siebie człowiekowi. Dostojewski stwierdził, że Ojciec wypowiedział najpiękniejsze słowo, które będzie trwało wieczność: „Jezus” − wyjaśnia o. Radosław Rafał, misjonarz Świętej Rodziny. − Modląc się w galerii handlowej czy w autobusie, przynosisz Bożą obecność. Nie musisz nawet nic mówić, krzyczeć. Jezus, krzycząc w tobie, dotyka innych. Wszystko dzieje się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. To ty masz przemieniać atmosferę twojego środowiska, a nie odwrotnie. Gdy wypowiadasz Imię ponad wszelkie imię, drży piekło. Dlaczego? Wypowiadając imię Jezusa, przypominasz demonowi jego miejsce w szeregu.

„Uderz twego przeciwnika imieniem Jezusa; na ziemi, w niebie nie uświadczysz bowiem równie potężnej broni” – nie miał wątpliwości święty Jan Klimak, opat klasztoru na Synaju.

„Nie mogę patrzeć, bo z oczu ojca padają błyskawice. Twarz ojca stała się jaśniejsza od słońca, oczy bolą mnie od blasku!” – notował w 1831 roku Nikołaj A. Motowiłow, który dotarł do starca Serafina z Sarowa. Ukochaną modlitwą ostatniego świętego prawosławia, kanonizowanego przed bolszewicką rewolucją, było westchnienie: „Jezu mój!”.

„Nadasz Mu imię Jezus, albowiem On zbawi swój lud od jego grzechów” − polecił Józefowi anioł. To imię pochodzenia hebrajskiego. Jego pełna forma Jehoszua oznacza „Jahwe wybawia, ratuje, zbawia”. Forma skrócona imienia spokrewniona jest z rzeczownikiem jeszua, oznaczającym „ocalenie, wybawienie, ratunek”. A zatem wypowiadając imię Jezusa… jednocześnie wołamy do Niego o ratunek.

Katechizm podpowiada: „Wezwanie świętego imienia Jezus jest najprostszą drogą nieustannej modlitwy. Często powtarzane z pokorą przez skupione serce, nie rozprasza się w »wielomówstwie« (Mt 6,7), lecz »zatrzymuje słowo i wydaje owoc przez swą wytrwałość« (por. Łk 8,15). Jest możliwe »w każdym czasie«”. To doskonała wskazówka dla tych, którzy uważają, że słowa: „Nieustannie się módlcie” są jedynie głęboką metaforą albo pobożnym życzeniem.

W śpiączce

− Wypowiadaj imię Jezusa bezustannie, w kościele, w domu, w czasie drogi, podczas pracy, podczas odpoczynku, w łóżku, od chwili, gdy otworzysz oczy, aż do momentu, kiedy je zamkniesz. Odpowiada to dokładnie wystawianiu czegoś na słońce, ponieważ oznacza trwanie przed obliczem Pana, który jest słońcem świata duchowego – nauczał mnich Teofan Pustelnik, który odpowiada za ostateczną wersję słynnych „Opowieści pielgrzyma”. Modlitwa ta weszła w krew Danielowi Ange. Gdy trafił do szpitala na operację, lekarze opowiadali mu: „Nawet leżąc uśpiony, nieprzytomny na stole operacyjnym, nieustannie szeptałeś: »Jezus, Jezus«”. Zapytałem go o to. – Wejście w Jego obecność to najprostsza rzecz na świecie − odpowiedział ten starzec o oczach młodzieniaszka. − Wystarczy z miłością wypowiedzieć Jego imię. To konkretyzuje Jego obecność. Gdy wypowiadam imię Jezusa, słowo staje się ciałem.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • fides et ratio
    15.10.2018 09:27
    Co ma znaczyć ten naładowany emocjami, a dokładniej przeładowany do niemożliwości, artykuł? Katolik opiera się w życiu na wierze i rozumie, a nie na emocjach. A tutaj mamy ich kłębek, i to w wielkim pomieszaniu. Nawet zielonoświątkowcy nie są tak emocjonalni.
  • Ben
    15.10.2018 10:36
    No wiesz, Fidesie, dla nas, ludzi wierzących, dla których JEZUS jest Bogiem żywym i prawdziwym, to są sprawy zrozumiałe i głęboko odczuwalne, a dla was niewierzących i głęboko racjonalnych... cóż...
    doceń 7
  • Kuba
    15.10.2018 14:52
    Fides ma też rację. Każdy jest inny. Ja też nie lubię okazywać emocji, ale są tacy dla których jest to normalne. Ja ogólnie jestem nienormalny tzn. powyżej średniej domowej, ale poniżej krajowej normalny.
    doceń 3
  • Dawid
    16.10.2018 09:58
    Biedny niewierzący Jezus, który „rozradowywał się w Duchu Świętym” i „wzruszał głęboko”
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji