Nowy numer 50/2018 Archiwum

Granice uporczywej terapii

Zaprzestanie uporczywej terapii nie jest eutanazją, lecz działaniem medycznie i etycznie uzasadnionym.

Jeden z głównych sporów cywilizacyjnych współczesnego świata dotyczy okoliczności śmierci człowieka. Liberałowie propagują eutanazję, czyli świadome działanie mające spowodować śmierć w celu wyeliminowania cierpienia. Wbrew ich intensywnym wysiłkom w zdecydowanej większości krajów świata eutanazja jest jednak zabroniona. Kościół katolicki zdecydowanie przeciwstawia się tej praktyce, ale zgadza się na zaprzestanie uporczywej terapii. Liberałowie próbują wmówić opinii publicznej, że zgoda na zaprzestanie uporczywej terapii w rzeczywistości oznacza akceptację eutanazji przez Kościół, co oczywiście jest nieprawdą.

Różnice między eutanazją, uporczywą terapią lub jej zaprzestaniem w praktyce możemy pokazać na przykładzie postępowania z dziećmi dotkniętymi wadami letalnymi, np. bezmózgowiem. Dzieci takie żyją do kilku miesięcy i nie ma szans na ich uratowanie. Podanie im środka, aby zaraz po urodzeniu zmarły, byłoby eutanazją, podłączenie pod urządzenia sztucznie utrzymujące przy życiu – uporczywą terapią. Kościół stoi na stanowisku, że nie należy stosować uporczywej terapii, lecz zapewnić takiemu dziecku sztuczne żywienie i pielęgnację w oczekiwaniu na jego naturalną śmierć.

W zrozumieniu różnicy i dostarczeniu argumentów w sporze ze zwolennikami eutanazji może pomóc najnowszy dokument zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski pt. „O terapii daremnej (uporczywej) chorych poddawanych intensywnej terapii”, który został opublikowany w końcu czerwca. Eksperci zespołu, na którego czele stoi bp Jan Wróbel, wskazują, że zarówno przyspieszenie śmierci przez eutanazję, jak i jej opóźnianie przez uporczywą terapię łamią prawo chorego do godnego umierania.

„Nie” dla uporczywej terapii

Uporczywa terapia to stosowanie procedur medycznych, środków farmakologicznych i urządzeń technicznych w celu podtrzymywania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego. Nie prowadzi do wyleczenia, klinicznej poprawy zdrowia, lecz odsuwa w czasie moment śmierci. Terapia taka wiąże się najczęściej z nadmiernym cierpieniem.

Przykładem uporczywej terapii może być stosowanie chemioterapii, mimo że stan chorego pogarsza się. Zaliczyć do niej można również stosowanie respiratora, kardiostymulacji czy tlenoterapii. Najbardziej znanym przykładem odmowy stosowania uporczywej terapii jest postawa Jana Pawła II. Papież ciężko zachorował i dwukrotnie przebywał w szpitalu. Gdy jego stan pogorszył się na tyle, że znów miał trafić do szpitala, zadał pytanie lekarzom, czy będą w stanie go wyleczyć. Gdy odpowiedzieli, że nie, Jan Paweł II postanowił pozostać w domu i umrzeć śmiercią naturalną, otoczony adekwatną dla ludzi w jego stanie opieką medyczną.

Wmawianie eutanazji

Właśnie ta postawa naszego papieża jest przez zwolenników eutanazji podawana jako przykład, że Kościół ją akceptuje. Tymczasem o eutanazji w przypadku Jana Pawła II można by mówić, gdyby poprosił on o podanie środków, które zakończyłyby jego życie, co nie miało miejsca. W encyklice „Evangelium vitae” z 1995 r. Jan Pa- weł II napisał: „Od eutanazji należy odróżnić decyzję o rezygnacji z tak zwanej uporczywej terapii, to znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które przestały być adekwatne do realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już współmierne do rezultatów, jakich można by oczekiwać, lub też są zbyt uciążliwe dla samego chorego i dla jego rodziny. W takich sytuacjach, gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem zrezygnować z zabiegów, które spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia, nie należy jednak przerywać normalnych terapii, jakich wymaga chory w takich przypadkach” (65).

Eksperci komisji bioetycznej KEP zwracają uwagę na ważny aspekt zaprzestania upor- czywej terapii. Otóż decyzja w tej sprawie należy do samego chorego oraz doświadczonych lekarzy, którzy w danym przypadku nie mają żadnych wątpliwości co do obiektywnie beznadziejnych rokowań czy też bezsilności medycyny. Podkreślają przy tym, że brak takiej decyzji może budzić wątpliwości moralne z wielu powodów, np. nierzadko przedłuża lub potęguje cierpienia pacjenta i narusza jego godność przez uprzedmiotowienie, zarówno ze strony lekarza, jak i rodziny.

Obowiązek dalszej opieki

Rezygnacja z uporczywej terapii w żadnym wypadku nie oznacza, że pacjent ma być pozostawiony bez opieki. – Chorego człowieka nie zawsze można wyleczyć, ale zawsze trzeba się nim zaopiekować – przypomniał papież Franciszek w liście do uczestników spotkania na temat końca życia, które odbyło się w listopadzie ubiegłego roku w Watykanie.

Dlatego po zaprzestaniu uporczywej terapii pacjent powinien być objęty podstawowymi formami opieki. Należy do niej przede wszystkim podtrzymywanie procesów życiowych, również w sposób sztuczny, jak odżywianie, nawadnianie czy wentylacja. Zaprzestanie ich stałoby się bezpośrednią przyczyną jego śmierci, a więc byłoby eutanazją bierną. Należy też przeciwdziałać odleżynom, podawać środki przeciwbólowe i przeciwzapalne.

Ważną rolę ma w takich stanach medycyna paliatywna, której zadaniem jest łagodzenie skutków choroby i opieka nad umierającym. Polega ona na integralnej, zindywidualizowanej i ciągłej opiece nad chorym – uwzględnianiu jego potrzeb fizycznych, psychicznych i religijnych. Bierze pod uwagę także relacje chorego z najbliższymi. W medycynie paliatywnej podmiotem opieki jest chory, jego potrzeby.

W Polsce istnieje ponad 200 podmiotów zajmujących się opieką paliatywną, są to przede wszystkim hospicja stacjonarne i domowe (opieka w domu pacjenta). Szczególnym miejscem są hospicja prenatalne, które zajmują się rodzinami oczekującymi na narodziny dziecka, u którego stwierdzono poważną wadę lub ciężką chorobę.

Zaprzestanie opieki

Gdy w Polsce rozwija się medycyna paliatywna, na świecie coraz częściej dochodzi do eutanazji osób, które potrzebują nie nadzwyczajnych terapii, lecz adekwatnej do ich stanu opieki. Postępuje proces uznawania za uporczywą terapię podtrzymywania procesów życiowych przez sztuczne odżywianie czy nawadnianie i dążenie do ich zaprzestania. Dotyczy to przede wszystkim osób w śpiączce lub w stanie wegetatywnym.

Dramatycznym przypadkiem takiego procesu może być sprawa Eluany Englaro. Włoszka w wieku 22 lat na skutek wypadku samochodowego znalazła się w stanie wegetatywnym. Przez 17 lat przebywała w domu opieki prowadzonym przez siostry zakonne i była utrzymywana przy życiu przez sztuczne odżywianie. W tym czasie jej ojciec zabiegał o zgodę sądu na wstrzymanie sztucznego odżywiania, co stało się w lutym 2009 r. Decyzja sądu wywołała liczne protesty, m.in. obrońców życia, Kościoła katolickiego, a nawet włoskiego rządu. Co istotne, pod względem biologicznym Eluana była zdrowa, tyle że bez świadomości, a ingerencja z zewnątrz polegała na podawaniu pokarmu i płynu, a nie sztucznym zastępowaniu jakiegokolwiek narządu. Ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny kard. Ennio Antonelli na kilka dni przed zamordowaniem kobiety wypowiedział piękne słowa: „Eluana jest w stanie wegetatywnym, ale nie jest warzywem. Ona jest osobą, która śpi. Osoba, również kiedy śpi lub jest upośledzona, zachowuje swoją godność. Osoba jest wartością samą w sobie, nie przez to, co produkuje i konsumuje, ani przez radość czy satysfakcję, którą daje innym”.

W zbliżonych okolicznościach pozbawiono życia cztery lata wcześniej w USA Terri Schiavo, która 15 lat pozostawała w stanie wegetatywnym. Dramatyczny jest list, jaki ojciec Terri przesłał do ojca Eluany. Opisał w nim ostatnie chwile życia córki: „Powolna śmierć z odwodnienia i głodu to krańcowe barbarzyństwo. Chociaż zwolennicy eutanazji powiedzą, że to bezbolesne, ja byłem świadkiem potwornych cierpień mojej córki. Jeśli nie przerwiesz tej procedury, będziesz świadkiem nieludzkiej agonii. Z Eluany zostaną tylko skóra i kości. Jej kości policzkowe powiększą się do nienaturalnych rozmiarów, a oczy wysuną się z oczodołów. Jeśli, powtarzam, nie powstrzymasz tego, to przygotuj się na widok straszliwego, nieporównywalnego z niczym cierpienia”.

Równie dramatyczne były okoliczności śmierci Alfiego Evansa z Anglii. Chłopiec urodził się w 2016 r., po kilku miesiącach wykryto u niego nieznaną chorobę neurodegeneracyjną. Alfie wszedł w stan śpiączki. Według lekarzy nie było szans na poprawę jego stanu zdrowia, a dostępne możliwości medycyny wyczerpały się, dalsze próby leczenia uważali za uporczywą terapię. Rodzicie nie chcieli się zgodzić na odłączenie chłopca od aparatury podtrzymującej życie. Papież Franciszek spotkał się z ojcem Alfiego i zaapelował o szacunek dla życia chłopca, wezwał też do umożliwienia podjęcia prób nowych sposobów leczenia dziecka. Jednak sąd w 2018 r. zdecydował o zaprzestaniu opieki paliatywnej. 23 kwietnia odłączono chłopca od aparatury wspomagającej pracę płuc, dziecko zmarło po sześciu dniach.

Warto przy tym zwrócić uwagę na argumentację sądu, który swoją decyzję uzasadniał, że mózg Alfiego uległ nieodwracalnemu uszkodzeniu, więc jakość jego życia jest niska. Tłumaczenie to wskazuje, że nie tyle chodziło o cierpienie, ile o fakt, że Alfie jest niepełnosprawnym dzieckiem, więc można go zabić, co ujawniło mentalność eutanazyjną sędziów. Takiej argumentacji zdecydowanie przeciwstawiał się Jan Paweł II, który w „Evangelium vitae”, w kontekście aborcji eugenicznej, napisał: „Tego rodzaju mentalność jest haniebna i w najwyższym stopniu naganna, ponieważ rości sobie prawo do mierzenia wartości ludzkiego życia wyłącznie według kryteriów »normalności« i zdrowia fizycznego, otwierając tym samym drogę do uprawomocnienia także dzieciobójstwa i eutanazji” (63).•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji