Nowy numer 42/2019 Archiwum

Spór o tożsamość

Demokratyczne prawo przysługujące większości czy może kolejna odsłona dyskryminacji Arabów? W Izraelu uchwalono właśnie bardzo kontrowersyjną ustawę.

Kneset niewielką większością głosów (62 do 55) przyjął tzw. ustawę o państwie narodu żydowskiego (potocznie zwaną Nation-State Law). Wywołała ona kontrowersje na całym świecie. Oprócz ogromnego gniewu izraelskich Arabów pojawiły się słowa krytyki m.in. ze strony Unii Europejskiej oraz żydowskiej diaspory w USA. Nowa ustawa przyznaje narodowi żydowskiemu wyłączne prawo do samostanowienia w kraju oraz zawiera przepisy wzbudzające obawy o uczynienie Arabów oraz innych mniejszości zamieszkujących Izrael obywatelami drugiej kategorii. To nie pierwszy ruch rządu Benjamina Netanjahu odczytywany jako osłabianie demokracji, ale premier czuje się silny z powodu wyjątkowo sprzyjającego mu układu sił na arenie międzynarodowej.

Fundamentalne prawo

Na wstępie trzeba podkreślić szczególną rolę ustrojową Nation-State Law. Weszło ono w skład 14 tzw. podstawowych aktów prawnych (Basic laws of Israel), które de facto pełnią funkcję konstytucji, ponieważ Izrael nie ma jej w formie jednolitego dokumentu. Już pierwszy artykuł nowej ustawy wzbudza kontrowersje: „Państwo Izrael jest ojczyzną narodu żydowskiego, w której wypełnia on swoje naturalne, kulturowe, religijne i historyczne prawo do samostanowienia. […] prawo to przysługuje wyłącznie narodowi żydowskiemu”. W 3. artykule jest mowa o Jerozolimie, „całkowitej i zjednoczonej” stolicy Izraela. Artykuł 4. określa hebrajski jako oficjalny język państwa. Arabski utracił ten przywilej i jedynie wspomniano o przysługującym mu „specjalnym prawie” . Dyskusje wzbudza też niejasny artykuł nr 7 zatytułowany „Żydowskie osadnictwo”, w którym napisano, że „Państwo uznaje rozwój osadnictwa żydowskiego za narodową wartość i będzie podejmować środki do wspierania, promowania i służenia mu”. Ostateczny kształt ustawy o państwie narodowym przybrał złagodzoną formę. W sekcji dotyczącej osadnictwa pierwotnie znalazł się zapis o tworzeniu miejsc przeznaczonych wyłącznie dla Żydów. Pomysłodawcy zarzucili ten pomysł dopiero po frontalnej krytyce ze strony izraelskiego prezydenta, prokuratora generalnego oraz naciskach Unii Europejskiej.

Lepsi i gorsi?

Nawet „kompromisowa” forma ustawy o państwie narodowym wywołała burzę wśród żyjących w Izraelu Arabów. Reprezentujący ich parlamentarzyści w Knesecie w dniu głosowania machali czarnymi flagami (na znak żałoby z powodu końca demokracji) i publicznie darli tekst nowego prawa. Posłanka Aida Touma Sliman (arabska chrześcijanka) nie przebierała w słowach: „Netanjahu zasłynie jako pierwszy premier izraelskiego apartheidu”. Zdaniem Arabów, stanowiących 1/5 ludności Izraela (z tendencją rosnącą wynikającą z wyższego niż u Żydów przyrostu naturalnego), to kolejny krok w procesie ich marginalizacji. Choć formalnie pozostają pełnoprawnymi obywatelami, ich język został właśnie zdegradowany w swoim statusie, niejasny przepis o osadnictwie otwiera drogę do przyspieszenia budowy kolejnych żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, znikają też szanse na porozumienie w kwestii statusu Jerozolimy. Arabowie od lat skarżą się również na coraz trudniejszy dostęp do służby zdrowia, edukacji oraz wyniszczanie ich rolnictwa przez podkradanie bezcennych na Bliskim Wschodzie źródeł wody.

Nation-State Law budzi skrajne opinie wśród samych Żydów. Parlamentarna opozycja z Unią Syjonistyczną na czele oraz organizacjami pozarządowymi zorganizowała wielotysięczne demonstracje w Tel Awiwie. Znany izraelski pianista i dyrygent Daniel Barenboim w tekście dla brytyjskiego „The Guardian” pisał, że „wstydzi się dzisiaj być obywatelem Izraela”, i powtórzył oskarżenia o zaprowadzanie apartheidu. Krytyczny wobec Netanjahu i jego partii Likud dziennik „Haaretz” określił ustawę jako „odrażającą, szkodliwą, wywołującą podziały i nade wszystko niepotrzebną”. Nowe prawo negatywnie oceniło 14 organizacji zrzeszających żydowską diasporę za oceanem, z największą z nich – Union for Reform Judaism – na czele. Kierujący nią rabin Richard Jacobs powiedział: „To smutny i niepotrzebny dzień dla izraelskiej demokracji”.

Zaledwie dwa dni wcześniej uchwalono inną ustawę, uznaną przez przeciwników za element podkopywania demokratycznego państwa prawa. Wprowadza ona zakaz agitacji w szkołach i uczelniach wyższych organizacjom krytykującym działania państwa Izrael oraz jego armii. Prawo do decydowania o tym, czy dana instytucja łamie zasady „celów edukacyjnych”, zyskał coraz silniejszy w rządzie minister edukacji Neftali Bennett – lider koalicyjnego ugrupowania Żydowski Dom, sytuującego się na prawo od Likudu. Bennett w ostatnich miesiącach stał się znany w naszym kraju, gdy próbował zdyskontować polsko-izraelski kryzys dla własnej popularności. Krytykuje porozumienie premiera Mateusza Morawieckiego z Benjaminem Netanjahu i zapowiada wprowadzenie w izraelskim systemie szkolnictwa obowiązkowych zajęć na temat „polskiego antysemityzmu” i „pomagania nazistom przez Polaków”.

Niepotrzebna histeria?

Premier Netanjahu w typowym dla siebie bezkompromisowym stylu wytłumaczył po uchwaleniu nowego prawa: „Większość ma swoje prawa i to ona decyduje”. Jego stronnicy mówią o niepotrzebnej „histerii” przeciwników. Wskazują na istnienie podobnych zapisów w ustawach zasadniczych wielu krajów Europy. Amerykański konstytucjonalista żydowskiego pochodzenia Eugene Kontorovich zwrócił uwagę, że zapisy o wyłącznym prawie określonego narodu do samostanowienia znajdują się m.in. w konstytucji Słowacji czy Łotwy, która jest w podobnej sytuacji do Izraela (obecność dużej mniejszości, nie zawsze przychylnej względem własnego państwa, w tym wypadku rosyjskiej). Emmanuel Navon, ekspert popierającego ustawę think tanku Kohelet Policy Forum, wspominał z kolei, że nadrzędna rola określonego języka jest wspomniana w ustawach zasadniczych m.in. Francji czy Hiszpanii, Izrael ma więc pełne prawo do podkreślenia znaczenia języka hebrajskiego.

Politycy Likudu przedstawiają przyjęcie Nation-State Law w szerszym kontekście historycznym i społecznym jako zwieńczenie konceptu Theodora Herzla i ruchu syjonistycznego sprzed ponad 120 lat, a także krok w kierunku wzmocnienia narodowej tożsamości w niespokojnych czasach na Bliskim Wschodzie.

Sytuacja sprzyja Izraelowi

Premier nie forsowałby kontrowersyjnych ustaw z równie wielką determinacją, gdyby nie korzystny rozwój wydarzeń na arenie międzynarodowej. Na początku dekady sytuacja strategiczna Izraela była najtrudniejsza od wielu lat. W Egipcie władzę objęło Bractwo Muzułmańskie, w wyniku wojny domowej południe Syrii opanowali terroryści powiązani z ISIS, Netanjahu wyjątkowo kiepsko dogadywał się z Barackiem Obamą, który postawił na normalizację stosunków z Iranem – śmiertelnym wrogiem Izraela.

Dziś sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Po wygraniu wyborów prezydenckich przez generała Abd al-Fattaha Sisi normalizacji uległy relacje z Egiptem.

Nieoficjalnymi kanałami kształtuje się coraz silniejsza współpraca z Arabią Saudyjską, która formalnie nawet nie uznaje istnienia Izraela. Oficjalny sojusz byłby nie do przyjęcia dla obu społeczeństw, lecz kraje łączy wiele wspólnych interesów i oczywiście ten sam przeciwnik, jakim jest Iran. Netanjahu świetnie dogaduje się też z Władimirem Putinem. Przede wszystkim zaś w Waszyngtonie rządzi obecnie jedna z najbardziej proizraelskich, a zarazem antyirańskich administracji w historii. W kontekście Syrii Stany Zjednoczone otwarcie dziś deklarują, że jedyny cel, na jakim im zależy, to gwarancja bezpieczeństwa dla Izraela. Ponieważ Netanjahu równie skutecznie lobbuje w Moskwie, najpewniej uda mu się uzyskać odepchnięcie strefy irańskich wpływów od izraelskiej granicy.

Mimo naginania reguł demokracji oraz szeregu afer gospodarczych ciągnących się za premierem Netanjahu wciąż może więc przedstawiać się jako przywódca skutecznie chroniący izraelskie bezpieczeństwo oraz w bezprecedensowym stopniu zwiększający wpływy swojego kraju na międzynarodową politykę.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL